Świat

“Tu chodzi o kontrolę”. Republikanie pokłócili się z Demokratami o maseczki

Izba Reprezentantów postanowiła przywrócić nakaz noszenia maseczek na sali obrad, nawet w wypadku zaszczepionych kongresmanów. Doprowadziło to do ostrej sprzeczki między przedstawicielami obu stron.

We wtorek amerykańskie Centrum Kontroli i Prewencji Chorób wydało nowe rekomendacje dotyczące pandemii. Stwierdzili w nich, że wobec fali infekcji Deltą w obszarach „o znaczącej ilości transmisji wirusa”, czyli w ok. 63% amerykańskich hrabstw, maseczki wewnątrz budynków powinny nosić także osoby zaszczepione. We wcześniejszych rekomendacjach wydanych w maju twierdzili, że nie jest to konieczne.

Po wydaniu przez CDC nowych rekomendacji lekarz Kapitolu stwierdził, że nakaz noszenia maseczek powinien zostać wprowadzony ponownie w budynkach rządowych. Zrobiono to już w Białym Domu i w Izbie Reprezentantów. W tej ostatniej instytucji wywołało to jednak poważną kłótnię między obiema stronami, a wielu Republikanów odmawia ubierania maseczek w sali debat pomimo groźby poważnych mandatów. W środę kongresmani Chip Roy i Jody Hice doprowadzili do dwóch głosowań w sprawie wcześniejszego zakończenia obrad. „Nie możemy wejśc na salę, nie mogę spełniać swoich konstytucyjnych obowiązków, o ile nie ubiorę maseczki” – mówił Roy – „Więc które w końcu działa? Szczepionki czy maseczki? Albo szczepionki działają albo nie. Czy maseczki działają czy nie działają? Chciałbym wiedzieć. Ta instytucja to jakiś żart i powinniśmy skończyć debatę i się rozejść”.

Do kłótni dochodziło też na korytarzach. Demokratyczny kongresman Jared Huffman odmówił wejścia do windy z Republikaninem Byronem Donaldsem, który nie miał na sobie maseczki i który nie ukrywa, że się nie zaszczepił. „To śmieszne, że jesteś niezaszczepiony, nie masz maseczki i wchodzisz do windy z innymi ludźmi” – miał mu powiedzieć. Niedługo potem, już w sali obrad, miał go nazwać „niewiarygodnie samolubnym”, a poirytowany Donalds miał odwarknąć, żeby „pilnował własnego nosa”.

Wielu Republikanów uważa, że decyzja spiker Nancy Pelosi o przywróceniu nakazu noszenia maseczek została podjęta z powodów politycznych i pod publiczkę. Kongresman Thomas Massie, który obecnie walczy w sądach o anulowanie przepisu umożliwiającego ukaranie kongresmanów bez maseczek mandatem 500 dolarów, zauważył, że nakaz ten obowiązuje na sali obrad, ale już nie na korytarzach. Jego zdaniem dzieje się tak, bo na korytarzach nie ma kamer telewizyjnych. „To wszystko oszustwo. To wszystko jest polityczny teatr” – powiedział.

W podobnym tonie wypowiedział się na Twitterze lider republikańskiej mniejszości Kevin McCarthy, który podobnie jak Pelosi reprezentuje w Waszyngtonie Kalifornię. „Nie pomylcie się – groźba przywrócenia maseczek nie jest decyzją podjętą w oparciu o naukę, ale decyzją uknutą przez lewicowych członków rządu, którzy chcą nadal żyć w stanie ciągłej pandemii” – napisał.

Wielu Demokratów ostro skrytykowało jego słowa. Sama Pelosi publicznie stwierdziła, że jest kretynem. Kiedy McCarthy został o to zapytany przypomniał o głośnej aferze z udziałem Pelosi. Pod koniec lipca zeszłego roku, kiedy w Kalifornii obowiązywał jeden z najbardziej radykalnych lockdownów w USA, polityk odwiedziła salon fryzjerski który specjalnie dla niej otworzono. Nagranie z kamer bezpieczeństwa, które wyciekło do mediów, pokazywało, że w trakcie tej wizyty nie miała na sobie maseczki. „To się niczym nie różni od tego, jak mówiła ludziom, że nie mogą wychodzić, a sama poszła zrobić sobie włosy” – powiedział dziennikarzom – „Tu chodzi o kontrolę”.

Źródło: Stefczyk.info na podst. The Hill Autor: WM
Fot.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij