Kraj

Kobieta przygarnęła kota. Teraz grozi jej więzienie

Pewna kobieta zdecydowała się na przygarnięcie kota gdyż bała się, że wpadnie pod samochód. Teraz grozi jej za to wieloletnie więzienie.

Jak informuje Polsat News pani Natalia spędzała wieczór w jednej z restauracji w centrum Świdnicy. Twierdzi, że po wyjściu zauważyła błąkającego się po okolicy kota. Bała się, że zwierzę może wpaść pod samochód na ruchliwym skrzyżowaniu. Po upewnieniu się u obsługi restauracji, że zwierzę jest niczyje, zabrała go do domu.

Kobieta powiedziała dziennikarzom, że ona sama nie posiada i nigdy nie chciała posiadać zwierząt. Szybko zaczęła poszukiwać właściciela zwierzęcia. Na jego obroży znalazła jego numer i na drugi dzień zaczęła wielokrotnie pod niego dzwonić, ale nikt nie odbierał. Skontaktowała się także z lokalnym schroniskiem. Po trzech dniach zwierzę jednak jej uciekło. Kobieta uznała, że to zakończyło sprawę.

Trzy miesiące później do jej mieszkania weszli policjanci. Okazało się, że właścicielka zwierzęcia zgłosiła jego kradzież. Policjanci sprawdzili monitoring restauracji i zauważyli jej numer rejestracyjny. Następnie przeszukali jej mieszkanie, a także mieszkanie jej byłego męża i jego matki. „Traktowali nas jak przestępców, chcieli pokazać, jak super skuteczna jest nasza policja, że dorwali złodziei” – powiedział dziennikarzom jej były mąż.

Kobiecie grozi teraz nawet więzienie. Policja zaklasyfikowała bowiem zabranie kota jako przestępstwo, gdyż policja razem z właścicielką oszacowała wartość kota na tysiąc złotych. Kwota była tak duża, gdyż uznano zwierzę za rasowe. Problem w tym, że nie miało nigdy rodowodu. Prezes Polskiego Związku Felinologicznego Grażyna Kolczyńska wyjaśniła dziennikarzom, że w świetle polskiego prawa była to kuriozalna decyzja, gdyż każde zwierzę rasowe musi mieć rodowód, a bez niego zwierzę miało najwyżej wartość sentymentalną.

Jak twierdzi Polsat nikt nie chciał słuchać, że kobieta nie chciała zachować zwierzęcia. Prokuratura oskarżyła ją o kradzież, za którą grozi jej teraz pięć lat więzienia. Nikt nie chciał słuchać, że dzwoniła do schroniska, odmówiono też powołania biegłego, który ustaliłby wartość zwierzęcia. Kobieta twierdzi też, że podczas przesłuchania starano się skłonić ją do współpracy groźbami, że może zostać zgwałcona w więzieniu.

Sprawa jest tym bardziej absurdalna, że zwierze już wróciło do właścicielki. Po wizycie policji pani Natalia zorganizowała bowiem akcję poszukiwawczą i po jego odnalezieniu odwiozła go do restauracji, spod której go wzięła. Jego właścicielka nadal jest przekonana, że ukradła go celowo, ale twierdzi, że nie zależy jej na tym, żeby ciągać ją po sądach. Teraz jednak nie może już wycofać sprawy.

Źródło: Stefczyk.info na podst. Polsat News Autor: WM
Fot.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij