Świat

Ależ zawrzało w Parlamencie Europejskim. Ostra dyskusja z Fransem Timmermansem

Nie można wykorzystywać argumentu demokracji ze względu na posiadaną większość i nie zważać na zasady rządów prawa- mówił w czwartek w PE wiceszef KE Frans Timmermans. Europosłowie PiS zarzucali mu m.in. podwójne standardy.

Na posiedzeniu komisji wolności obywatelskich i sprawiedliwości oraz komisji prawnej Parlamentu Europejskiego, które miały debatować na temat możliwości wzmocnienia zasad państwa prawa w Unii Europejskiej, doszło ostrego spięcia między europosłami PiS a Timmermansem.

Z jednej strony padły odniesienia do nazistowskich sądów i dyktatur z lat 30. w Europie, z drugiej – do sowieckich komisarzy. “Pan broni wymiaru sprawiedliwości, który nie był reformowany od czasu odzyskania przez nas niepodległości w 1989 roku. Przeżyliśmy komisarzy sowieckich, zapewniam, że przeżyjemy również pana” – mówiła do Timmermansa europosłanka PiS Beata Kempa.

Początkowo dyskusja była spokojna. Wiceszef KE streścił europosłom założenia komunikatu dotyczącego praworządności, który Komisja Europejska przyjęła w lipcu. Przewiduje on m.in. cykliczny przegląd stanu praworządności w państwach UE, coroczny raport na ten temat oraz strategiczne podejście do procedury w sprawach naruszania prawa UE.

W trakcie rundy pytań sporo eurodeputowanych podniosło kwestie ujawnionych w ubiegłym miesiącu kontaktów wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka z internetową hejterką Emilią oraz kampanii wobec sędziów sprzeciwiających się zmianom wprowadzanym przez rząd.

“Muszę wspomnieć o systematycznym szykanowaniu sędziów w Polsce. Są oni przedmiotem kampanii oszczerstw i nienawiści, aby ich zastraszyć i zdyskredytować” – mówiła maltańska europosłanka Europejskiej Partii Ludowej (EPL) Roberta Metsola.

Wtórowała jej Magdalena Adamowicz (EPL), która oceniła, że prawo w Polsce jest łamane i ciągle nadużywane. Jak przekonywała, “pod nadzorem ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego w jednej osobie” działała w jego resorcie “fabryka trolli”.

Wskazywała, że jej mąż (prezydent Gdańska Paweł Adamowicz) został zamordowany w styczniu w wyniku poniżania, budowania atmosfery linczu i przez to, że “kłamstwa oszczerstwa i hejt”, tak jak teraz wobec sędziów, “stanowią narzędzia wykorzystywane przez urzędników państwowych i publiczne media”.

Timmermans zaznaczył, że sądy powinny być niezależne, tymczasem polski rząd – jego zdaniem – stara się je sobie podporządkować. “Polscy sędziowie byli poddani niesłychanej nagonce. Dlaczego? Ponieważ przyjechali do Brukseli, żeby ze mną porozmawiać. Okazuje się, że w oczach rządu rozmowa z członkiem KE jest czymś, co jest zabronione. Jak daleko zaszliśmy w UE, jeśli sędziowie muszą się obawiać nagonki za prostą rozmowę z unijnym komisarzem? Uważam, że to nie do zaakceptowania, a kilka lat temu byłoby to niewyobrażalne” – powiedział wiceszef KE.

Europosłanka PiS Jadwiga Wiśniewska zarzucała mu stosowanie podwójnych standardów. Wskazała, że choć w Holandii, skąd pochodzi Timmermans, nie ma Trybunału Konstytucyjnego, to nie przeszkadza to KE˙krytykować Polski za reformowanie własnego Trybunału. “Jak chce pan harmonizować i ujednolicać instytucje prawne i praworządność, gdy systemy prawne w państwach członkowskich są różne?” – pytała eurodeputowana.

Były wiceszef resortu sprawiedliwości Patryk Jaki (PiS) zwracał uwagę, że sędziowie w Polsce są nominowani przez radę (KRS), w której są głównie sędziowie. “W innych państwach – np. w Niemczech, Austrii, Czechach – politycy nie tylko bezpośrednio nominują sędziów, ale stają się sędziami, tak jak to miało miejsce w Niemczech” – wskazywał europoseł PiS, pytając o to, gdzie jest równe traktowanie.

Jak przekonywał, te przykłady pokazują, że sądownictwo w Polsce jest mniej zależne od polityków niż w innych krajach. Jaki pytał także, dlaczego KE nie reagowała na działanie francuskiej policji wobec protestujących w tym kraju członków ruchu “żółtych kamizelek”.

Pytanie o brak reakcji KE na wydarzenia w Katalonii padły z kolei z ust belgijskiej europosłanki z grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR) Assity Kanko, która została zrugana przez przewodniczącego komisji Juana Fernando Lopeza Aguilara (Socjaliści i Demokraci) za przekraczanie czasu wystąpienia.

“Proszę nie pokrzykiwać na kobiety” – broniła swojej frakcyjnej koleżanki Kempa. Zwracając się do Timmermansa, oceniła, że ten w swoim wystąpieniu skupił się w ataku na Węgry, Polskę i inne kraje, które wychodzą z komunizmu.

“Nie można wykorzystywać argumentu demokracji ze względu na posiadaną większość i nie zważać przy tym na zasady rządów prawa. Ten argument jest nie do przyjęcia, bo to jest argument, który był wykorzystywany przez dyktatorów w latach 30. w Europie. Pozwólcie, że przypomnę, że każde podłe orzeczenie nazistowskich sądów było oparte na prawie. Były one w fundamentalnej sprzeczności z praworządnością, prawami podstawowymi, ale były oparte na prawie” – odparowywał Timmermans.

Już po posiedzeniu Kempa oceniła w rozmowie z dziennikarzami, że Timmermans ma osobisty problem z Polską i jeśli praworządnością w nowej KE zajmie się inny komisarz, dyskusje mogą wyglądać inaczej. “Pan Timmermans ewidentnie wykorzystuje urząd, żeby wpisać się w kampanię wyborczą w Polsce – oceniła. – Pan Timmermans może mieć problem ze sprawowaniem urzędu ze względu na absolutną nienawiść wobec Polski, Węgier, a także innych krajów, które wychodzą z komunizmu”.

Inaczej debatę odebrał europoseł PO Bartosz Arłukowicz, który podkreślił, że Timmermans nikogo nie porównywał do nazistów, tylko opowiedział historię. “W sposób bardzo emocjonalny, ale bardzo wyraźnie powiedział, w którą stronę zmierza Europa, jeśli nie zareagujemy na to, co się dzieje m.in. w Polsce” – oświadczył polityk.

Źródło: PAP Autor: stk/ ulb/ ap/
Fot.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij