Świat

Stan wyjątkowy w Chile. Wojsko wyszło na ulice

W Santiago, stolicy Chile, ogłoszona stan wyjątkowy i na ulice wyszło wojsko. Ma to związek z zamieszkami wywołanymi przez studentów.

Bezpośrednim powodem protestów studentów, który szybko przerodził się w zamieszki, miał związek z podwyżką cen biletów metra o 30 pesos (ok. 16 groszy). Zdaniem wielu komentatorów była to jednak tylko iskra, która podpaliła beczkę prochu i prawdziwym powodem protestów były rosnące koszty życia, opieki medycznej etc.

Studenckie protesty szybko stały się bardzo brutalne. Studenci i uczniowie szkół wyższych zaatakowali początkowo stacje metra, demolując je i podpalając. Wstrzymano z tego powodu setki kursów. Przemoc szybko przeniosła się na ulice, gdzie zapłonęły samochody i obrabowano wiele sklepów.

W związku z sytuacją w Santiago prezydent Chile Sebastian Pinera ogłosił w transmitowanym w telewizji przemówieniu, że wprowadza w stolicy stan wyjątkowy. „Celem jest zapewnienie publicznego porządku i bezpieczeństwo publicznej i prywatnej własności” – powiedział – „Przemoc nie będzie miała swojego miejsca w kraju w którego centrum znajduje się praworządność”.

Stan wyjątkowy według pamiętającej jeszcze czasy Pinocheta konstytucji może potrwać do 15 dni. W jego trakcie obywatele stracą część wolności przemieszczania się i zgromadzeń. Rząd za to otrzyma dodatkowe uprawnienia potrzebne do przywrócenia spokoju. Pierwszym efektem jego wprowadzenia jest to, że na ulicach Santiago pojawili się już umundurowani wojskowi a ulice patrolują pojazdy opancerzone.

Według lokalnych mediów w dotychczasowych zamieszkach podpalono już 19 stacji metra. W potyczkach z demonstrantami rany odniosło ponad 150 policjantów.

Nieco wcześniej minister spraw zagranicznych Chile ogłosił, że rząd ma zamiar skorzystać z Ustawy o Bezpieczeństwie Państwa. Ustawa ta daje dodatkowe uprawnienia prokuraturze i sądom w karaniu uczestników zamieszek. W praktyce oznacza, że osoby, które je wszczynają lub niszczą własność muszą się liczyć z wyrokiem nawet 20 lat więzienia.

Źródło: Guardian Autor: WM
Fot. PAP/EPA/Alberto Pena

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij