Gospodarka

Szukamy mniej ryzykownych alternatyw palenia tytoniu

Coraz szersze kręgi zatacza w Polsce dyskusja na temat opłat za wyroby tytoniowe, szkodliwości tych wyrobów i alternatyw dla nich. Jak podkreśla prof. Andrzej Sobczak, kierownik Zakładu Chemii Ogólnej i Nieorganicznej Wydziału Nauk Farmaceutycznych Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, nie możemy oczekiwać w pełni bezpiecznej alternatywy dla papierosów tradycyjnych. Ale możemy znacząco zredukować szkody społeczne, jakie powoduje palenie tytoniu, zastępując papierosy alternatywnymi wyrobami. Zdaniem eksperta, to edukacja i przyjęcie strategii redukcji szkód powinny stać się globalnym trendem w walce z paleniem.

Szkodliwe właściwości papierosów wynikają z substancji zawartych w dymie tytoniowym. – Typowym przykładem są bardzo silnie rakotwórcze nitrozaminy, które powstają w wyniku przygotowania tytoniu do procesów fermentacji i utwardzania liści tytoniu. W wyniku spalania przedostają się one wraz z dymem do organizmu palacza. A sam proces spalania to czynnik, który powoduje, że z praktycznie nieszkodliwych związków mogą powstać związki rakotwórcze. I tak w tytoniu nie znajdziemy formaldehydu, który przez Międzynarodową Agencję Badań nad Rakiem zaliczany jest do grupy pierwszej – najgroźniejszej – związków rakotwórczych. W tytoniu nie ma też tlenku węgla, ale powstaje on w procesie spalania.

Tlenek węgla to nic innego, jak tylko czad, o którym wiele mówi się w mediach. Tym czadem inhalują się ludzie palący papierosy, uszkadzając serce i układ krążeniowo-naczyniowy. W skali dnia czy miesiąca są to efekty mało zauważalne, ale w długim okresie kumulują się one i niszczą organizm. Co więcej, te efekty nie ustępują od razu po rzuceniu palenia – mówi prof. Andrzej Sobczak na łamach Tygodnika „Niedziela”.

Ekspert Śląskiego Uniwersytetu Medycznego zaznacza, że szkodliwość tytoniu to nie tylko rak płuc, to również niekorzystny wpływ na układ krążeniowo-naczyniowy, układ oddechowy, a także szereg potencjalnych chorób metabolicznych. – Właściwie nie ma organu w ciele człowieka, który nie odczuwałby negatywnych skutków palenia papierosów. W skali obrazowej zakłada się, że trwające 30-40 lat  palenie papierosów skraca życie palacza o 11 lat – mówi Andrzej Sobczak.

W wywiadzie dla Tygodnika „Niedziela” prof. Andrzej Sobczak zaznacza, że nie ma w pełni bezpiecznej alternatywy dla papierosów tradycyjnych. – Niestety, w pełni bezpiecznej alternatywy nie możemy oczekiwać, ze względu na nikotynę, która sama w sobie jest substancją psychoaktywną i toksyczną. Jednak są one z całą pewnością mniej szkodliwe, niż tradycyjne wyroby tytoniowe. Wynika to z prostego faktu. W wyrobach, o których mówię, nie następuje  proces spalania, który – jak wspominałem – jest głównym źródłem powstawania tlenku węgla czy szeregu substancji toksycznych, rakotwórczych.

Brak tego procesu sprawia, że cała gama produktów będących efektem spalania tytoniu nie występuje na przykład w aerozolu z e-papierosów. Nie ma zatem żadnych wątpliwości i podkreślają to raporty, że choć alternatywne formy palenia nie są w pełni bezpieczne, są o wiele mniej szkodliwe, niż dym tytoniowy. Przyznają to agencje rządowe, agencje zdrowia publicznego. Taki pogląd podziela również WHO, które jak wiadomo jest dosyć konserwatywne w kwestii wyrobów dla palaczy – zaznacza. – Wszystkie rządy powinny uznać zasadność strategii redukcji szkód wywołanych przez tytoń i zgadzać się na edukację związaną z wprowadzeniem mniej niebezpiecznych wyrobów –dodaje odnosząc się do kwestii działań administracji państwowej – nie tylko w Polsce – w zakresie obrotu produktami tytoniowymi.

Profesor nie stawia jednak znaku równości między substytutami papierosów. Szczególną uwagę zwraca na potencjalnie mniejszą szkodliwość e-papierosów zawierających tzw. liquidy w stosunku do coraz popularniejszych podgrzewaczy tytoniu. – Różnica jest bardzo duża. Powiązanie e-papierosów z papierosami konwencjonalnymi to wyłącznie nikotyna. Pozostałe składniki liqiudów to produkty takie, jak gliceryna czy glikol, używane na co dzień w produktach spożywczych. Natomiast w przypadku podgrzewaczy mamy do czynienia z tytoniem, tyle że specjalnie spreparowanym. Z tego tytoniu mogą wydobywać się również takie związki, jakie powstają w dymie tytoniowym.

Badania jednoznacznie wskazują – i nie ma tu żadnych wątpliwości – że ilość związków szkodliwych emitowanych przez podgrzewacze – choć mniejsza, niż w przypadku papierosów – jest zdecydowanie większa, niż ta emitowana przez produkty bazujące na liquidach – mówi wskazując na fakt, iż w brytyjskim systemie zdrowotnym, to właśnie e-papierosy postrzegane są, jako możliwy sposób walki z nałogiem tytoniowym.

Źródło: red. Autor: red.
Fot. pixabay

Polecane artykuły

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij