Kraj

Założyciel fundacji “Nie Lękajcie Się” stał się twarzą walki z pedofilią w Polsce. Sąd uznał, że kłamał i oskarżył niewinnego księdza

Marek Lisiński zdobył sławę jako ofiara księdza pedofila. Sąd w Łodzi uznał, że kłamał.

Lisiński twierdził, że na początku lat osiemdziesiątych był ministrantem w rodzinnej parafii w Korzeniu i nocował w tzw. organistówce. Tam miał padać ofiarą molestowania ze strony księdza Zdzisława W. W 2013 roku założył fundację “Nie Lękajcie Się”, która miała pomagać innym ofiarom przemocy seksualnej.

W tym samym roku sąd biskupi uznał księdza W. za winnego molestowania, a w styczniu 2014 roku biskup Piotr Libera zawiesił go w posłudze duszpasterskiej na trzy lata i zabronił mu dożywotnio pracy z dziećmi. Duchowny zgłosił ośmiu świadków swojej niewinności, ale nie zostali przesłuchani – biskup Libera twierdził, że się nie stawili. Nie przeprowadzono też konfrontacji.

Lisiński żądał od kurii 200 tysięcy złotych rekompensaty na „terapie, za straty moralne i psychiczne”. Kiedy usłyszał odmowę, to skierował sprawę do sądu, domagając się miliona złotych odszkodowania. W maju 2018 sąd okręgowy w Płocku potwierdził winę księdza W. i nakazał mu wystosowanie do Lisińskiego list z przeprosinami. Ksiądz odmówił i złożył apelację. W tym samym czasie fundacja Lisińskiego opublikowała raport o pedofilii w kościele, który został nagłośniony przez lewicowe media i polityków. On sam pojechał do Watykanu w towarzystwie Joanny Scheuring-Wielgus i Agaty Diduszko-Zyglewskiej aby przekazać go Franciszkowi – ten ucałował go w rękę jako ofiarę kościelnej pedofilii.

11 października 2021 roku w jego sprawie przeciwko księdzu W. zapadł prawomocny wyrok a wczoraj poznaliśmy jego pisemne uzasadnienie. Jak informuje Salon24, Sąd Apelacyjny w Łodzi przeanalizował dotychczasowe relacje Lisińskiego składane przed sądami biskupimi i sądem okręgowym i zauważył, że Lisicki przedstawił trzy różne wersje tego, co go miało rzekomo spotkać. „Tak daleko idące rozbieżności w przedstawianiu tych samych wydarzeń nie da się wytłumaczyć w świetle zasad wiedzy i doświadczenia życiowego, co prowadzić musi do wniosku, że twierdzenia powoda są niewiarygodne” – napisali. Sąd zauważył też, że Lisiński nie był w stanie udowodnić, że faktycznie był ministrantem, a W. miał świadków na to, że nigdy nim nie był.

W 2019 roku Gazeta Wyborcza ujawniła, że wcześniej Lisiński poszedł do księdza i przedstawiając się jako były ministrant w jego parafii pożyczył od niego ponad 20 tysięcy złotych na rzekome leczenie żony. Pieniądze miał oddać po powrocie z pracy w Niemczech. Kiedy ksiądz dowiedział się, że padł ofiarą oszustwa, zażądał zwrotu pożyczki a Lisicki podpisał zobowiązanie, że zwróci mu te pieniądze. Potem oskarżył go o molestowanie a kiedy GW ujawniła sprawę twierdził, że to nie on podpisał to zobowiązanie. Sąd w Łodzi stwierdził jednak, że w opinii biegłej grafolog to jego podpis na nim widnieje.

Sąd nakazał Lisińskiemu zwrócenie księdzowi W. 1560 zł tytułem zwrotu kosztów sądowych. Kapłan rozważa dalsze kroki prawne przeciwko byłemu prezesowi fundacji.

„Myślę, że ksiądz będzie walczył o swoje dobre imię, ponieważ jest to zbyt poważna sprawa. Przypomnę, że pan Marek Lisiński był tzw. gwiazdą i twarzą walki z pedofilią w Polsce” – skomentował w rozmowie z TV Trwam publicysta Naszego Dziennika Sebastian Karczewski – „Nieprawdziwe informacje o rzekomym molestowaniu były nagminnie przedstawiane społeczeństwu, natomiast o wyroku jest cisza”.

Źródło: Stefczyk.info na podst. Salon24 Autor: WM
Fot. Zdjęcie ilustracyjne Pixabay

Polecane artykuły

0 0

Przywódcy G7 zakpili z nieobecnego Putina

0 0

Putin wyjedzie z Rosji

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij