Kraj

Opozycja wyśmiała słowa premiera Morawieckiego. Tymczasem w Norwegii… potraktowano je poważnie

Podczas sobotniego Q&A z młodzieżą premier Mateusz Morawiecki tłumaczył, że alternatywą dla polskiego górnictwa jest np. import gazu z Norwegii, który jest niezwykle kosztowny, a kraj ten czerpie nadmierne zyski, wręcz “żeruje” na sytuacji “po wywołanej przez Putina wojnie”. “Oni powinni się tym błyskawicznie podzielić” – ocenił szef rządu. 

Wypowiedź premiera wywołała ogromną falę komentarzy polityków opozycyjnych i ich sympatyków, w których przeważała drwina z słów szefa rządu.

– Zastanawiałem się, jak Morawiecki chce w kryzysie sfinansować te wszystkie wydatki, które zaplanował. Zagadka rozwiązana – ironizował na Twitterze Sławomir Mentzen z partii Korwin.

Podobnie wypowiadali się przedstawiciele Platformy Obywatelskiej, którzy również nie potraktowali wypowiedzi polskiego premiera serio.

– Norwedzy dajta Morawieckiemu, bo wszystko na wybory kopertowe i respiratory poszło – napisał na Twitterze Krzysztof Brejza.

Politycy Prawa i Sprawiedliwości zwracali uwagę, że wypowiedź premiera była dłuższa i Morawiecki wskazywał, że zyski ze sprzedaży surowców mogłyby trafiać m. in. na Ukrainę.

Szef Rządowego Centrum Analiz Norbert Maliszewski zwrócił uwagę, że “w Norwegii trwa dyskusja na temat ‘wojennych’ profitów (150 mld euro) z ropy i gazu (…), a także są pomysły stworzenia funduszu solidarności jako elementu planu Marshalla dla Ukrainy”.

Okazuje się, że słowa premiera Morawieckiego inaczej zabrzmiały dla polskiej opozycji, inaczej dla polityków w Norwegii.

– Są chwile, kiedy zarabianie pieniędzy nie jest zabawne, i to jest jeden z nich, biorąc pod uwagę sytuację – mówił minister ropy i energii Terje Aasland w wywiadzie dla telewizji TV2.

– Podczas gdy Ukraina jest niszczona, a większość innych krajów odczuwa głównie negatywne skutki wojny, takie jak wyższe ceny energii, wyższe ceny żywności i ogólna inflacja, my zyskujemy – powiedział.

Polityk przypomniał, że większość dochodów Norwegii z ropy trafia do skarbca państwa poprzez podatki, dywidendy i bezpośrednie udziały w polach naftowych i gazowych, które następnie umieszcza w swoim suwerennym funduszu majątkowym, już największym na świecie. Norwegia, największy eksporter ropy i gazu w Europie Zachodniej, a już i tak jeden z najbogatszych krajów świata, mogłaby w każdej sekundzie zebrać prawie 50 000 koron (5 125 euro).

– Norwegia nie może uciec przed nieprzyjemnym faktem: jest to forma zysku wojennego – tłumaczył z kolei dziennik Dagbladet.

Bezpośrednio do słów premiera odniosła się też Berit Lindeman, odpowiedzialna za prace Komitetu Helsińskiego w zakresie praw człowieka w Europie:

– Polska ma rację i jako sąsiad Ukrainy ma moralne prawo do komentowania tego – powiedziała wprost w rozmowie z portalem e24.no.

Portal przypomniał, że od wybuchu wojny pod koniec lutego Polska przyjęła miliony ukraińskich uchodźców, a Lindeman dodała, że ​​Norwegia zarabia nie tylko na toczącej się na Ukrainie wojnie, ale także na innych konfliktach.

– Norwegia cały czas zarabia na konflikcie, bo ceny ropy są dotknięte wojną i pokojem, a sensacją jest to, że jednocześnie obcinają pomoc dla praw człowieka i ONZ – skomentowała.

 

Źródło: Autor:
Fot.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij