Rozrywka

Naukowcy uważają, że język w jakim mówimy ma wpływ na infekcje koronawirusem

Najnowsze badanie sugeruje, że język jakim mówi dana osoba ma wpływ na ryzyko zarażenia innych koronawirusem. Ma za to odpowiadać fonetyka danego języka.

Koronawirus SARS-CoV-2 rozprzestrzenia się drogą kropelkową. Najczęściej ma to miejsce na skutek kichnięcia czy kaszlu, ale naukowcy szybko ustalili, że nawet drobinki śliny wydobywające się z ust przy normalnym mówieniu są wystarczające aby osoba zainfekowana przeniosła wirusa na kolejną. Z tego m.in. powodu w wielu państwach wprowadzono nakaz noszenia maseczek.

Naukowcy uważają jednak, że to jak duże jest ryzyko zarażenia kogoś w ten sposób jest zależne od tego w jakim języku się mówi. Szczególnie niebezpieczne pod tym względem są takie języki jak angielski. Ma to związek ze zjawiskiem aspiracji. Aspiracja to zjawisko fonetyczne powodowane energicznym rozwartych narządów mowy, co sprawia, że po wypowiedzeniu danej spółgłoski słychać słaby dźwięk „h”.

Autorzy badania z uniwersytetu RUDN chcąc potwierdzić swoje podejrzenia przyjrzeli się danym z 26 państw w których odnotowano ponad tysiąc infekcji przed 23 marca. Data została ustalona tak, aby zniwelować efekt noszenia maseczek – przed marcem praktycznie żadne państwo tego nie wymagało.

Naukowcy podzielili te państwa na dwie grupy. W jednej znalazły się państwa których mieszkańcy używają języków w których występuje dużo aspiracji a w drugiej państwa, w których język narodowy ma ich mniej. Okazało się, że w tej pierwszej grupie było więcej infekcji – 255 na milion osób – niż w tej drugiej grupie, gdzie było ich 206 na milion.
Naukowcy przyznają jednak, że różnica nie jest tak duża aby stanowiła znaczący czynnik. Przyznają również, że ich metoda nie bierze pod uwagę wielu czynników, jak chociażby wprowadzane w różnych państwach w różnym tempie restrykcje i to, jak poważnie traktowali je ich mieszkańcy.

Nie jest to pierwszy raz kiedy zauważono, że język może mieć wpływ na przejaw pandemii. Podczas pandemii SARS-CoV-1 w 2008 roku w Południowych Chinach zarażeniu uległo 70 turystów z USA ale ani jeden z Japonii, choć turystów z Japonii było wtedy w tym regionie więcej. Naukowcy nigdy do końca nie odkryli dlaczego tak się stało ale jedna z hipotez dotyczyła chińskich sklepów odwiedzanych przez turystów. Ich obsługa jest zwykle wielojęzyczna i do turystów z USA zwracali się po angielsku a do turystów z Japonii po japońsku. Podejrzewano, że różnica w fonetyce tych języków sprawiła, że turyści z USA się zarazili a Japończycy nie.

Źródło: Stefczyk.info na podst. Covid19data Autor: WM
Fot.

Polecane artykuły

0 0

Pękła kolejna psychologiczna granica. Rekordowa liczba zakażeń

0 0

Atak nożownika we Francji! Nie żyją trzy osoby

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij