Świat

Genderowy zaimek został słowem roku 2019

Meriam Webster, wydawca słynnego słownika, ogłosił, że słowem roku 2019 został zaimek „oni”. Jest używany przez osoby gender, które nie identyfikują się z żadną z płci.

W języku angielskim większość słów pozbawiona jest płci, tą definiują głównie zaimki. Tym samym stały się jednym z głównych postulatów ruchu gender. Osoby transpłciowe, które identyfikują się z innymi płciami, niż te, które istnieją naprawdę, zaczęły więc tworzyć własne: xe, xer, zer, zi itd. Większość z nich nie przyjęła się w języku.

Wyjątkiem był właśnie zaimek they. Zaimek ten występuje w języku angielskim od co najmniej XIII wieku i oznacza „oni/one”, jednak przez gender zaczął być używany jako określenie pierwszoosobowe. Użycie go w taki sposób stało się na tyle popularne, że Meriam Webster dodał go we wrześniu. Teraz przedstawiciele wydawanego od 150 lat słownika ogłosili, że they zostało słówkiem roku 2019.

Warto dodać, że decyzja ta nie była motywowana polityczną poprawnością. Meriam-Webster ogłaszając corocznie swoje słowo roku ma jasne kryteria – zostaje nim to słowo, którego liczba wyszukiwań w ich internetowej edycji była największa. W 2019 liczba wyszukiwań they wzrosła aż o 313%. Komentatorzy są zgodni, że winne tu są media piszące o gender. Wiele osób zapewne chciało sprawdzić dlaczego dziennikarze używają zaimka they w sposób, który wydaje się niepoprawny gramatycznie.

Co ciekawe pozostali finaliści byli powiązani z Trumpem. Znalazła się wśród nich np. łacińska fraza quid pro quo, której media zaczęły nagminnie używać po wybuchu afery z prezydentem Zełenskim – jej wyszukiwania wzrosły aż o 644%. Aż o 23000% wzrosło wyszukiwanie słowa „exculpate” (ang. oczyścić z zarzutów) użytej przez Roberta Muellera w jego raporcie o ingerencji Rosjan w wybory. Popularne były również takie słowa jak impeachment czy clemency (ang. ułaskawienie).

Wśród finalistów znalazł się również przedimek the. Początkowo zdziwiło to ekspertów. To w końcu jedno z najczęściej występujących słów w języku angielskim i trudno sobie wyobrazić, żeby jakikolwiek użytkownik tego języka nie wiedział, co znaczy i musiał szukać go w słowniku. Doszli do wniosku, że ma to związek z aferą z sierpnia kiedy wyszło na jaw, że Uniwersytet w Ohio wypuścił linię własnej odzieży reklamowej i próbował je zarejestrować jako własny znak firmowy. Zapewne wiele osób sprawdzało wtedy, czy niezwykle popularne słowo ma może jakieś inne, nieznane im znaczenie.

Źródło: Guardian, Independent Autor: WM
Fot.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij