Kraj

Prowokacja białoruskich służb? W Mińsku znaleziono polską amunicję, którą używano do tłumienia protestów

Jak informuje “Rzeczpospolita” w Mińsku znaleziono łuski polskiej amunicji, produkowanej przez prywatną firmę z Pionek, która miała służyć oddziałom białoruskiej milicji do tłumienia demonstracji. Jednak przedsiębiorstwo zaprzecza, aby kiedykolwiek sprzedawało swoje produkty do wschodniego sąsiada Polski.

Sporej wielkości pociski miały wyryte napisy “made in Poland”, natomiast na kryzie widniała nazwa FAM 12 Pionki. W taki rodzaj amunicji gładkolufowej wyposażona jest m.in. polska policja. Nie wiadomo dlaczego oddziały OMON posiadały tego typu pociski, jednak sprawa wygląda poważnie, gdyż od blisko 9 lat Białoruś obłożona jest embargiem, zarówno ze strony polskich, jak europejskich przepisów prawnych,  w zakresie sprzedaży amunicji i broni.

Magdalena Niedzielska, prezes spółki Fabryka Amunicji Myśliwskiej “Pionki” potwierdza, iż na podstawie fotografii zrobionych w Mińsku, jest w stanie stwierdzić, iż pociski najprawdopodobniej zostały wyprodukowane przez jej przedsiębiorstwo. Nie ma jednak pojęcia skąd znalazły się na Białorusi, gdyż jej firma nigdy nie dokonywała sprzedaży tego typu amunicji na państwa obłożone embargiem. Tym bardziej do kraju zarządzanego przez Aleksandra Łukaszenkę, z którym nigdy nie wchodzili w kontakty handlowe – zarówno przed nałożeniem ograniczeń w 2011 roku, jak i po.

Nigdy nie podejmowaliśmy żadnej nielegalnej współpracy z nieuprawnionymi do transakcji podmiotami – zapewnia kobieta w rozmowie z “Rzeczpospolitą”.

Również Ministerstwo Obrony Narodowej, jak i Agencja Mienia Wojskowego zaprzeczają, aby sprzedawały jakikolwiek rodzaj amunicji czy broni do wschodniego sąsiada Polski. Zresztą sam handel bronią podległa w Polsce bardzo ścisłej kontroli, tym bardziej jeśli mówimy o sprzedaży za granicę – uprawniony podmiot musi wystąpić z wnioskiem do Ministerstwa Rozwoju, które przed wydaniem decyzji zasięga po opinię do Służby Wywiadu Wojskowego oraz Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

Eksperci z branży zbrojeniowej są zdania, iż cała sprawa pachnie prowokacją białoruskich służb. Mówi o tym chociażby Jacek Pieńczak, który wskazuje, iż tego typu amunicja jest zbyt reglamentowana, aby można było nią nielegalnie handlować. Produkować ją mogą jedynie podmioty koncesjonowane, ściśle kontrolowane przez policję. Jego zdaniem ktoś musiał pozbierać tego typu łuski ze strzelnicy,  a następnie rozrzucił je w okolicy mińskiego metra. Podobnie uważa także inny rozmówca “Rzeczpospolitej”, były funkcjonariusz ABW.

– Znam politykę służb specjalnych Białorusi i nie wykluczałbym takiego scenariusza. To pachnie prowokacją – powiedział.

Takiego scenariusza nie wyklucza także poseł Koalicji Obywatelskiej Michał Szczerba, który był na Białorusi podczas masowych protestów, jakie odbyły się po wyborach prezydenckich.

Przypomnijmy, że to właśnie Polska, wraz z Czechami oraz Wielką Brytanią, zostały oskarżone przez Łukaszenkę o urządzanie prowokacji na Białorusi.

Źródło: Stefczyk.info na podst. Rzeczpospolita Autor: JD
Fot.

Polecane artykuły

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij