Kraj

Jak działał “wydział propagandy” w Inowrocławiu? Była współpracownica Brezjów ujawnia kulisy ich działań

Portal TVP Info przeprowadził rozmowę z byłą bliską współpracownicą Ryszarda i Krzysztofa Brejzów. Kobieta była świadkiem zarówno ich działań, jak i kierowanego przez młodszego z nich tzw. “Wydziału nienawiści” w inowrocławskim ratuszu.

Była współpracownica Brejzów zdecydowała się na przerwanie milczenia z powodu postawy posła PO, który próbuje kreować siebie na ofiarę, choć on sam doprowadził do niszczenia ludzi. Poza tym denerwuje ją fakt okradania Inowrocławia, który Brejzowie, jej zdaniem, uwikłali w działania przestępcze.

Sam “Wydział propagandy” miał działać pod nadzorem Krzysztofem Brejzy. Było to możliwe, gdyż jego ojciec miał przeznaczyć część ratusza pod jego własny użytek, głównie na cele kampanii wyborczej. Polityk miał mieć pod sobą sporą ilość osób, którzy w jej opinii stanowili łącznie zorganizowaną grupę przestępczą.Ludzi działających pod posłem uważa za niebezpiecznych na tyle, że z uwagi na własne życie i zdrowie zdecydowała się na anonimową rozmowę.

Afera fakturowa wybuchła jakieś dwa lata temu. Ja żyję tą aferą, powiedzmy, pół roku dłużej. Nie rozmawiałam z nikim dotychczas na ten temat, dbając również o swoje bezpieczeństwo i obawiając się zemsty „rodziny” Brejzów, bo gdy mówimy o Brejzach, mówimy nie tylko o rodzinie mającej to samo nazwisko i ich rodzinie politycznej, ale mówimy o zorganizowanej grupie przestępczej, stworzonej i kierowanej przez posła Krzysztofa Brejzę, w której udział miał również jego ojciec – opowiada kobieta.

Wydział Brejzy miał się składać z ok. 10 osób zaufanych osób posła, a jego celem było budowanie wizerunku zarówno polityka PO, którego ambicją było zostanie ministrem sprawiedliwości, jak i jego ojca, prezydenta Inowrocławia. Jednak obydwoje mieli znacznie dalekosiężne plany. ” Krzysztofowi zależało na zrobieniu kariery, a żeby to osiągnąć, musiał najpierw wewnątrz Platformy pokazać efektywność swoich działań, uzyskać przewagę, która była mu potrzebna w partii. Pokazać, że jest cytowany tutaj, że jest promowany, że o nim się mówi, jest wykorzystywany itd. itp. Te sondy, o których była mowa w mediach, choćby instrukcje Aleksandry Brejzy, które mogą z pozoru wydawać się nieważne – one były niezwykle istotne! One pozwalały Krzysztofowi na forum partii pokazywać skuteczność swoich działań. Mówimy tu o celach politycznych całej rodziny Brejzów – żeby Krzysztof i Ryszard mieli sukces, sukces muszą też mieć np. ich radni, bo muszą mieć większość w radzie” – mówi rozmówczyni TVP Info.

Kobieta podaje, że CBA udało się, iż kwota skradzionych pieniędzy wynosiła ok. 250 tysięcy złotych. Jednak jej zdaniem rzeczywista kwota jest przynajmniej dwa razy wyższa. Składać miały się także na to działania doraźne, przez które Brejzowie lub ktoś z ich rodziny miał otrzymywać korzyści w postaci “splendoru, marketingu czy promocji”. Wszystko miało się dziać za zgodą Ryszarda Brejzy, który umożliwił synowi utworzenie, kierowanie i osiąganie korzyści ze specjalnego wydziału. Kobieta opisała ten mechanizm na przykładzie Szlachetnej Paczki.

Szlachetna Paczka. Był taki moment, kiedy prezydent Brejza stwierdził, a w zasadzie doradzono mu, żeby ocieplić wizerunek poprzez wzięcie udziału w akcji Szlachetnej Paczki. Przynajmniej część rzeczy kupionych przez niego, osobę prywatną, a nie jako urząd pochodziła z pieniędzy skradzionych z budżetu miasta. On musiał o tym wiedzieć – mówi była współpracownica Brejzów – Mówimy o trzech drogach. Po pierwsze o zawyżonych fakturach za usługę. Po drugie o fakturach wystawionych przez faktycznych przedsiębiorców, faktycznie przez nich wystawionych, ale na usługę fikcyjną, która nie została przez nich zrealizowana. Po trzecie o fakturach wystawionych teoretycznie przez przedsiębiorców z drugiego końca Polski, którzy nie mieli pojęcia, że ktoś na nich wystawia fakturę. Po prostu ich dane zostały skradzione i wpisane na fakturę. Te faktury były wypłacane gotówką w kasie urzędu miasta – mówi dalej.

Zgodnie z jej relacją była to sprawnie działająca machina. Każda z osób miała swoje własne, określone zadania w całym procederze, w który wtajemniczone były osoby odpowiadające za przyjęcie faktury do wydziału, jej podpisaniem zarówno pod względami merytorycznymi, jak i formalnoprawnymi, łącznie z naczelnikiem, a także pracownikiem, który odbierał od wydziału budżetowego wypłatę zamiast firmy. “Pobierając gotówkę osoba, która ją odbiera, podpisuje się w kasie urzędu. Zwykle była to pani Małgorzata W. Ona wypłacała te pieniądze, zanosiła do pani Agnieszki Ch. I to były pieniądze na różne rzeczy. Pamiętajmy, że faktury były wystawiane na realizację konkretnego zadania. Tylko to zadanie mogło się inaczej nazywać, opis faktury był po prostu inny” – opisuje kobieta.

Cała grupa miała czuć się bardzo pewnie w inowrocławskim ratuszu zgodnie z relacją byłej współpracownicy Brejzów. Zgodnie z jej słowami pracownicy “Wydziału nienawiści” sami siebie określali jako “Specwydział”, podkreślając, że są chronieni zarówno przez Krzysztofa Brejzę, jak i samego prezydenta miasta Ryszarda Brejzę. “Czuli się na tyle pewnie, że robili czasami rzeczy bardzo kuriozalne – np. firma, która nazywała się COOL ART., zajmowała się klimatyzacjami, stąd słowo „cool”, a nie dlatego, że ma związek z kulturą (art.), ale wydział kultury wystawił na nią fakturę za zorganizowanie wystawy fotografii. To była jedna z fikcyjnych faktur” – mówi kobieta.

Źródło: TVP Info Autor: JD
Fot.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij