Jedynie prawda jest ciekawa


Kolejni świadkowie przed komisją ws. Amber Gold

17.11.2016

W czwartek sejmowa komisja śledcza ds. Amber Gold przesłuchała Katarzynę Tomaszewską-Szyrajew – policjantkę zajmującą się na początkowym etapie sprawą Amber Gold, a także prokuratora Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz Piotra Gronka.

Tomaszewską-Szyrajew prowadziła od maja 2010 r. dochodzenie pod formalnym nadzorem Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz i m.in. przesłuchiwała szefa Amber Gold Marcina P. Szefowa komisji śledczej Małgorzata Wassermann (PiS) w rozmowie z PAP wskazała, że prok. Gronek "wykonywał pewne czynności w zastępstwie prok. Barbary Kijanko", która była referentem sprawy Amber Gold w Prokuraturze Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz, po złożeniu zawiadomienia przez Komisję Nadzoru Finansowego w 2009 r. 

Policjantka przyznała przed komisją śledczą, że miała wrażenie, iż sprawa ta była lekceważona przez prokuraturę. Kontakt z prokuratorem referentem był utrudniony, były też problemy z zabezpieczaniem dokumentów - oceniła. 

Dochodzenie zostało podjęte przez policję na polecenie prokuratury rejonowej po tym, gdy w kwietniu 2010 r. sąd uwzględnił zażalenie Komisji Nadzoru Finansowego na wydaną w styczniu 2010 r. przez prokurator referent Barbarę Kijanko odmowę wszczęcia śledztwa. Sąd wskazał też czynności, jakie należy wykonać w tej sprawie. 

Policjantka, która ma obecnie 32 lata, przyznała, że wówczas - w maju 2010 r. - "po raz pierwszy otrzymała do prowadzenia taką sprawę", a bezpośrednio wcześniej zajmowała się głównie sprawami dotyczącymi korupcji. Dodała, że wtedy nigdy nie prowadziła sprawy z zawiadomienia KNF. Pytana, czy po przydzieleniu jej przeprowadzenia dochodzenia sądziła, że to zwykła, pospolita sprawa, odpowiedziała, że nie uważała, że była to pospolita sprawa. 

Jarosław Krajewski (PiS) pytał policjantkę m.in., czy podczas prowadzenia dochodzenia dotyczącego Amber Gold "miała kiedykolwiek wrażenie, że sprawa ta jest lekceważona przez Prokuraturę Rejonową Gdańsk-Wrzeszcz". 

Tomaszewska-Szyrajew odpowiedziała, że tak. "Było tak, że próbowałam kontaktować się z prokuratorem telefonicznie, ale ten prokurator nie odbierał telefonów" - mówiła. "Były sytuacje tak absurdalne, że prosiłam prokuratora, który siedział w pokoju obok, by poprosił panią prokurator o odebranie telefonu" - dodała. Wskazała, że właśnie z tego powodu w aktach sprawy znajdują się notatki urzędowe przesyłane faksem do prok. Kijanko, czego - jak zaznaczyła - "raczej się nie praktykuje". "Kontakt był po prostu utrudniony" - podkreśliła policjantka. 

"Przyznam, że słuchając świadków, którzy byli przesłuchani w tej sprawie przede mną, ja mam wrażenie, że nie widziałam połowy dokumentów w tej sprawie" - powiedziała też policjantka. Odpowiedziała w ten sposób na pytanie Krzysztofa Brejzy (PO), który okazał jej dwa pisma Komisji Nadzoru Finansowego dotyczące tej sprawy, m.in. z 9 lipca 2010 r. 

Stwierdziła też, że na pewno częściej niż raz w miesiącu podejmowała próby kontaktu z prok. Kijanko, telefoniczny kontakt był taki - jak to określiła - "że w zasadzie go nie było", a jeśli wytwarzała w sprawie jakieś dokumenty, to przesyłała je prokurator. 

Pytana, czy była jakaś różnica w nadzorze sprawowanym przez prokurator Kijanko w sprawie Amber Gold i w innych sprawach przez nią zleconych, odpowiedziała, że w innej sprawie, którą nadzorowała Kijanko, odnosiła wrażenie, że jest ona "bardzo skrupulatnym prokuratorem". Dopytywana stwierdziła, że w jej ocenie w innych sprawach prokurator Kijanko była bardzo skrupulatna, a w sprawie Amber Gold tak nie było. 

W związku z tym jak policjantka opisała swoje kontakty z prok. Kijanko, posłowie z komisji pytali Tomaszewską-Szyrajew o różnice między zeznaniami złożonymi przez nią w maju 2013 r. przed prokuratorskim sądem dyscyplinarnym, który oceniał działania prok. Kijanko, a zeznaniami złożonymi w czwartek przed komisją śledczą. 

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) odczytała świadkowi protokół z zeznań złożonych w dyscyplinarnej sprawie Kijanko. "Z uwagi na upływ czasu i ilość prowadzonych postępowań oraz fakt, że w czasie prowadzenia było to jedno z wielu postępowań niczym szczególnym niewyróżniające się, nie pamiętam jego przebiegu, wówczas nie było to medialne postępowanie" - cytowała zeznania Wassermann. W zeznaniach tych współpracę z prokuraturą świadek określiła jako "pozytywną". 

"Dzisiejsze pani zeznania są diametralnie odmienne od zeznań, jakie złożyła pani w postępowaniu dyscyplinarnym, możemy je odczytać jako nowe okoliczności, jakie zostały ujawnione" - zauważył Marek Suski (PiS). Pytał, czy treść tamtych wcześniejszych zeznań wiązała się "z jakąś presją". 

"Chciałaby się uchylić od odpowiedzi na to pytanie" - powiedziała Tomaszewska-Szyrajew. "Wiele pytań, które państwo zadaliście dzisiaj nie zostało zadanych tam, stąd też mogą być takie rozbieżności" - mówiła. "Tamto przesłuchanie nie było prowadzone w taki sposób, w jaki jest prowadzone dzisiaj" - stwierdziła. 

Stanisław Pięta (PiS) mówił, że w tamtym zeznaniu świadek nie wspominała o trudnościach we współpracy z prokuraturą. "Nikt mnie nie pytał o trudności na tamtym etapie" - odpowiedziała policjantka. 

Wassermann zauważyła natomiast, że zeznania złożone w postępowaniu dyscyplinarnym - składane pod przysięgą - były jedną z podstaw późniejszego uniewinnienia Kijanko w tamtej sprawie dyscyplinarnej. 

Pytana o czynności, jakie przeprowadziła w ramach dochodzenia, policjantka stwierdziła, że "były problemy z zabezpieczeniem dokumentacji". Mówiła, że kontakty z szefem Amber Gold Marcinem P. były z jego strony "opieszałe i niechętne". "Kiedy prosiłam o przygotowanie dokumentów, to pamiętam, że była sytuacja, iż Marcin P. był na urlopie, że Marcin P. miał sytuacje rodzinne, co przeciągało czas potrzebny do skompletowania materiałów" - zaznaczyła. 

Posłanka Wassermann spytała m.in., czy było uzasadnione, by przed przesłuchaniem Marcinowi P. pokazać akta i postanowienie sądu, w którym opisane zostało, jakie czynności trzeba w stosunku do niego wykonać. Policjantka przyznała, że nie spotkała się z sytuacją, że osoba - co do której istnieje możliwość, że w wyniku postępowania może usłyszeć zarzuty - otrzymała akta przed przesłuchaniem. Powiedziała, że nie wiedziała, że Marcin P. znał akta zanim przyszedł do niej na przesłuchanie. "Uważam, że nie powinno dojść do takiej sytuacji" - powiedziała na pytanie o wydanie akt przed przesłuchaniem. 

Pytana była także o to, że 26 stycznia 2011 r. zwróciła się do prokuratora referenta o wydanie postanowienia o zabezpieczeniu dokumentów Amber Gold; zostało ono wydane w lipcu i to nie przez prok. Kijanko tylko zastępującą ją prokurator, następnie szef Amber Gold nie dotrzymywał terminów, na które zapowiadał przygotowanie dokumentacji, i w końcu dokumenty te zostały zabezpieczone dopiero w listopadzie 2011 r. 

Na pytanie, jaka była jej reakcja na sytuację, gdy prosi prokuratora o wydanie postanowienia o zabezpieczeniu dokumentów, co jest jego obowiązkiem, a nie policjanta, i go nie otrzymuje, Tomaszewska-Szyrajew odpowiedziała, że "w tej sprawie było tak wiele tego typu sytuacji". "Odnośnie zabezpieczenia dokumentów, odnośnie kontaktów ze stroną postępowania, odnośnie kontaktów z biegłym. Ja to wielokrotnie sygnalizowałam moim przełożonym. Pamiętam, że ja się denerwowałam tym, że przyszło zawiadomienie z Komisji Nadzoru Finansowego, a po prostu czynności są prowadzone w taki sposób" - powiedziała Tomaszewska-Szyrajew. 

Zaznaczyła też, że po raz pierwszy spotkała się z zaleceniem sądu, żeby zabezpieczyć dokumenty tak, aby nie paraliżować działalności spółki; członkowie komisji zwracali uwagę, że sąd dał wytyczną, "aby w miarę możliwości nie paraliżować działalności spółki". 

Policjantka powiedziała, że jeszcze przed wydaniem przez prokurator postanowienia ws. zabezpieczenia dokumentów odbyła się rozmowa w prokuraturze. Według Tomaszewskiej-Szyrajew to, że postanowienie to "nie było realizowane w sposób standardowy, wynikało z ustaleń, jakie zapadły na spotkaniu w prokuraturze po pierwszej wizycie w spółce Amber Gold, kiedy pani prokurator została poinformowana, ile jest tej dokumentacji, że ta dokumentacja nie znajduje się tylko w oddziale (Amber Gold) w Gdańsku, ale również w oddziałach w innych miastach". 

Według świadka, przyjęto takie założenie, że mając wytyczne sądu biegły wskazuje, jakie dokumenty są mu potrzebne do wydania opinii i dokumenty zgodnie z tą listą miał przygotować Marcin P. "Te dokumenty mogły wtedy zostać normalnie zatrzymane" - dodała. Wassermann stwierdziła, że to było kompletnie bez sensu. "Ja też jako potencjalny podejrzany przygotuję dla biegłego, to co uznam za stosowane" - dodała. 

Szefowa komisji spytała, czy policjantka rozmawiała z prok. Kijanko o tym, co to znaczy zabezpieczyć dokumenty tak, by nie paraliżować działalności spółki. Policjantka odpowiedziała, że "po prostu nie można było wejść, tak jak to się zazwyczaj odbywa, zatrzymać dokumenty, nośniki". Jak dodała, chodziło to, że "gdyby się okazało, że nie dochodzi tutaj do popełnienia przestępstw, to Skarb Państwa mógłby być pozwany". 

Wassermann zauważyła, że powszechne jest, iż policja wchodzi do spółek, zabezpiecza dokumenty, komputery, kopiuje dokumentację, następnie ją oddaje i zapytała świadka skąd obawa przed takim postępowaniem. Tomaszewska-Szyrajew odpowiedziała, że "to nie była obawa, tylko sugestia" prokurator Kijanko. 

Świadek mówiła też, że podczas dochodzenia były problemy z możliwością wykonania oględzin złota, które miało należeć do Amber Gold i miało się znajdować w skarbcu BGŻ. Tłumaczyła, że podczas spotkania z prok. Kijanko sugerowała, iż należy sprawdzić, czy faktycznie w skarbcu cokolwiek się znajduje. "Wskazywałam nawet na to, że skoro ma być tam złoto, to ustalmy biegłego od złota, który mógłby tam iść i stwierdzić, czy tam cokolwiek było; czy było to złoto" - mówiła policjantka. "Pamiętam reakcję pani prokurator, która się wręcz ze mnie śmiała na moje sugestie. Mówiła, że nie ma co przesadzać" - dodała. 

Inny członek komisji śledczej Tomasz Rzymkowski (Kukiz'15) pytał z kolei o to, jak przebiegało to spotkanie z prok. Kijanko. "Dokładnie nie pamiętam przebiegu tego spotkania, ale pamiętam, że były takie momenty, kiedy czułam się po prostu ignorowana" - stwierdziła Tomaszewska-Szyrajew. "To było moje pierwsze tego typu postępowanie i sama zastanawiałam się co można jeszcze zrobić w tym postępowaniu, aby je przyspieszyć, aby w końcu wykonać jakąś czynność (...), ale czułam się ignorowana" - powiedziała. 

Wskazała, że problemy były też w odniesieniu do biegłego powołanego do sprawy Amber Gold, który "przeciągał w czasie" przygotowywanie dokumentacji niezbędnej do wydania opinii w sprawie. Policjantka zaznaczyła przy tym, że zgłaszała się do prok. Kijanko, aby "sama postarała się wpłynąć na szybkość działań podejmowanych przez biegłego". 

Krajewski pytał policjantkę, czy podczas dochodzenia wiedziała, że szef Amber Gold Marcin P. był wcześniej karany za oszustwo gospodarcze. "W którymś momencie się o tym na pewno dowiedziałam, ale nie potrafię wskazać tego momentu" - odparła policjantka. 

Poseł PiS dopytywał też, jak przyjęła ona informację o umorzeniu sprawy Amber Gold w sierpniu 2010 r. "Nie chciałabym oceniać pracy pani prokurator ani podjętych przez nią decyzji. Mogłam być zaskoczona, ale oczywiście nie mogłam z tym zrobić totalnie nic" - odpowiedziała. 

Tomaszewska-Szyrajew powiedziała, że podczas prowadzenia dochodzenia ws. Amber Gold nie miała kontaktu z żadnymi politykami oraz, że nie była wywierana na nią presja związana z prowadzonymi przez nią czynnościami. Ponadto - jak mówiła - nikt nie sugerował jej jak ma prowadzić to dochodzenie. Oceniła, że podczas dochodzenia, czynności, które mogła wykonać we własnym zakresie, wykonała fachowo i rzetelnie. 

Wykonując w zastępstwie prok. Barbary Kijanko czynności związane ze sprawą Amber Gold, nie popełniłem błędu, wykonywałem czynności, do których byłem zobowiązany – zapewniał podczas przesłuchania przez komisję śledczą prok. Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz Piotr Gronek. 

Prok. Barbara Kijanko była referentem sprawy Amber Gold w Prokuraturze Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz po złożeniu zawiadomienia przez Komisję Nadzoru Finansowego w 2009 r. W maju 2011 r., w związku z - jak uzasadniono - przedłużającym się terminem opracowania opinii biegłego, prokurator zawiesiła postępowanie w tej sprawie. 

Prok. Gronek zastępował prok. Kijanko w pierwszych miesiącach 2012 r., w czasie gdy przebywała ona na zwolnieniu chorobowym. "Uważam, że wykonując czynności w tej sprawie, nie popełniłem błędu (...). Wydano polecenie, aby postępowanie zawieszone podjąć i to bezzwłocznie uczyniłem" - stwierdził przed komisją śledczą. 

W listopadzie 2011 r. przewodniczący KNF skierował do Prokuratury Generalnej pismo krytyczne, odnoszące się m.in. do tej decyzji prokuratury rejonowej. Na przełomie 2011 i 2012 r. w odpowiedzi szefowi KNF prokurator Okręgowy w Gdańsku uznał tę decyzję za niezasadną, uzasadniając, że długotrwałe oczekiwanie na opinię biegłego nie mieści się w katalogu przesłanek dopuszczających zawieszenie postępowania. 

Na początku kwietniu 2012 r. pismo prokuratury okręgowej ws. bezpodstawnego zawieszenia postępowania trafiło do Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz i wtedy postępowanie zostało podjęte. 

Prok. Gronek powiedział przed komisją śledczą, że gdy zastępował prok. Kijanko nie uzyskał od niej pełnej informacji na temat wszystkich spraw, które były w jej referacie. 

"Referat obejmuje zarówno sprawy w biegu, jak i zawieszone. Przekazywaliśmy sobie co do zasady informacje o sprawach w biegu, natomiast nie przypominam sobie sytuacji, abyśmy przekazywali sobie informacje na temat spraw zawieszonych" - powiedział. Dodał, że także w przypadku tej sprawy prok. Kijanko nie przekazała mu informacji, zanim udała się na zwolnienie, i że nie przypomina sobie, aby rozmawiał z prok. Kijanko o planie postępowania, czy o koncepcji prowadzenia sprawy. "Nie wiem, czy plan był formalnie sporządzony" - dodał. 

Prok. Gronek mówił też, że w czasie gdy zastępował prok. Kijanko do gdańskiej prokuratury wpłynęło pismo KNF o udzielenie informacji, czy została już przygotowana lub kiedy powstanie opinia biegłego w sprawie Amber Gold. "W związku z tym, że wówczas w naszej prokuraturze nie było ani akt głównych, ani akt podręcznych tej sprawy, nie miałem możliwości zweryfikowania tego, kto jest biegłym i na jakim etapie jest to postępowanie" - powiedział. 

Dodał, że wówczas skontaktował się funkcjonariuszką policji Katarzyną Tomaszewską-Szyrajew - która, po poleceniu prokuratury, od maja 2010 r. zajmowała się tą sprawą w Komendzie Miejskiej Policji w Gdańsku - aby skontaktowała się z biegłym i uzyskała od niego informacje dotyczące opinii. 

"Pani Tomaszewska oddzwoniła tego samego dnia, informując, że biegły Roman Gierszewski nie pracuje obecnie nad tą opinią, ponieważ nie ma akt sprawy, ani załączonych do nich dokumentacji, bez których nie jest w stanie prowadzić prac nad opinią" - mówił Gronek. 

Dodał, że z jego ustaleń wynikało, iż w styczniu 2012 akta te zostały przekazane do gdańskiej Prokuratury Okręgowej "na polecenie tej jednostki" i nie zostały zwrócone. Wskazał też, że tego samego dnia poinformował o tej sytuacji swoją przełożoną, ówczesną szefową Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz, prok. Marzannę Majstrowicz. "Zasugerowałem, aby zwrócić się do Prokuratury Okręgowej o to, żeby te akta wróciły do naszej prokuratury" - powiedział. 

"Nie wiem jakie czynności w związku z tym podjęła prok. Majstrowicz, ale wnioskuję, że były one skuteczne, gdyż następnego dnia lub dwa dni później te akta zostały mi przedłożone" - powiedział. Zaznaczył jednocześnie, że wraz z aktami dostarczono mu pismo przewodnie z Prokuratury Okręgowej, w którym polecono, by wydać postanowienie o podjęciu zawieszonego dochodzenia ws. Amber Gold. "Ze względu na to, że uznano, iż zawieszenie postępowania było niezasadne" - dodał. 

Gronek podkreślił, że "był zobowiązany, aby to polecenie wykonać i wydał postanowienie o podjęciu zawieszonego postępowania". "Następnie skierowałem pismo do biegłego (...) i poleciłem mu, aby pilnie wznowił prace nad opinią, oraz aby poinformował prokuraturę o tym, jaki jest termin zakończenia prac nad tą opinią" - dodał. Jak zaznaczył, był to jego ostatni kontakt z aktami tego postępowania. 

Prokurator powiedział jednocześnie, że nie zapoznawał się szczegółowo z aktami sprawy; nie widział ich w całości. "Nie było sytuacji, żebym analizował sprawę, czy była prowadzona prawidłowo, bądź nie; czy trzeba podjąć inne czynności niż zostały wcześniej podjęte" - podkreślił. 

"W momencie, gdy miałem kontakt z tymi aktami, nie miałem świadomości, że jest to sprawa wyjątkowa. Nie miałem świadomości tego, że spółka działa na zasadach piramidy finansowej, ponieważ to się okazało dopiero wiele miesięcy później" - zaznaczył świadek. 

Szefowa komisji śledczej Małgorzata Wassermann (PiS) spytała świadka m.in. jaka byłaby reakcja, gdyby szef prokuratury rejonowej nie poinformował swego przełożonego i szef prokuratury okręgowej dowiedziałby się z mediów, że jest sprawa "o zasięgu medialnym". "Czy spotkałem się w praktyce z sytuacją, aby prokurator okręgowy nie miał informacji na temat sprawy medialnie ważnej? Nie pamiętam takiej sytuacji" - odpowiedział prok. Gronek. 

Powiedział też, że w sprawie Amber Gold nie była na niego wywierana żadna presja, aby ktoś do niego dzwonił lub przychodził i mówił, co ma przeprowadzić. Podkreślił, że wykonywał czynności, do których był zobowiązany. Dodał, że w tej sprawie nie kontaktował się ani z politykami, ani osobami ze spółki Amber Gold. 

Przed tygodniem przed komisją miała stanąć prok. Kijanko, ale na kilka dni przed planowanym przesłuchaniem do komisji wpłynęło pismo, że Kijanko, przebywająca na zwolnieniu lekarskim, nie stawi się w wyznaczonym terminie przed komisją. 

Amber Gold - firma powstała na początku 2009 r. - miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji - od 6 do nawet 16,5 proc. w skali roku - które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych. 

W grudniu 2009 r. KNF złożyła doniesienie do Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz, podejrzewając, że firma prowadzi działalność bankową, ale nie ma wymaganych zezwoleń. Po miesiącu prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa, nie dopatrując się w działalności firmy znamion przestępstwa. Decyzję taką podjęła prok. Kijanko. KNF złożyła wówczas zażalenie do sądu. 

Po uwzględnieniu w kwietniu 2010 r. zażalenia przez sąd, sprawa została ponownie zarejestrowana w prokuraturze, a akta zostały przekazane do gdańskiej Komendy Miejskiej Policji z pleceniem wszczęcia dochodzenia. Zostało ono podjęte przez policję w maju 2010 r., a następnie umorzone przez prokurator Kijanko w sierpniu 2010 r. Również na postanowienie o umorzeniu KNF złożyła zażalenie, a sąd je uwzględnił w grudniu 2010 r. 

Po zwrocie sprawy do Prokuratury Gdańsk-Wrzeszcz zarejestrowano ją, zlecając Komendzie Miejskiej Policji w Gdańsku wykonanie szczegółowo określonych czynności procesowych. W lutym 2011 r. zapadła decyzja o zasięgnięciu opinii biegłego rewidenta. W związku z przedłużaniem się opracowania tej opinii - w maju 2011 roku prokurator zawiesiła postępowanie w sprawie. W czerwcu 2012 roku sprawa została przejęta przez Prokuraturę Okręgową w Gdańsku. 

13 sierpnia 2012 r. Amber Gold ogłosiła likwidację, tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich. 

Komisja śledcza ds. Amber Gold rozpoczęła przesłuchania w minionym tygodniu od prokuratorów Witolda Niesiołowskiego i Marzanny Majstrowicz. To oni stali na czele Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz w czasie, gdy ta zajmowała się sprawą Amber Gold.  

ak/PAP

[fot. PAP/Rafał Guz]

Warto poczytać

  1. 1270gwiazdawesterplatte 17.08.2018

    Andrzej Gwiazda: Adamowicz jest za słaby, aby zablokować wojsku udział w uroczystościach na Westerplatte

    "Byłem przekonany, że Wojsko Polskie weźmie udział w obchodach, że Adamowicz jest za słaby, ażeby zablokować wojsku udział w uroczystościach na Westerplatte".

  2. 1270darlowkoo 17.08.2018

    W Bałtyku znaleziono ciało dziewczynki. Prawdopodobnie to poszukiwana 11-latka

    Podczas prowadzonej w piątek akcji poszukiwawczej rodzeństwa, które zaginęło 14 sierpnia w Darłówku, znaleziono dryfujące w morzu ciało dziewczynki. Prawdopodobnie to poszukiwana 11-latka.

  3. awionetka17082018 17.08.2018

    W Wielkopolsce rozbiła się awionetka. Nie żyje 44-letni pilot

    44-letni pilot zginał w wypadku awionetki w miejscowości Duszniki koło Szamotuł w Wielkopolsce, do którego doszło w piątek. Trwa wyjaśnianie okoliczności zdarzenia.

  4. korwin17082018 17.08.2018

    Trzaskowski i Jaki będą mieli problemy? Janusz Korwin-Mikke szykuje pozew

    Lider partii "Wolność" Janusz Korwin-Mikke zapowiedział, że pozwie Patryka Jakiego i Rafała Trzaskowskiego i będzie domagał się od nich odszkodowania. Jak mówił, obaj kandydaci przedwcześnie rozpoczęli kampanię wyborczą, czego Korwin-Mikke - jak mówił - nie chciał zrobić, by nie łamać prawa.

  5. adamowicz17082018 17.08.2018

    Paweł Adamowicz spotkał się z przedstawicielami wojska w sprawie uroczystości na Westerplatte

    W Urzędzie Miejskim w Gdańsku w prezydent miasta Paweł Adamowicz spotkał się z przedstawicielami wojska i MON w sprawie organizacji uroczystości 1 września na Westerplatte dla uczczenia 79. rocznicy wybuchu II wojny światowej.

  6. trzaskowski17082018 17.08.2018

    Trzaskowski z wnioskiem do Ziobry. Chce delegalizacji ONR-u

    Kandydat na prezydenta Warszawy Koalicji Obywatelskiej Rafał Trzaskowski zwraca się do prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobro z wnioskiem o rozwiązanie stowarzyszenia Obozu Narodowo-Radykalnego. Trzaskowski podkreślił w piątek, że w Warszawie i w całej Polsce nie ma miejsca na faszyzm.

  7. lekarz17082018 17.08.2018

    Ginekolog podejrzany o gwałt na czterech pacjentkach. Przyjmował w gabinetach w Zabrzu i w Gliwicach

    Zatrzymano ginekologa z Zabrza podejrzanego o zgwałcenie czterech pacjentek i zmuszenie trzech z nich do poddania się również innej czynności seksualnej - podała w piątek śląska policja. Do przestępstw miało dojść w prywatnym gabinecie lekarskim w latach 2016-2018.

  8. woda17082018 17.08.2018

    GIS ostrzega: w butelkowanej wodzie mineralnej znaleziono bakterie coli i paciorkowce

    Główny Inspektorat Sanitarny poinformował w czwartek o wycofaniu ze sprzedaży dwóch partii wód mineralnych Małopolanka i Malinowy Zdrój. W próbkach pobranych do kontroli stwierdzono bakterie z grupy coli oraz paciorkowców kałowych.

Wiadomości ze świata

więcej
CS158fotoMINI

Czas Stefczyka 158/2018

PDF (16,14 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook