Publicystyka

“Polskość to nienormalność”, a Polska kojarzy się tylko z “przegraną, z pechem i nawałnicami”?

Masowy charakter świąt katolickich sprawia, że uczestnicząc w obrzędach Bożego Ciała nie umiem uwolnić się od myślenia o tym, czym byłaby nasza ojczyzna bez ludycznej formy miłowania Boga i oddawania Mu należnej czci. 

Myśląc o „Polsce naszych marzeń” i stając wobec zawsze aktualnego zadania pomyślenia „Polskości”, zostaję z ogromnym zestawem patetycznych, górnolotnych słów i znaczeń. Nie umiem i nie chcę pomyśleć Polski bez tego „bagażu”, którego nigdy nie nazwę „balastem”. Myśląc „Polska” widzę i słyszę Zygiera deklamującego Redutę Ordona. Z ciszy, która następuje po jego słowach, rodzą się w moim umyśle dźwięki Etiudy Rewolucyjnej, a oczyma wyobraźni widzę mknące po fortepianie palce mistrza Fryderyka, który wzburzony myślą o zajęciu Warszawy przez Rosjan tworzy melodię mojej duszy. Za chwilę przerodzi się ona w krzyk nawołującego do zemsty Konrada.

Nie czuję, że „ojczyzna moja wolna, wolna”. Dziś wróg jest inny, współczesne lęki trudno odnosić do czasów minionych, nadać im wymiar walki naszych ojców czy dziadów również niepodobna. Zbyt łatwo można narazić się na śmieszność, jeszcze łatwiej wpisać się w tromtadrackie hasła polityków, którzy snując swoje makiaweliczne wizje żerują, niczym sępy, na naszych marzeniach o Polsce wolnej, wielkiej i pięknej. Ale przecież i dziś słyszę słowa o tym, by zamiast Polski zbudować jedno wielkie państwo ponadnarodowe, “Rzeczpospolitą Europejską”. Słyszę i widzę starania tych, którzy chcą zniszczyć wielki, święty i powszechny Kościół. Widzę też jak Rosja, gwałcąc prawo międzynarodowe, zajmuje część Ukrainy. Widzę jak Niemcy z tą samą Rosją prowadzą interesy ponad naszymi głowami. Nie umiem uciec od lęków i myślenia o zagrożeniach.

Nie bójmy się patosu

Nie boję się uczestnictwa w ludycznych formach oddawania czci Jezusowi Chrystusowi. Nie boję się znaku krzyża na widok małej, wiejskiej kapliczki. Nie boję się stawania na baczność na dźwięk hymnu mojej ukochanej ojczyzny. Nie boję się wbijać w serca moich synów tej miłości, która musi stać się dla nich sprawą fundamentalną. Nie czuję, że “Ojczyzna w więzach już nie biada, Dźwiga się, wznosi, wstaje wolna”. Historia się nie skończyła, wróg nie zasnął, wciąż się czai ante portas. Choć nigdy nie zbliżyłem się talentem w wyrażaniu myśli do tych, z których czerpię swoją naukę, to nigdy też nie byłem z niczego bardziej dumny niż z tego, że jestem z plemienia, które nosi na swoich ramionach płaszcz Konrada. Nie zrzucę go nigdy z ramion. Bez niego nie byłbym w najmniejszym nawet stopniu sobą.

Nie chciałbym nigdy, byśmy “wyzwolili się z tych stereotypów”, które towarzyszą nam od urodzenia, w których niektórzy z naszych rodaków doszukują się źródeł resentymentu. „Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych rojeń?” – pytają. Jednocześnie podają gotową odpowiedź, z którą tak trudno jest się zgodzić, którą tak trudno zrozumieć i zaakceptować. „Polskość to nienormalność – takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu” – odpowiadają i rysują program, który będzie im przez lata całe towarzyszył. To program ucieczki od siebie samych, lęku przed samym sobą. Program wyparcia tego, co stanowić powinno fundament bycia w świecie.

„Więc staję się nienormalny, wypełniony do granic polskością, i tam, gdzie inni mówią człowiek, ja mówię Polak; gdzie inni mówią kultura, cywilizacja i pieniądz, ja krzyczę; Bóg, Honor i Ojczyzna (wszystko koniecznie dużą literą); kiedy inni budują, kochają się i umierają, my walczymy, powstajemy i giniemy”. Nieodmiennie nie dostrzegam w tym programie niczego nienormalnego. Są przecież w naszym plemieniu tacy, którzy pieśnią wołają: „My chcemy Boga w naszym kraju”. Nie są inną “Polskością” wypełnieni.

“My chcemy Boga w naszym kraju, wśród starodawnych polskich strzech, w polskim języku i zwyczaju”.

My wszyscy z Niego. Nie z rozziewu, nie z pęknięcia, nie z “wyobrażenia pozostającego pomiędzy planem a realizacją”. My nie jesteśmy żadną projekcją zbiorowych kompleksów. Nam “Polskość” nie kojarzy się z “przegraną, z pechem, z nawałnicami”. Nam kojarzy się z domem. Rodziną. Zwycięstwem wbrew okolicznościom. Z dumą, że jesteśmy strażnikami pamięci naszych dziadów i ojców.

Powołano nas tylko na chwilę i tylko po to, by ich wiarę przekazać naszym dzieciom. Stajemy wobec historii jako drobny, zanurzony w czasie i przestrzeni element ogromnego łańcucha pokoleń miłujących Polskę. Miłość ta, często prowadząca do zatracenia, czasem do szaleństwa, nas jako mieszkańców „tej ziemi” konstytuuje i wzmacnia. Ona twardsza jest niż ze spiżu. Zbudowaliśmy ten pomnik na krwi i pamięci o tych, którzy za Polskę oddawali swoje życie. To od nich – i naszych dzieci – zaciągnęliśmy dług, którym jest “wspólny, zbiorowy obowiązek”. To dlatego nigdy nie zgodzimy się, że „piękniejsza od Polski jest ucieczka od Polski tej na ziemi, konkretnej, przegranej, brudnej i biednej. I dlatego tak często nas ogłupia, zaślepia prowadzi w krainę mitu. Sama jest mitem”.

Dla nas ucieczka od Polski stanowi realną tęsknotę, fizyczny ból, rozdarcie, rozpacz. Wieczne pragnienie powrotu. Polskość, którą lubimy pisać Wielką Literą, tak jak nauczono nas pisać imię Matki, jest dla nas normalnością. Jest spokojem, ukojeniem, spełnieniem marzeń naszych ojców o domu wolnym i bezpiecznym. My jesteśmy tu na chwilę, a Ona trwać musi na wieki wieków. Nie możemy sobie siebie samych wyobrazić bez wezwania do walki i troski o to, co Ją konstytuuje. Nie ma nas bez Niej, nie byłoby dla nas żadnego sensu, gdyby Jej zabrakło.

Wraz z Nią kroczy Bóg i Honor, bo to takie jest credo nasze i naszych ojców. Niech tak zostanie. Na wieki wieków. 

Źródło: Stefczyk.info Autor: Artur Ceyrowski
Fot. ac

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij