Kraj

Emilewicz o publikacji “Newsweeka”: posługując się insynuacjami próbuje się zmistyfikować rzeczywistość

Posługując się insynuacjami próbuje się zmistyfikować rzeczywistość odbierając dobre imię moim bliskim. Tekst miał z góry założoną tezę a podane przez nas fakty nie miały dla wymowy artykułu żadnego znaczenia – napisała w oświadczeniu wicepremier Jadwiga Emilewicz w odpowiedzi na zapowiedź publikacji “Newsweeka”.

Redaktor naczelny tygodnia “Newsweek” Tomasz Lis w sobotnim wpisie na Twitterze zamieścił zapowiedź nowego wydania gazety, które ma się ukazać w poniedziałek. “W najnowszym Newswewku( wydanie cyfrowe już jutro) o tym jak doskonale od czasu ministerialnej kariery pani Emilewicz, radzi sobie w państwowych spółkach jej mąż. Kolejna PIS/owska rodzina na państwowym. Polecam” – napisał.

W artykule “Rodzina na państwowym”, którego fragment Lis zamieścił na Twitterze, czytamy: “Dzięki koalicji z PiS Jadwiga Emilewicz robi karierę w polityce, a jej mąż sprawdza się w biznesie skarbu państwa. Najpierw nieznany politolog trafił do funduszu PZU z dziesiątkami milionów złotych, a teraz ma posadę w Orlenie”.

Emilewicz do zarzutów odniosła się w oświadczeniu przesłanym PAP. “Od kilku dni Tomasz Lis zapowiada na Twitterze atak na mnie i moją rodzinę w tygodniku Newsweek. Nie po raz pierwszy redaktor Lis w brzydki sposób uderza w rodziny osób pełniących wysokie funkcje publiczne. Dobrze pamiętamy jego atak na córkę prezydenta Andrzeja Dudy” – pisze wicepremier.

“Tym razem – w charakterystyczny dla siebie sposób – próbuje pokazać w krzywym zwierciadle moją rodzinę. Nie mam problemu z tym, że moja działalność polityczna jest przedmiotem krytyki. Takie są reguły tej gry. Jednak kiedy ktoś – z braku innych zarzutów – próbuje poniżać najbliższych mi ludzi, burzy się we mnie wszystko i nie mogę tego zostawić bez odpowiedzi” – dodaje.

Jak podkreśla, “jest to dla mnie tym bardziej bolesne, że mój mąż, który znakomicie radził sobie zawodowo zanim prawica doszła w Polsce do władzy, od kiedy weszłam do rządu ma znacznie ograniczone możliwości właśnie dlatego, by nie być oskarżanym o korzystanie z mojej pozycji politycznej”.

“Mamy świadomość tego, że zaangażowanie w życie publiczne wiąże się z wieloma ograniczeniami nie tylko dla polityka, ale przede wszystkim dla jego najbliższych. Bycie partnerem aktywnego polityka znacząco zawęża też przestrzeń aktywności zawodowej. Współmałżonek polityka ciągle jest na cenzurowanym – niemal każda jego aktywność może budzić zastrzeżenia. Praca w spółce skarbu państwa rodzi podejrzenia, że otrzymano ją +po znajomości+, a nie dzięki kompetencjom, własna firma – na pewno żeruje na rządowych zamówieniach i z pewnością omijają ją kontrole. Praca w zagranicznym koncernie może prowokować zarzuty o konflikt interesów, a praca naukowa – podejrzenie o korzystanie z państwowych grantów” – czytamy w oświadczeniu.

Emilewicz zaznacza przy tym, “mój mąż odmówił kilku ciekawym propozycjom pracy z prywatnych podmiotów właśnie dlatego, by nie budzić tego rodzaju podejrzeń”.

“Przyjmujemy tę sytuację z pokorą i zrozumieniem, ale nie mogę milczeć, kiedy posługując się insynuacjami próbuje się zmistyfikować rzeczywistość odbierając dobre imię moim bliskim. Nie mamy sobie nic do zarzucenia i nic do ukrycia, dlatego spotkaliśmy się z autorami tekstu i odpowiedzieliśmy na wszystkie ich pytania. Niestety – trudno jest uniknąć wrażenia – że tekst miał z góry założoną tezę, a podane przez nas fakty nie miały dla wymowy artykułu żadnego znaczenia” – napisano.

“Chcę jasno podkreślić: Nie mamy wątpliwości, że dziennikarze mają prawo zadawać pytania politykom, a wszelkie obszary aktywności życia polityków powinny być transparentne. Zgadzamy się na takie zasady decydując się na aktywność publiczną” – podkreślono.

Wicepremier zaznacza także w oświadczeniu, że “zawsze kierowaliśmy się uczciwością i dbaliśmy o transparentność naszego życia zawodowego, a każde z nas swoją zawodową karierę zawdzięcza tylko i wyłącznie sobie”. “Stan naszego majątku jest powszechnie znany, gdyż ze względu na to, że nie mamy rozdzielność majątkową jest on publikowany w ogólnie dostępnym oświadczeniu. Mamy swoją historię zawodową, która zaczęła się przed zwycięstwem Zjednoczonej Prawicy w 2015 r. Marcin Emilewicz zaczął pracę w spółce skarbu państwa na ponad dwa lata przed zwycięstwem prawicy nie dlatego, że jest czyimś mężem czy znajomym, ale dlatego, że jest dobrym fachowcem” – stwierdza.

Dlatego – jak napisała Emilewicz – “aby nie budzić żadnych wątpliwości, postanowiliśmy opublikować informacje o wszystkich aktywnościach zawodowych w ostatnich latach mojego męża, Marcina Emilewicza”.

Z informacji dołączonych do oświadczenia wynika, że Emilewicz współpracę z Grupą Azoty rozpoczął w marcu 2013, czyli – jak zaznaczono – przed dojściem do władzy Zjednoczonej Prawicy, a pracował w niej do marca 2017 roku jako doradca ds. europejskich a później specjalista w departamencie strategii i rozwoju. Z Grupy odszedł – jak podano – w 2017, po przejściu spółki pod nadzór Ministra Rozwoju, w którym wiceministrem była Jadwiga Emilewicz. “Powodem odejścia było właśnie chęć uniknięcia zarzutu o konflikt interesu, ponieważ jego żona pełniła funkcję wiceministra rozwoju” – zaznaczono.

Następnie Marcin Emilewicz – jak podano – zasiadał w Komitecie Selekcyjnym Funduszu Witelo w Grupie PZU – od marca 2017 do maja 2018 r. “Propozycja ta

wynikała z doświadczenia w       pracy dla instytucji europejskich” – podkreślono. ” Fundusz Witelo chciał pozyskiwać środki z Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego. Zadaniem Komitetu była analiza i ocena potencjalnych inwestycji funduszu w renomowane światowe fundusze typu venture capital. Ostateczne decyzje kolektywnie podejmowali członkowie Komitetu. Wynagrodzenie z tytułu zasiadania w komitecie wynosiło 4 tys. zł brutto miesięcznie” – napisano.

Od grudnia 2017 Marcin Emilewicz związany jest zawodowo z PKN ORLEN. “Pracę eksperta w biurze zarządzania ryzykiem regulacyjnym uzyskał w wyniku kilkuetapowej rekrutacji. Na stanowisku tym był odpowiedzialny za obszar regulacji europejskich związanych z przemysłem chemicznym, korzystając ze swoich poprzednich doświadczeń zawodowych” – czytamy w oświadczeniu.

Emilewicz – jak napisano – jest wspólnikiem spółki Koza Nostra Studio, jednak od połowy 2017 nie angażuje się w jej działalność. “Od końca ubiegłego roku wspólnicy uzgadniają warunki zbycia lub umorzenia jego udziałów” – podkreślono.

W dalszej części przekazano informacje dotyczące działalności spółki Koza Nostra Studio, które zajmuje się kompleksowym projektowaniem wystaw muzealnych i w ciągu swojej działalności spółka zrealizowała tylko jedno zlecenie dla placówki podległej wyłącznie MKiDN – Muzeum Narodowego w Krakowie. Było to – jak czytamy – w 2017 r. i kiedy zaprojektowała ona czasową wystawę “Damy z gronostajem”. “Całkowity przychód z tej realizacji wyniósł 8943,08 zł + VAT” – podano.

Przytoczono również informację, z których wynika, że Koza Nostra Studio tworzą konsorcjum z pracownią BDR Architekci wzięła wzięła udział w konkursie na wystawę stałą Muzeum Dom Rodziny Pileckich w Ostrowi Mazowieckiej, które jest instytucją wspólną Miasta Ostrów Mazowiecka i MKiDN. “Przedstawiona praca zajęła I miejsce w konkursie i konsorcjum podpisało umowę na realizację projektu. Całkowita wartość umowy dla spółki wyniosła 48780,49 zł + VAT, z czego całkowity koszt przygotowania projektu to 43822 zł. Zysk spółki z tytułu wygrania tego konkursu wyniósł ok 5 tys. zł” – czytamy.

Podkreślono przy tym że przewodniczącym sądu konkursowego był architekt Maciej Miłobędzki z JEMS Architekci, który – jak podano – swoją opinię nt. wyselekcjonowanej pracy zdecydował się opublikować po zarzutach postawionych wobec transparentności konkursu w dzienniku “Fakt”.

Ponadto, spółka była także jednym z dwóch podmiotów, które ex aequo wygrały konkurs na projekt dla PZU. “Nagroda w konkursie wyniosła 30 tys. zł. Taką samą nagrodę otrzymała firma ART.FM. Koszt przygotowania pracy na dwuetapowy konkurs przewyższył wartość nagrody. Spółka nie odnotowała z tego żadnego zysku i nie kontynuowała współpracy przy tym projekcie, w związku z czym nie pobierała od PZU żadnego wynagrodzenia” – podano.

“Koza Nostra Studio nie otrzymała nigdy żadnego zlecenia z wolnej ręki. Zawsze startowała w konkursach lub odpowiadała na zapytania o cenę” – podkreślono i dodano, że spółka realizuje zlecenie głównie dla

podmiotów samorządowych oraz prywatnych, które w żaden sposób nie podlegają administracji rządowej. “W większości przypadków są to jednostki podległe władzom samorządowym reprezentującym różne opcje polityczne, a decyzje podejmują niezależne komisje, w których skład wchodzą znani architekci, artyści i muzealnicy” – podkreślono.

Źródło: PAP Autor:
Fot.
Komentarze pod artykułami zostały tymczasowo wyłączone i zostaną przywrócone po zakończeniu obowiązywania ciszy wyborczej.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij