Publicystyka

To prawdziwy obraz Rosji. Syf, bezdomne psy i pielgrzymki z czerwoną gwiazdą pod krzyż

Tegorocznego “Dnia Zwycięstwa” rosyjskie władze z pewnością nie zaliczą do najbardziej udanych. Nie dość, że w założeniach “szybka, zwycięska wojenka” z Ukrainą, której 9 maja miał być ukoronowaniem, trwa już trzeci miesiąc, to straty Kremla są ogromne. Do tego stopnia, że nawet podczas defilady, która co roku jest przecież manifestacją rosyjskiej potęgi wojskowej, zabrakło jednego z tradycyjnych elementów demonstracji siły, lotnictwa. O ile jednak zdjęcia z Moskwy, mimo wszystko, mogą działać na wyobraźnię oczadzonych przez propagandę Rosjan, to kadry z parad, które odbyły się w innych częściach Federacji, trudno uznać za krzepiące. A to właśnie na nich widać prawdziwe oblicze tego państwa: brud, syf i hipokryzję.

Ten krótki film mówi o dzisiejszej Rosji więcej niż reportaże, wyznania dysydentów i wywiady ze zwykłymi Rosjanami. Pokazuje ten kraj, taki, jakim on jest w istocie. Ktoś powie, że to przerysowane, wyciągnięte z kontekstu i zmanipulowane przez proukraińską propagandę. Nieprawda, tak właśnie wygląda ta Rosja, gdzie nie dojeżdżają kamery z Kremla czy z pałaców gubernatorów.

Gdyby markiz  de Custine dziś pisał swoje listy z Rosji, to mógłby przestawić właśnie taką “pocztówkę”:

Wschodnia Syberia, grupa starszych kobiet w waciakach, młodzieży w pionierskich mundurkach i dzieci niosących portrety “dziadów, którzy wojowali”, maszeruje w takt puszczanej ze słabej jakości głośników patriotycznej pieśni, brodząc w błocie. Wszystko po to, by czerwony sztandar zwycięzców spod Berlina przynieść pod prawosławny krzyż stojący po środku “niczego”. W tle widzimy rudery, sterty zardzewiałych metalowych śmieci, a do taktu poszczekują bezpańskie psy. Nie ma mężczyzn, ale oni zapewne są na froncie, by przywieźć do domów to, czego w tej zapomnianej przez świat “głubince” nie uświadczą: odrobinę cywilizacji. W postaci skradzionego elektrycznego czajnika, pralki czy choćby słoika Nutelli. Ostatecznie może być i psia buda, jak celnie zauważył poseł Leszek Dobrzyński.

 

Ludzie wychowani i żyjący w takich warunkach, to nie element, to sól rosyjskiej ziemi, o której Putin i jego koledzy przypominają sobie, gdy trzeba zagłosować, albo posłać “mięso” na front. I tu symbolicznie widzimy ten “Dzień Zwycięstwa”, i tych “dziadów, którzy wojowali”. Ich wnuki wojują tak samo, jak 80 lat temu. Bez dobrych butów, z racjami żywnościowymi na trzy dni, których termin ważności upłynął kilka lat wcześniej. Wojują, kradnąc, co tylko wpadnie i ręce, gwałcąc i mordując. Podobnie, jak ich dziadowie – “wyzwoliciele”. I podobnie jak oni dziwią się, gdy z ukraińskich umywalek wypływa bieżąca woda, którą tym razem można podgrzać w elektrycznym czajniku. Nie wiedzą tylko do końca jak to zrobić w domu, bo kradnąc, zapominają o podstawkach i dziwią się, że to nie działa. O ile wrócą, a to przecież wcale nie takie pewne. Być może leżą gdzieś na ukraińskim polu, a ich państwo o nich już zapomniało. Tak jak o tej wiosce. I setkach innych, a takich samych.

 

 

Źródło: Autor: pf
Fot.

Polecane artykuły

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij