Publicystyka

Nawet nie wiemy jak to skomentować. Tusk twierdzi, że od lat przestrzegał przed Rosją

Donald Tusk w Poczdamie stwierdził, że zawsze przestrzegał przed Rosją. A jak było naprawdę?

Były premier wziął udział w gali nagród M100 Media Award. Wygłosił laudację w związku z nagrodą przyznaną narodowi ukraińskiemu. Stwierdził, że „Ukraina ma szansę wygrać tę wojnę”, ale potrzebuje do tego więcej wsparcia, szczególnie ze strony takich państw jak Niemcy.

„Nie chodzi tu o wsparcie symboliczne, nagrody wyróżnienia. Ale o broń, o amunicję, samoloty i czołgi. Nie ma żadnego powodu, aby Francja, Niemczy czy Włochy angażowały się w pomoc Ukrainie mniej niż USA, Polska czy kraje bałtyckie” – podkreślił – „Putin zaatakował Ukrainę, ale jest to przecież atak na całą demokratyczną wspólnotę międzynarodową. Tylko polityczni ślepcy mogą dziś wypierać fakt, że Rosja różnymi środkami prowadzi od dawna wojnę z NATO i Unią Europejską”.

Oczywiście to, że Tusk przejrzał w końcu na oczy i dołączył do grona germanorealistów cieszy niezmiernie. Były premier, nawiązując do słów von der Leyen o tym, że zachód powinien słuchać ostrzeżeń państw takich jak Polska, stwierdził jednak, że on sam przed nią ostrzegał. „Kiedy słyszę dziś słowa, że Europa i Niemcy powinny posłuchać się Polski w sprawie agresywnej polityki Kremla już wiele lat temu, mam gorzką niestety satysfakcję” – stwierdził – „Tak, mieliśmy rację, kiedy namawialiśmy was w 2008 r., a byłem wtedy premierem polskiego rządu, aby przyjąć Ukrainę do NATO. Mieliśmy rację, kiedy ostrzegaliśmy przed fatalnymi geopolitycznymi konsekwencjami Nord Stream 2, czy kiedy starałem się w 2014 r. przekonać Niemców, Francuzów, Włochów do unii energetycznej i uniezależnienia Europy od dyktatu gazowego Rosji”.

Faktem jest, że Tusk ostrzegał przed Rosją już w swoim expose w 2007 roku. „Choć mamy swoje poglądy na sytuację w Rosji chcemy dialogu z Rosją, taką jaką ona jest. Brak dialogu nie służy ani Polsce, ani Rosji. Psuje interesy i reputację obu krajów na arenie międzynarodowej. Dlatego jestem przekonany, że czas na dobrą zmianę w tej kwestii właśnie nadszedł. Jestem zadowolony, że sygnały ze strony naszego wschodniego sąsiada potwierdzają, że i także tam dojrzewają do tego poglądy” – roztaczał ponurą wizję wschodniej satrapii Tusk.

Tusk nie zostawił też suchej nitki na bestialstwie rosyjskich żołnierzy. 1 września 2009 roku, podczas wspólnej konferencji z Putinem, przypomniał zszokowanym słuchaczom, że byli wyzwolicielami. A w maju tego roku, podczas na spotkania w UMCS stwierdził, że „w moim mieście, Gdańsku, 60 proc. kobiet zostało zgwałconych. W pobliskim Lęborku – 90 proc. I to byli „wyzwoliciele”. No w jakimś sensie tak, bez wątpienia, uwalniali nas od nazizmu”, a Rosjanie nie dali nam wolności, bo sami jej nie mieli.

Dziennikarz TVP Samuel Pereira przypomniał za to niedawno na swoim Twitterze, że po aneksji Krymu Tusk tak ostro przestrzegał przed Rosją, że aż pracownica TVNu nie mogła uwierzyć do końca w to, co słyszy.

Rosjanie oczywiście zauważyli, jak bardzo Tusk psuje im opinie i ujawnia przed naiwnym zachodem ich machinacje. Znienawidzili go za to tak bardzo, że po jego wizycie w Rosji portal gazeta.ru – nie mylić z inną Gazetą – nazwał go „naszym człowiekiem w Warszawie”.

Źródło: Stefczyk.info na podst. Rzeczpospolita, WP.pl, TVP Info Autor: WM
Fot.

Polecane artykuły

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij