Publicystyka

Feministki używają nazistowskich symboli? Dziennikarze TVN-u, musicie zareagować!

W Polsce trwa batalia o życie nienarodzonych dzieci. Sejm ma zająć się obywatelskim projektem zaostrzającym prawo do przerywania ciąży, przeciwko któremu protestuje lewica i organizacje feministyczne. W ramach protestu w Warszawie odbyła się demonstracja pod hasłem “Odrzuć projekt Godek #Piekłokobiet”. Jak widać na zdjęciach, graficzny symbol protestu feministek przybrał formę znaku, którego… używała Deutsches Jungvolk, organizacja wchodząca w skład struktur Hitlerjugend.

Feminizm jak nazizm, czyli temat dla TVN

Trudno nie zestawić logotypu przygotowanego przez feministki z symbolem organizacji, która opierała się na wizji aryjskiej wyższości rasowej. Logo feministycznego oporu przeciwko zabijaniu dzieci wygląda identycznie jak znak, którego używała nazistowska organizacja. Widać to na licznych zdjęciach, które identyfikujące się z protestem kobiety umieszczają w sieci. Symbol na ich flagach, transparentach i dłoniach to runa sig (niem. Siegrune), który swojej oryginalnej formie jako “ᛋ” w alfabecie runicznym wikingów odpowiadał literze „s” – “ᛋ” i reprezentował również słońce. Naziści interpretowali ten znak jako symbol zwycięstwa, a podwójnej runy sig używali także jako symbolu SS (od 1933 roku).

Graficzna identyfikacja to nie jedyny punkt zbieżny współczesnego feminizmu z nazizmem. Obie ideologie łączy znacznie więcej. To właśnie aborcja była jednym z pomysłów Hitlera na wyniszczanie podbijanych przez Niemców narodów. 9 marca 1943 roku naziści zalegalizowali aborcję na ziemiach polskich. W 1943-1945 obowiązywało prawo pozwalające Polkom na przerywanie ciąży w nieograniczonym zakresie i był to jedyny przypadek w historii Polski kiedy aborcja była legalna „na żądanie”.

Sama decyzja była przygotowywana wcześniej, bo już 22 lipca 1942 roku Hitler stwierdził: “W obliczu dużych rodzin tubylczej ludności, jest dla nas bardzo korzystne, jeśli dziewczęta i kobiety mają możliwie najwięcej aborcji“. Jednocześnie system III Rzeszy wykorzystywał tysiące robotników i robotnic przymusowych, głównie z terenów okupowanej Polski. Ciężarne kobiety trafiały do specjalnych obozów aborcyjnych, w których dokonywano zabiegu przerwania ciąży. Kobiety miały dzięki temu szybciej wrócić do pracy.

Trzeba podkreślić, że w Niemczech takie prawo nie obowiązywało, a Niemka która usunęła własne dziecko była skazywana na karę śmieci. Wyjątkiem było zagrożenie życia matki.

Czy można zatem liczyć na to, iż feministki, które kopiują symbolikę i ideologię nazistowską, zostaną opisane przez dziennikarzy stacji TVN, którzy infiltrowali miłośników Hitlera w lasach na Śląsku? Czy Prokuratura zajmie się publicznym prezentowaniem symboliki nazistowskiej równie szybko, jak zajęła się tortem ze swastyką z wafelków?

Przypomnijmy, w 2017 roku w reportażu dziennikarze tej stacji ujawnili, iż kilka osób zorganizowało w lesie uroczystość na cześć urodzin przywódcy III Rzeszy. Temat wywołał wówczas wielką dyskusję o neonazizmie w Polsce. Bertold Kittel, autor reportażu, otrzymał nawet tytuł Dziennikarza Roku w konkursie Grand Press. Stało się tak pomimo tego, iż portal wPolityce.pl ujawnił, że organizator imprezy zeznał, iż cała sprawa była ustawką, za której zorganizowanie miano mu zapłacić 20 tysięcy złotych.

Niezgoda na zabijanie dzieci

Wróćmy do obowiązującego w Polsce prawa. Ustawa z 1993 roku o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży zezwala na dokonanie aborcji w trzech przypadkach; gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety, jest duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu, albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, lub gdy ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego.

W dwóch pierwszych przypadkach przerwanie ciąży jest dopuszczalne do osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem matki; w przypadku czynu zabronionego – jeśli od początku ciąży nie upłynęło więcej niż 12 tygodni. Statystyka pokazuje, że 37 proc. aborcji dokonywanych jest w związku z wykryciem zespołu Downa.

Środowiska pro-life przygotowały obywatelski projekt nowelizacji ww. ustawy, pod którym podpisało się ponad 830 tys. obywateli. Projekt został złożony w Sejmie w listopadzie 2017 roku. Według marszałek Elżbiety Witek Sejm zajmie się tym projektem teraz, gdyż jest to ostatni moment na procedowanie projektów obywatelskich:

 Ustawa o procedowaniu projektów obywatelskich wyraźnie mówi, że muszą one być procedowane najpóźniej sześć miesięcy od pierwszego dnia zwołania posiedzenia Sejmu. Patrząc na harmonogram obrad, jest to ostatni moment, kiedy możemy to zrobić – powiedziała marszałek Sejmu.

Wobec obywatelskiej inicjatywy środowisk pro-life od samego początku protestują środowiska lewicowe, które uważają, iż jest to projekt “zgłoszony przez fanatyków” (Barbara Nowacka). W ramach lewicowego protestu w przeszłości organizowano m. in. liczne “czarne marsze”. Niezgody na procedowanie obywatelskiego projektu nie zatrzymał nawet stan pandemii, bo 14 kwietnia br. w Warszawie kilkadziesiąt osób wzięło udział w proteście przeciwko możliwemu zaostrzeniu prawa aborcyjnego w Polsce.

Pojazdy z naklejonymi plakatami z logo Ogólnopolskiego Strajku Kobiet blokowały ruch uliczny w centrum stolicy. Niektórzy protestujący siedzieli w samochodach, inni stali na ulicy. Wśród zgromadzonych widać było liczne flagi z symbolem błyskawicy czy też runy sig. Ten znak towarzyszy feministkom od samego początku protestu.

Logo zaprojektowała dla nas Ola Jasionowska czytamy na stronie strajkkobiet.eu, gdzie protestujący przeciwko obywatelskiemu projektowi ustawy informują o kolejnych swoich akcjach.

 

Źródło: Stefczyk.info Autor: ac
Fot. PAP

Polecane artykuły

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij