Rozrywka

Można inaczej? Idealna odpowiedź na ojca Szustaka. Ksiądz-raper “jara się kapłaństwem”. Jego teledyski podbijają internet

Bez patosu, przymilania się do odbiorców i relatywizmu religijnego – za to z prostym jasnym przekazem, w pełni profesjonalnym stylu i dobrymi rymami. Nic dziwnego, że ksiądz Jakub Bartczak podbija serca młodych ludzi, którzy potrafią wyłapać nienaturalność i sztuczność. Ksiądz Bartczak nie rości sobie prawa do upominania biskupów, ani nie dywaguje nad zasadnością przykazań. Jego przesłanie jest proste: ważna jest modlitwa, sakramenty i Pan Bóg.

W wywiadach sam o sobie mówi, że dorastał na wrocławskim blokowisku i na długo przed tym zanim został kapłanem związany był z tamtejszym środowiskiem hip-hopowym. Mimo, że nagrywał rapowe utwory,  nie uległ typowej dla części hip-hopowego środowiska “pogoni za lepszym życiem”, co u topowych polskich twórców tego gatunku przekłada się na zamiłowanie do szybkiego seksu, drogich samochodów i nieustannych imprez. Pozostał na swojej ścieżce, której uwieńczeniem były przyjęte w 2006 roku święcenia kapłańskie.

Choć będąc klerykiem seminarium odwiesił mikrofon na wieszak już po kilku latach kapłaństwa powrócił do śpiewania. W 2013 roku wydał swoją pierwszą płytę “Powołanie”, którą promował piosenką “Pismo Święte”. Kolejne lata, to kolejne albumy “Po prostu wierzę” (2016), “Bóg działa” (2018) i “Siemodle” (2020).

Choć na polskiej scenie muzycznej mieliśmy już do czynienia z księżmi, którzy próbowali zaistnieć w popkulturze, często w tych produkcjach dało wyczuć się pewną nienaturalność, sztuczność, co zrażało potencjalnych odbiorców. W przypadku księdza Jakuba Bartczaka. Jego teksty płyną z głębi serca, a profesjonalizmu wykonania i realizacji utworów mógłby mu pozazdrościć nie jeden z MC polskiego hip-hopu.

Ksiądz Bartczak nie zapomina też o swoim najważniejszym powołaniu. Jest przede wszystkim dobrym kapłanem. Bez rozgłosu i nie dla poklasku pomaga bezdomnym, działa w duszpasterstwie młodzieży i pracuje jako kapelan w Dolnośląskim Centrum Chorób Płucnych, co w dobie pandemii koronawirusa jest szczególnym wyzwaniem. Od lat stara się przybliżać do kościoła młodych ludzi. Nie kusi ich jednak drogą na łatwiznę.

“Pyta ktoś z ziomków ,,Po co ten kościół Po co ci księża” Prosto z mostu Zło dobrem zwyciężaj Pamiętaj- Bóg jest, działa w sakramentach, jest tam Iść móć z nim, kozak w opór Istota w tym, moc w Bogu Zawsze na maxa, nigdy po troszku Dobrem się modlić, po prostu”- słyszymy w jednej z jego piosenek.

Dlaczego o nim piszemy właśnie dzisiaj? Z dwóch powodów. Po pierwsze chcieliśmy pokazać, że bycie popularnym księdzem nie musi oznaczać celebryckiego kwestionowania, do którego zaczyna przyzwyczajać nas np. ojciec Szostak. Można to lat robić swoje i wystrzegać się “sodówki”. Po drugie po prostu z okazji dnia matki, chcieliśmy Wam puścić tę piosenkę. Słuchajcie na zdrowie:

 

 

 

 

 

Źródło: Autor:
Fot.

Polecane artykuły

0 0

Przywódcy G7 zakpili z nieobecnego Putina

0 0

Putin wyjedzie z Rosji

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij