Publicystyka

Agentka SB dziś działa na rzecz LGBT. Dziennikarz potwierdził podejrzenia internautów

Aktywistka i szefowa stowarzyszenia Pro Humanum Jolanta Lange wrzuciła jakiś czas temu nagranie promujące Kartę Różnorodności. Internauci zauważyli, że kobieta nie jest tym za kogo się podaje.

Karta Różnorodności to francuska inicjatywa finansowana przez Unię Europejską. Polega na tym, że przedsiębiorcy podpisują zobowiązanie, że w ich firmach będą promować różnorodność i równe szanse w zatrudnieniu, bez względu na takie rzeczy jak rasa czy orientacja seksualna.

W 2017 roku Lange opublikowała w internecie film na którym chwaliła tą inicjatywę, obecną w Polsce od 2012 roku. „Ten element na pewno jest bardzo istotny w tym, żeby nasze zarządzanie, a oprócz tego nasze życie było bardziej równe, równościowe i żebyśmy potrafili funkcjonować i korzystać ze swoich inności” – mówiła na nim.

Lange w biogramie Stowarzyszenia Pro Humanum, któremu szefuje od kilku lat, przedstawia się jako aktywistka antydyskryminacyjna. “Prowadzi zajęcia poświęcone tematyce uprzedzeń i stereotypów, wielokulturowości oraz przeciwdziałania dyskryminacji i zarządzania różnorodnością.” – pisze o niej Pro Humanum – „Autorka i koordynatorka ponad 15 projektów badawczych i edukacyjnych z zakresu równego traktowania, przeciwdziałania dyskryminacji i ochrony praw człowieka. Propagatorka idei równego statusu kobiet i mężczyzn”

W biogramie prezes stowarzyszenia zabrakło jednak jednej kluczowej informacji którą zauważyli internauci. Tego, że dzisiejsza aktywistka, walcząca między innymi o prawa LGBT, jeszcze niedawno miała na nazwisko Gontarczyk.

Nazwisko to jest znane z głośnej sprawy księdza Franciszka Blachnickiego, więźnia obozów koncentracyjnych i założyciela ruchu Światło-Życie. Śledztwo IPN z lat 2001-2005 wykazało, że Jolanta Gontarczyk została w 1977 roku zwerbowana przez SB jako TW „Panna”. Przebywając w RFN w latach osiemdziesiątych razem z mężem Andrzejem (TW „Yon”) realizowali zadania XI Wydziału I Departamentu MSW zajmującego się zwalczaniem dywersji ideologicznej.

Małżeństwo Gontarczyków blisko zaprzyjaźniło się z księdzem Blachnickim. Śledztwo IPN jednoznacznie wykazało, że ksiądz Blachnicki, którego rządzący Polską komuniści uważali za zagrożenie, był przez nich inwigilowany. Małżeństwo esbeków rozpracowywało również struktury Chrześcijańskiej Służby Wyzwolenia Narodów – założonej przez księdza Blachnickiego organizacji chrześcijańskiej. Mieli doprowadzić do zablokowania działalności wydawniczej ChSWN, upadku ich drukarni i wyhamowania działalności statutowej stowarzyszenia. Inwigilowali również przebywających w RFN działaczy Solidarności.

Sprawa śmierci księdza Studnickiego do dzisiaj nie została wyjaśniona. Ksiądz zmarł nagle 27 lutego 1987 roku, oficjalną przyczyną śmierci był zator płucny. Śledztwo IPN ustaliło, że ksiądz mógł jednak umrzeć na skutek podania trucizny. Śledztwo w tej sprawie zostało jednak anulowane w lipcu 2006 roku przez prokuratora Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach. Zdaniem prokuratura IPN brakło danych dostatecznie uzasadniających takie podejrzenia.

Po upadku PRLu Gontarczyk związała się z ruchem feministycznym. Była między innymi sekretarzem w Demokratycznej Unii Kobiet i w 1997 została wybrana jej przewodniczącą. Promowała m.in. legalizację aborcji i małżeństw jednopłciowych. W 1997 roku bezskutecznie próbowała dostać się do sejmu z list SLD. W rządzie Marka Belki została członkiem MSWiA jako pracownica Departamentu Administracji Publicznej. Była również inicjatorką Kongresu Kobiet SLD.

W 2005 agenturalną przeszłość kobiety – oznaczonej przez Aleksandra Kwaśniewskiego Srebrnym Krzyżem Zasługi za „wybitne zasługi w działalności społecznej” – ujawnił tygodnik Wprost. Po głośnym artykule Gontarczyk odeszła z MSWiA i wydawało się, że słuch po niej zaginął. Aż internauci odkryli, że dalej bawi się w aktywizm społeczny, już pod nowym nazwiskiem.

Informacje o zmianie przez nią nazwiska potwierdził dziennikarz Artur Stelmasiak:

„Dziś głośna kariera agentki SB właśnie stała się jasnym i oczywistym dowodem, że arcybiskup Jędraszewski miał rację” – skomentował na antenie programu #Jedziemy w TVP Info Michał Rachoń – „Czerwona zaraza i tęczowa ideologia mają nie tylko wspólne korzenie, ale najwyraźniej również wspólnych żołnierzy”.

Źródło: Niezależna.pl Autor: WM
Fot.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij