Jedynie prawda jest ciekawa


Donald Trump, histeria lewicy i przebudzenie Rosji. Co zmieniło się w ubiegłym roku w polityce ostatniego światowego supermocarstwa?

30.12.2017
trump30122017
Donald Trump, histeria lewicy i przebudzenie Rosji. Co zmieniło się w ubiegłym roku w polityce ostatniego światowego supermocarstwa?

Rok 2017 był w amerykańskiej polityce równie ciekawy – może nawet ciekawszy – niż rok 2016. Podczas gdy poprzedni rok zdominowały wybory prezydenckie, tak obecny zdecydowanie stał pod znakiem Donalda Trumpa, wewnętrznych problemów prawicy i coraz bardziej skomplikowanej sytuacji międzynarodowej.

2017 zaczął się od czegoś, czego nikt się nie spodziewał – normalizacji przemocy jako metody walki politycznej. Widać to było już w trakcie zeszłorocznych wyborów, gdzie spotkania wyborcze Trumpa były rutynowo zakłócane przez protesty lewicy, podczas których często dochodziło do rękoczynów. Zwycięstwo Trumpa tylko zaostrzyło sytuację. Początek roku był świadkiem kilku dużych protestów, jak organizowany przez związane z Sorosem organizacje feministyczne Marsz Kobiet czy protesty w trakcie inauguracji, podczas których lewicowi aktywiści palili samochody i demolowali sklepy. 


Histeria lewicy szybko znalazła sobie jednak inny cel: alt-right. Terminem tym, stworzonym przez Richarda Spencera, zaczęto w USA określać, nie do końca poprawnie, wszystkie skrajniejsze odłamy tamtejszej prawicy. Antifa, dotychczas mocno niszowa organizacja, zaczęła ich natomiast utożsamiać z nazistami, i otwarcie nawoływać do przemocy wobec nich. Każde spotkanie czy wykład organizowany przez prawicę powodował, że setki zamaskowanych lewicowców atakowali brutalnie uczestników. Początkowo prawica starała się nie reagować, ale szybko zaczęła oddawać, a nawet prowokować i dochodziło czasami – jak np. w Berkeley czy Charlottesville – do regularnych starć ulicznych, które często kończyły się ciężko rannymi i nawet śmiertelnymi ofiarami.

Walki pomiędzy Antifą a alt-rightem skończyły się gdy lewica znalazła sobie kolejny cel – historię. Lewicowi aktywiści postawili sobie bowiem za cel wymazanie z przestrzeni publicznej wszelkich śladów Konfederacji – pomników południowych generałów, nazw ulic itp. W dużym stopniu im się to udało, ale jak zwykle sprawa szybko zmieniła się w autoparodię, gdy lewicowi ikonoklaści zaczęli walczyć z np. pomnikami Kolumba lub z „rasistowskim” hymnem USA.

Wszyscy ludzie prezydenta

Tymczasem w świecie wielkiej polityki początek roku stał pod znakiem nominacji Trumpa. Zazwyczaj proces nominacji nie budzi wielkich emocji: nowy prezydent jest zwykle doświadczonym politykiem i da się bez większych problemów przewidzieć kto zostanie przez niego powołany na stanowisko. W wypadku Trumpa było zupełnie inaczej. Nie pełnił nigdy żadnej oficjalnej funkcji, a podczas kampanii wielokrotnie zmieniał zdanie, i dopiero nazwiska jego ludzi mogły nieco więcej powiedzieć o kierunku, który przyjmie jego administracja. Szybko okazało się, że jego sztab będzie pełny zwolenników ograniczania roli państwa: Betsy DeVoss, nowa sekretarz szkolnictwa, to znana zwolenniczka prywatnych szkół, Scott Pruitt, nowy szef Agencji Ochrony Środowiska, od lat postulował jej likwidację, itd. Nie zabrakło wśród jego nominacji również miejsc dla ludzi powiązanych w taki czy inny sposób z rodziną Bushów i innymi członkami partyjnego establishmentu, co mogło świadczyć o chęci zakopania topora wojennego z własną partią. A także zwolenników twardej polityki wobec Rosji, jak np. sekretarz obrony James Mattis.

Przy okazji nominacji Demokraci po raz pierwszy pokazali swoją strategię polityczną na nową kadencję – totalną opozycję wobec poczynań Trumpa i Republikanów. Niemal każda nominacja spotykała się z głosami na nie z lewej strony. Najlepiej było to widać w wypadku Neila Gorsucha, kandydata do Sądu Najwyższego. Podczas głosowania nad jego nominacją Republikanie musieli zastosować tzw. opcję atomową i zlikwidować możliwość zablokowania mównicy przez Demokratów, a sam Gorsuch ostatecznie dostał 54 głosy. Dekadę wcześniej senat zatwierdził jego nominację do sądu apelacyjnego jednogłośnie.

Demokraci po raz kolejny zaczęli również wykorzystywać sądy do walki politycznej. Najbardziej znanym wypadkiem było blokowanie prezydenckiego moratorium na wydawanie wiz obywatelom krajów które mają problem z terroryzmem. Pierwsza wersja tego moratorium została zablokowana przez sędziów jako rasistowska, chociaż jej podstawy stworzyli jeszcze ludzie Obamy. Druga i trzecia wersja również zostały zablokowane przez sędziów – ostatecznie Sąd Najwyższy zezwolił na jej uruchomienie do czasu rozpatrzenia sprawy. Jednak nie tylko to moratorium miało problem z sądami. Sam Eric Schneiderman, prokurator generalny stanu Nowy Jork, wystąpił przeciwko Trumpowi na drogę sądową 100 razy. Wiele tych spraw zapewne znajdzie swój finał przed Sądem Najwyższym – a fakt, że Republikanie mają w nim przewagę oraz to, że sędzia Gorsuch jest zdecydowanym przeciwnikiem wykorzystywania sądów do stanowienia prawa sprawia, że wynik większości rozpraw będzie zapewne po myśli prawicy. A że interpretacja prawa w wykonaniu sądu najwyższego staje się obowiązująca i tylko inny wyrok sądu może ją zmienić, kampania sądowa Demokratów może okazać się pyrrusowym zwycięstwem – chwilowe zablokowanie poczynań prawicy może zaowocować znacznym wzrostem uprawnień prezydenta.

Stary niedźwiedź już nie śpi

Nie da się pisać o 2017 roku w USA nie wspominając o Rosji. Już podczas wyborów Trump był oskarżany o prorosyjskość, a po tym, gdy do sieci trafiły wewnętrzne dokumenty Demokratów, a zaprzyjaźniona z nimi firma stwierdziła, że wykradli je rosyjscy hakerzy, Trump był otwarcie oskarżany o bycie człowiekiem Putina, którego nie wyborcy, a rosyjskie służby wsadziły do Białego Domu. Histeria Demokratów sprawiła, że każde podejrzenie o kontakty z Rosjanami – łącznie z zupełnie normalną rozmową z rosyjskim ambasadorem – stawało się powodem dymisji. 

W maju Rod Rosenstain, zastępca Prokuratora Generalnego, powołał specjalną komisję pod przewodnictwem byłego szefa FBI Roberta Muellera. Amerykańska prawica od początku twierdziła, że ta komisja ma na celu nie odkrycie prawdy, a zaszkodzenie prawicy i Trumpowi. Oficjalnie jednak politycy GOPu, łącznie z samym Trumpem, starali się jej nie krytykować. Jednak pomimo ogromnych uprawnień i skali śledztwa komisji nie udało się jeszcze odkryć nic, co nie mieściłoby się w standardowych działaniach obcego rządu w trakcie wyborów u rywali. A ostateczny upadek komisji zaczął się, gdy odkryto smsy Petera Strzoka – jednego z najważniejszych agentów FBI biorących udział w pracach komisji. Strzok w korespondencji ze swoją kochanką nie tylko przedstawił się jako zdecydowany zwolennik Clinton i przeciwnik Trumpa, ale stwierdził też, że śledztwo jest polisą ubezpieczeniową na wypadek jego zwycięstwa. Mueller usunął go z prac komisji w lipcu, gdy tylko dowiedział się o tych smsach – jednak mleko się wylało, a ujawnienie ich treści przez media ośmieliło prawicowych polityków do krytyki samej komisji i faktu, że FBI zdaje się być uprzedzone wobec Trumpa. Departament Sprawiedliwości obecnie bada sposób prowadzenia śledztwa przez komisję, a ostateczny raport zapowiadany jest na wiosnę przyszłego roku – i zapewne będzie ostatnim gwoździem do trumny Muellera. 

Po raz kolejny wróciła również sprawa Uranium One. Ta kanadyjska firma eksploatowała około 1/4 amerykańskich złóż uranu. W 2009 roku zaczął ją wykupywać rosyjski Rosatom, co spowodowało, że rząd USA musiał podjąć decyzję o tym, czy przedłużyć z nimi umowę. Ostatecznie Amerykanie zgodzili się na to, a cała sprawa stała się przyczyną skandalu, gdy okazało się, że wiele osób związanych z UO i z Kremlem wpłaciło ogromne sumy na Fundację Clintonów – Hillary była wtedy Sekretarzem Stanu i od jej opinii bardzo wiele zależało w tej sprawie.

Temat UO wrócił, gdy lewicowy portal The Hill odkrył pod koniec roku, że FBI doskonale wiedziała o tym, że związani z UO Rosjanie dopuszczali się praktyk korupcyjnych. Pomimo tej wiedzy FBI – której szefem był wtedy Mueller – nie poinformowało o niczym Kongresu. Sprawa UO, jej związków z Clintonami i dwuznacznej roli FBI zapewne będzie największą sprawą polityczną przyszłego roku, tym bardziej że Trump po cichu wydał rozkaz, który znacznie ułatwi amerykańskim sądom konfiskatę majątków osób podejrzanych o korupcję, co jest interpretowane jako zapowiedź ostatecznej rozprawy z Clintonami.

2017 rok zapowiadał się jako rok, w którym Clinton ostatecznie pójdzie w odstawkę. Wydane przez nią wspomnienia z kampanii wyborczej okazały się zbiorem oskarżeń pod adresem współpracowników i sojuszników, który wzbudził wielkie oburzenie na lewicy. Nie brakowało polityków i dziennikarzy, którzy niemal otwarcie wzywali ją do przejścia na emeryturę – a nieco mniej otwarcie sugerujących, że powinna się wreszcie zamknąć. Dodatkowo wyszło na jaw, że w okresie kampanii wyborczej Clinton przejęła, dzięki dotacjom, pogrążoną w kryzysie finansowym partię i używała jej do prania pieniędzy od wyborców, które naruszały limit wysokości datków. Jednak ostatecznie Clinton udało się w dużym stopniu utrzymać swoją pozycję w partii, i gdy pod koniec roku Vanity Fair zasugerowała, że powinna się zająć szydełkowaniem, wielu polityków lewicy zaczęło atakować ten słynny magazyn.

Sukcesy i porażki

Największą porażką amerykańskiej prawicy bez wątpienia jest jej walka z Obamacare. Demokraci początkowo byli pełni wątpliwości, nie wiedząc jaki będzie miała efekt. Nancy Pelosi powiedziała nawet „musimy ją wprowadzić żeby zobaczyć co w niej jest”. Okazało się, że była porażką – wielu ubezpieczycieli całkowicie wycofało się z rynku, a inni znacząco podnieśli ceny. Jej cofnięcie było dla Republikanów priorytetem – jednak ostatecznie nic z tego nie wyszło. Nie potrafili się bowiem dogadać między sobą co do tego czym ją zastąpić. Część chciała tylko kosmetycznych zmian, podczas gdy inni chcieli puścić wszystko na żywioł i pozwolić rynkowi zadecydować, z pełnym spektrum propozycji pomiędzy. Gdy w końcu stworzyli coś w rodzaju wspólnej propozycji, to głos senatora McCaina zatopił całą inicjatywę.

Temat Obamacare na pewno wkrótce wróci. Tym bardziej, że nowa ustawa podatkowa – o której za chwilę – likwiduje kary za brak ubezpieczenia zdrowotnego. Tym samym zawarty w Obamacare nakaz pozostaje martwym przepisem, co zapewne sprawi, że wielu klientów ubezpieczalni z niego zrezygnuje, co w efekcie znowu podniesie ceny. Republikanie są tego świadomi i niemal otwarcie mówią, że ma to na celu zagrozić całkowitym upadkiem amerykańskiej służby zdrowia, groźba czego zmusi Demokratów do konstruktywnej dyskusji nad reformą.

Nowa ustawa podatkowa to największe zwycięstwo legislacyjne Republikanów. Nie było łatwo, tym bardziej, że ustawa przegłosowana przez Izbę Reprezentantów różniła się znacząco od tej przegłosowanej przez Senat i trzeba było znowu głosować nad wspólną wersją. Ostatecznie jednak się to udało. Jeżeli, zgodnie z zapowiedziami Republikanów, amerykańska gospodarka dzięki niej ruszy, a zwykłym wyborcom zostanie więcej pieniędzy w kieszeni, to bardzo to pomoże GOPowi w następnych wyborach. Jeżeli nie i skorzystają na niej tylko najbogatsi, jak twierdzą jej krytycy, to równie dobrze może ona zatopić rządy prawicy w USA.

Innym, równie istotnym chociaż mniej medialnym sukcesem jest ciągłe cięcie regulacji wprowadzonych w czasach Obamy. Część najbardziej kontrowersyjnych, jak te związane z walką z globalnym ociepleniem, wziął na siebie Trump. Inne zlikwidowano we współpracy z Kongresem. A likwidacja wielu z nich znacząco ułatwi życie amerykańskim firmom, zwłaszcza przemysłowi ciężkiemu i górnictwu.

Koniec roku to również czasy #metoo. Akcja ta zaczęła się od rewelacji o prowadzeniu się hollywoodzkiego producenta, jednak szybko przeszła do polityki. Wiele karier się skończyło z powodu oskarżeń o molestowanie, po obu stronach barykady. I zapewne jeszcze kilka się skończy, chociaż niedługo powinno nastąpić przesilenie – tym bardziej, że sama natura przestępstwa sprawia, że bardzo rzadko oskarżającym udaje się przedstawić dowody. 

Czas radykałów

Kluczowym zdarzeniem z końca roku były wybory uzupełniające w Alabamie. Roy Moore, kandydat skrajnie prawicowy, przegrał w nich nieznacznie z Demokratą Dougiem Jonesem. Porażka Moore'a w jednym z najbardziej prawicowych stanów w USA sama w sobie byłaby sensacją, jednak nie ona jest tu najważniejsza. Bardziej znaczące jest to, że wygrał prawybory. Jego kontrkandydat, Luther Strange miał w rękach wszystkie atuty – większe środki na kampanię, poparcie prezydenta i partii etc. A mimo tego przegrał z radykałem. Pokazuje to po raz kolejny, że w USA następuje radykalizacja życia politycznego i wyborcy chcą, żeby ich partia była bardziej wyrazista ideologicznie.

Zjawisko to występuje po obu stronach barykady. Jednak o ile Demokraci w dużym stopniu sobie z nim poradzili przyjmując wiele postulatów własnych radykałów, jak walkę o prawa LGTQWERTY czy feminizm, o tyle prawicowy establishment stara się z tym zjawiskiem aktywnie walczyć, co po raz kolejny widzieliśmy właśnie w Alabamie. Gdy tylko pojawiły się nieudowodnione oskarżenia o molestowanie pod adresem Moore'a, to jego własna partia aktywnie zaczęła z nim walczyć – doszło nawet do tego, że prominentni Republikanie nawoływali do głosowania na Demokratę. Jeżeli GOP nie znajdzie wreszcie kompromisu z własnymi, coraz bardziej popularnymi radykałami, to wewnątrzpartyjne wojny bardzo pomogą amerykańskiej lewicy.

Przyszły rok również zapowiada się ciekawie. Przede wszystkim pod koniec 2018 odbędą się wybory do Kongresu, które zadecydują która partia zdobędzie władzę – więc działania obu będą nastawione na zdobycie jak największego poparcia. Jeżeli dodać do tego skomplikowaną sytuację międzynarodową USA, o której szerzej będzie w następnym artykule, i przecieki o dalszej radykalizacji przekazu przez Trumpa, to śledzenie USA w 2018 po raz kolejny będzie fascynującym doświadczeniem.

Wiktor Młynarz

Warto poczytać

  1. trump23092018 23.09.2018

    Dwa miliardy dolarów na "Fort Trump". „To nie jest suma, która przekracza możliwości państwa”

    Rząd chce przeznaczać 500 mln zł rocznie na drogi i mosty, ważne z punktu widzenia militarnego; w tym kontekście 2 mld dolarów na inwestycje związane z budową bazy wojsk USA w Polsce, nie jest sumą, która przekracza możliwości polskiego państwa - powiedział szef KSRM Jacek Sasin.

  2. Papiez08042018 22.09.2018

    Zaskakujące słowa papieża Franciszka: „Zbudowaliśmy zbyt wiele twierdz. Musimy być bardziej otwarci na różnorodność”

    Papież Franciszek, który rozpoczął w sobotę wizytę na Litwie, oznajmił w Ostrej Bramie w Wilnie, że ludzie zbudowali zbyt wiele twierdz. Apelował, by nie budować murów, lecz przyjmować obecność i różnorodność innych jako dar i bogactwo

  3. putin06062018 22.09.2018

    Rosja w całości przejmie finansowanie Nord Stream 2?

    Prezydent Rosji Władimir Putin już podczas sierpniowej wizyty w Niemczech nie wykluczył, że w razie nałożenia przez USA sankcji na Nord Stream 2 Moskwa w całości przejmie finansowanie budowy tego gazociągu - informuje w sobotę "Suddeutsche Zeitung"

  4. wwii22092018 22.09.2018

    Zrzekają się reparacji wojennych od Niemiec? „Przeszłość powinniśmy zostawić historykom ”

    Czechy nie widzą powodu, by zajmować się kwestią reparacji wojennych - powiedział w piątek w Berlinie prezydent tego państwa Milosz Zeman pytany przez prezydenta Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera o stanowisko Pragi w tej kwestii.

  5. papiez22092018 22.09.2018

    Papież odwiedzi kraje bałtyckie. „Moja wizyta zbiega się ze stuleciem niepodległości waszych krajów”

    Papież Franciszek wyruszył w sobotę w czterodniową podróż na Litwę, Łotwę i do Estonii. To 25. zagraniczna papieska pielgrzymka, przypadająca w ćwierćwiecze wizyty św. Jana Pawła II w republikach bałtyckich. Świętują one stulecie odzyskania niepodległości.

  6. merkel31012018 21.09.2018

    To będzie koniec rządów Angeli Merkel? Rządowa afera może doprowadzić do rozpadu jej rządu

    Blisko połowa Niemców opowiada się za opcją rozpisania przyspieszonych wyborów parlamentarnych. Powodem takiego przekonania wśród obywateli zachodniego sąsiada Polski jest trwający w Niemczech spór dotyczący dymisji szefa kontrwywiadu BfV

  7. israel215052018 20.09.2018

    „Izrael dopuścił się zbrodni wojennych”. Mocne oskarżenie Amnesty International

    W ciągu 48 godzin od izraelskich kul zginęło w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu sześciu Palestyńczyków. Amnesty International uważa, że w niektórych przypadkach mogło dojść do zbrodni wojennych.

Wiadomości z kraju

więcej

Wiadomości gospodarcze

więcej
CS-159fotoMINI

Czas Stefczyka 159/2018

PDF (5,69 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook