Świat

Po zdradzie posła premier Johnson stracił większość parlamentarną

Rząd premiera Johnsona stracił dzisiaj większość parlamentarną. Jeden z laburzystowskich posłów przeszedł dzisiaj do Liberalnych Demokratów.

Podczas wtorkowego posiedzenia Izby Gmin doszło do niecodziennej sceny. Poseł Torysów i były minister sprawiedliwości Philip Lee przeszedł na drugą stronę sali i usiadł w ławach Liberalnych Demokratów kiedy Johnson referował przebieg szczytu G7. Partia potwierdziła, że Lee wstąpił w jej szeregi, tym samym pozbawiając kruchą koalicję Torysów z północnoirlandzkim DUP większości parlamentarnej.

Lee był od początku przeciwnikiem Brexitu. Ostatnio popierał tzw. final say czyli zorganizowanie drugiego referendum. Zwolennicy takiego rozwiązania uważają, że Brytyjczycy po raz kolejny powinni wypowiedzieć się na temat wyjścia z Unii kiedy jego warunki są już znane.

„Partia do której wstąpiłem w 1992 roku nie jest partią, którą dzisiaj opuszczam” – napisał w opublikowanym w internecie liście rezygnacyjnym – „Ten rząd agresywnie goni przynoszący straty Brexit w sposób pozbawiony pryncypiów. Ryzykuje życiem i dobrobytem bez potrzeby i zagraża integralności Zjednoczonego Królestwa. Szerzej, niszczy ekonomię, demokrację i rolę w świecie naszego państwa. Używa politycznej manipulacji, zastraszania i kłamstw”.

Lee stwierdził również, że pod rządami Johnsona Torysi zostali „zarażeni podwójnymi chorobami populizmu i brytyjskiego nacjonalizmu”.

Lee jest już trzecim posłem, który z powodu podejścia Johnsona do Brexitu i jego obietnicy, że UK wyjdzie z Unii w terminie nawet bez umowy, uciekł do Liberalnych Demokratów. Ta ucieczka jest o tyle znacząca, że pozbawia rząd Johnsona kruchej większości parlamentarnej – ale nie oznacza to, że automatycznie upadnie. Formalnie potrzebne do tego będzie bowiem przegłosowanie wotum nieufności wobec Johnsona – i o ile można założyć, że prędzej czy później tak się stanie, to małe są szansę, że posłowie zdążą to zrobić przed terminem wyjścia z Unii.

Johnson ma jednak poważniejsze problemy niż strata większości. Już na dniach posłowie będą bowiem głosować nad ustawą, która zmusiłaby go do poproszenie o przedłużenie terminu Brexitu w razie braku umowy. Biorąc pod uwagę, że cała brytyjska opozycja parlamentarna jest prounijna a rozwiązanie takie popiera także wielu Torysów, mniejszościowy rząd Johnsona ma marne szanse na zablokowanie tej inicjatywy.

Johnson zapewnia, że chce wyjść z UE z umową, tylko nie tą, którą wynegocjowała May i która była w UK powszechnie krytykowana. Twierdzi, że realna groźba wyjścia bez niej ma skłonić unijnych negocjatorów do ponownego rozpoczęcia rokowań. Strona unijna twierdzi natomiast, że oni być może i byliby skłonni do jakiegoś kompromisu, ale UK jak na razie nie wysunęła wobec nich żadnych konkretnych kompromisów.

Pewnym rozwiązaniem dla rządu Johnsona byłaby organizacja kolejnych przedterminowych wyborów i liczenie na to, że uzyska po nich stabilną większość. Do tego potrzebowałby jednak współpracy z Laburzystami gdyż ogłoszenie takich wyborów wymaga 2/3 głosów całego parlamentu. Lider Laburzystów Jeremy Corbyn kilkukrotnie wypowiadał już swoje poparcie dla takiego rozwiązania, ale wielu posłów obawia się, że to pułapka. Boją się, że wbrew deklaracjom Johnson rozpuści parlament i ogłosi datę nowych wyborów już po Brexicie, tym samym pozbawiając ich jakichkolwiek szans na jego zablokowanie.

Źródło: Independent Autor: WM
Fot. PAP/EPA/UK PARLIAMENTARY RECORDING UNIT / HANDOUT

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij