Świat

Biden oficjalnie wygrał w Georgii

Gubernator Georgii oficjalnie potwierdził protokoły wyborcze po ponownym liczeniu głosów. Tym samym Biden oficjalnie wygrał w tym stanie. 

Zwycięstwo Bidena w Georgii było jednym z największych zaskoczeń tegorocznych wyborów. To bowiem raczej prawicowy stan, w którym ostatni Demokrata zwyciężył w wyborach prezydenckich w 1992 roku. Zdaniem lewicy niespodziewany sukces Bidena był efektem działalności lewicowych organizacji, które namawiały do głosowania na niego. Republikanie obwiniali o porażkę kandydatkę Partii Libertariańskiej Jo Jorgensen, która w tym stanie zdobyła ponad 60 tysięcy głosów, co biorąc pod uwagę w dużej części wspólny elektorat mogło kosztować Trumpa zwycięstwo.

Podobnie jak w innych kluczowych dla zwycięstwa stanach szybko pojawiły się doniesienia o licznych nieprawidłowościach w czasie wyborów. Prawicowe władze stanu, które dostały się pod zmasowaną krytykę Republikanów za dopuszczenie do takiej sytuacji, szybko zdecydowały się na ponowne przeliczenie głosów, tym razem ręcznie.

W trakcie tego liczenia odnaleziono tysiące głosów, które nie zostały policzone za pierwszym razem. Ostatecznie przewaga Bidena zmalała na jego skutek o 888 głosów. Nadal jednak dostał ich więcej o 12 670 – ok. 0,25%. Gubernator Brian Kemp oficjalnie certyfikował te wyniki, tym samym stwierdzając, że to Biden wygrał w jego stanie.

Kemp stwierdził, że to, co się działo podczas wyborów, było nieakceptowalne. Dodał jednak, że zgodnie z prawem nie miał innego wyjścia niż certyfikowanie tych wyborów, choć osobiście doskonale rozumie frustrację Trumpa. On sam chciał jeszcze porównać podpisy wyborców na kopertach z głosami korespondencyjnymi z tymi na listach wyborczych, ale sekretarz stanu Brad Raffensperger stwierdził, że to niemożliwe bowiem te zostały już oddzielone od głosów i nawet w wypadku stwierdzenia nieprawidłowości nie będzie dało się ustalić komu przypadły fałszywe głosy. Kemp obiecał, że do przyszłych wyborów jego stan wprowadzi mocniejsze zabezpieczenia procesu wyborczego, zwłaszcza jeśli chodzi o głosy korespondencyjne.

Teoretycznie administracja Trumpa może zażądać kolejnego liczenia głosów. Zgodnie ze stanowymi przepisami taka możliwość istnieje gdy różnica głosów wynosi mniej niż pół procent. Na razie nie jest jednak jasne czy to zrobią – czas na decyzję mają do wtorku.

Źródło: Stefczyk.info na podst. Fox News Autor: WM
Fot. PAP/EPA/OFFICE OF THE PRESIDENT ELECT/HANDOUT

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij