Kraj

Urzędniczka ujawnia: władze Warszawy ukrywały awarię w Czajce od listopada

Wyszło na jaw, że awaria kolektorów to nie jedyna katastrofa w warszawskiej oczyszczalni Czajka. Poprzednia miała miejsce w zeszłym roku – i nie tylko stanowi zagrożenie ekologiczne ale też kosztuje miasto ogromne pieniądze.

Warszawskie Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji (MPWiK) potwierdziło oficjalnie, że w oczyszczalni Czajka doszło do awarii rekuperatorów, czyli wymienników ciepła. Doprowadziło to do konieczności wyłączenia z eksploatacji Stacji Termicznej Utylizacji Osadów Ściekowych.

Awaria spalarni miała miejsce na przełomie listopada i grudnia. MPWiK odniosła się do niej publicznie dopiero wtedy, kiedy fakt zaistnienia drugiej awarii ujawniła na Twitterze rzeczniczka Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska Agnieszka Borowska. Miejska spółka twierdzi jednak, że to nie prawda, że ukrywali fakt zaistnienia tej awarii. Podkreślili, że poinformowali o tym wszystkich, których musieli poinformować, np. Biura Infrastruktury Urzędu m.st. Warszawy, Biura Nadzoru Właścicielskiego Urzędu m.st. Warszawy oraz Burmistrza Dzielnicy Białołęka. Wydali teraz oświadczenie „w związku z pojawiającymi się nieprawdziwymi informacjami i manipulacją informacji”.

Borowska ujawniła, że osady z Czajki w związku z wyłączeniem spalarni są wywożone przez dwie firmy – z Warszawy i Kielc – i składowane w nieczynnych wyrobiskach. Poinformowała również, że te odpady zawierają niebezpieczne substancje, wbrew zapewnieniom MPWiK, że awaria spalarni nie zagraża ludziom i środowisku naturalnemu.

O sprawie poinformowano Centralne Biuro Antykorupcyjne. Zdaniem Borowskiej fakt, że osady z Czajki wywożą dwie firmy nie jest normalny i jest podwójnym finansowaniem tego samego zadania. MPWiK informuje, że miesięczny koszt wywozu tych nieczystości to 1,7 mln zł – dwa razy więcej niż kosztowała ich utylizacja w spalarni. Jej zdaniem fakt, że Czajka jest tak awaryjna pomimo ogromnych inwestycji w jej modernizację i rozbudowę – na którą wydano 700 milionów euro – nie jest zwyczajna i CBA powinno się bliżej temu przyjrzeć.

Co więcej Borowska informuje, że jedna z tych dwóch firm już miała kłopoty z prawem. „Wywoziła te osady ściekowe od innego odbiorcy do miejsc do tego nieprzeznaczonych, do jakiś porzuconych wyrobisk.” – poinformowała – „Nie było to zgodne z przepisami. Inspektorzy z Kielc powiadomili prokuraturę i w tej sprawie prowadzone jest śledztwo”

Źródło: Niezależna, PAP, Polskie Radio Autor: WM
Fot.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij