Kraj

Aż ciężko w to uwierzyć! Grupa anarchistów zajęła bezprawnie działkę należącą do starszego małżeństwa

Reporterzy “Uwaga! TVN” opisali problemy starszego małżeństwa, pani Janiny oraz pana Ryszarda Ziarno, którzy od dwóch miesięcy nie mogą się dostać na własną działkę. Powodem takiego stanu rzeczy  jest mała grupka anarchistów, która jakiś czas temu postanowiła zająć nieruchomość. Co więcej są absolutnie przekonani, iż działają na podstawie prawa.

Państwo Ziarno o całej sprawie dowiedzieli się dzięki swojemu znajomemu, panu Bronisławowi, który zauważył, jak na ich działce położonej we Wrocławiu bawiła się grupa młodych osób, która zainstalowała kraty na elewacji budynku. Kiedy właściciel działki oraz jego kolega próbowali interweniować, anarchiści postanowili ich zaatakować. Pan Ryszard miał nawet dostać gazem. Obydwoje ze względu na swój wiek (ponad 70 lat) nie byli w stanie nic więcej zrobić.

Właściciel zapewnia, że posesja była ogrodzona, a przed nią widniała tabliczka informująca, że jest to teren prywatny oraz ostrzeżeniem “proszę nie wchodzić”. Co więcej na drzwiach budynku znajdowała się informacja o złym stanie domku, któremu groziło nawet zawalenie. Państwo Ziarno nie są obecnie w stanie zajmować się działką, stąd próbowali ją sprzedać. Jednak potencjalnych kupców wystraszyła sytuacja z jej dzikim zajęciem przez squatersów.

Co ciekawe anarchiści próbują przekonywać, iż działają na podstawie prawa i “aktualnie tutaj mieszkają”. Na swoją obronę twierdzili, że według ich wiedzy budynek stoi pusty od 20 lat i właśnie to miało być podstawą usprawiedliwiającą ich zachowanie. Nie zamierzają również opuszczać posesji, gdyż przez okres dzikiego i nielegalnego zajęcia mieli wytworzyć “mir domowy”, który jest prawnie chroniony.

– On obowiązuje prawnie. To jest zapisane w ustawie. To jest 336. artykuł kodeksu cywilnego – powiedziała jedna z anarchistek.

Dziewczyna jednak nie ma racji. Zgodnie ze wskazanym przez nią przepisem posiadaczem rzeczy jest ten, kto nią faktycznie włada jako właściciel (posiadacz samoistny), jak i ten, kto nią faktycznie włada jako użytkownik, zastawnik, najemca, dzierżawca lub mający inne prawo, z którym łączy się określone władztwo nad cudzą rzeczą (posiadacz zależny). Oznacza to, że żeby władać jakąś rzeczą potrzebny jest akt własności albo wejście w stosunek prawny, w którym właściciel uprawnia do zarządzania jego ruchomością, bądź nieruchomością np. umowa najmu, czy użytkowania. W tym konkretnym przypadku strony nie podpisały żadnej takiej umowy.

-Samowolka na Bezdrożach 161. Jesteśmy grupą młodych osób, które zdecydowały się zamieszkać w opuszczonym i niszczejącym od 20 lat małym gospodarstwie. Stworzyliśmy tu chroniony prawem mir domowy, dzięki, któremu obejmuje nas prawo lokatorskie, w świetle, którego staliśmy się jego posiadaczami. To, co robimy, jest najczęściej nazywane skłotowaniem, bo polega, między innymi na zamieszkiwaniu opuszczonych budynków. Skłotowanie to dla nas sposób na życie, nasza życiowa samowolka, to odzyskiwanie marnujących się budynków, jedzenia, czasu i własnej swobody – napisała grupka anarchistów w ulotkach, które rozsyłają dookoła działki.

Małżeństwo znalazło także notatnik grupki, z którego jasno wynika, iż anarchiści przeprowadzili dokładny wywiad na ich temat, a także posiadanej prze nich działki. Pan Ryszard uważa, że jest to zorganizowana grupa, która próbuje przejąć ich własności na własne potrzeby.

Anarchiści nie zamierzają jednak odpuszczać i atakują gazem zarówno interweniujących właścicieli, jak i nawet policjantów. Po ich stronie stoi także grupa Akcja Lokatorska mająca na celu ochronę praw lokatorskich – w tym jednak przypadku stają po stronie osób, które nielegalnie zajęły czyjąś posesję, twierdząc, iż wytworzyli oni “mir domowy”. Twierdzą też, że atakowanie gazem było jedynie “próbą obrony przed nielegalną eksmisją”.

– Stowarzyszenie Akcja Lokatorska broni lokatorów, broni przestrzegania prawa lokatorskiego w tym kraju. Sytuacja jest jasna, osoby, które tutaj mieszkają mają prawo tu przebywać, dopóki nie będzie orzeczenia sądu o eksmisji – twierdzi Tomasz Skoczylas z Akcji Lokatorskiej.

Obecna na miejscu policja twierdzi, że ma związane ręce, gdyż nie może wejść do budynku bez nakazu prokuratorskiego. Prawnicy są zgodni, że uchwalone kilka lat temu prawo, mające na celu ograniczenie działalności tzw. czyścicieli kamienic, w rzeczywistości mocno chroni dzikich lokatorów.

Źródło: Stefczyk.info na podst. TVN/ Wprost Autor: JD
Fot. Pixabay

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij