Świat

Rosjanie wysłali flotę aby podglądać ćwiczenia NATO

Biuro prasowe rosyjskiej Floty Bałtyckiej poinformowało, że wiele ich okrętów wyruszyło na Bałtyk aby przeprowadzić ćwiczenia. Nie byłoby w tym nic niezwykłego gdyby nie fakt, że w tej samej okolicy trwają właśnie ogromne ćwiczenia NATO.

W niedzielę na Bałtyku rozpoczęła się 47 edycja Baltops – największych ćwiczeń morskich NATO przeprowadzanych na Bałtyku. Weźmie w nich udział 8600 żołnierzy z 16 państw członkowskich, w tym Polski. Zaproszono również Szwecję i Finlandię, które nie należą do Sojuszu. Ćwiczyć wspólnie ma również około 50 łodzi podwodnych i 40 samolotów.

Rosja brała wcześniej udział w Baltops, jednak od czasu okupacji Krymu w 2014 roku nie jest już na nie zapraszana. Rosjanie postanowili jednak, że odpowiedzą organizacją własnych ćwiczeń. Flota Bałtycka poinformowała, że ich okręty wyruszą na morskie poligony aby przeprowadzić serię ćwiczeń, takich jak zwalczanie okrętów podwodnych, ataki rakietowe na okręty nieprzyjaciela czy obrona przeciwlotnicza.

W ćwiczeniach mają wziąć udział korwety Bojki i Stojki, okręty rakietowe Serpukow, Żelazn Dol, Liwen i Passat oraz okręt do zwalczania celów podwodnych Aleksin.

Wybór terminu ćwiczeń nie jest przypadkowy. Agencja TASS poinformowała 8 czerwca, że trzy z tych okrętów – Bojki, Sojki i Liwen – otrzymały zadanie monitorowania ćwiczeń NATO. Rosjanie mają również użyć innych możliwości wywiadowczych aby przy ich pomocy przyglądać się przebiegowi zdarzeń. Agencji nie udało się potwierdzić oficjalnie prawdziwości informacji z ich źródła, ale obecność tych okrętów na ćwiczeniach każe przypuszczać, że była prawdziwa.

Reakcja Rosjan jest zrozumiała. Jak informował w maju portal Breaking Defence w tegorocznej edycji Baltops ma po raz pierwszy wziąć udział II flota US Navy. Jednostka ta powstała w latach pięćdziesiątych i została zorganizowana do walki z Rosjanami. W 2011 zdecydowano jednak o jej rozwiązaniu z powodów budżetowych – wszystkim wydawało się, że Rosja nie jest już na tyle poważnym zagrożeniem, że opłaca się utrzymywać specjalną grupę bojową której celem jest walka z nią.

Wszystko zmieniło się jednak po agresji na Ukrainę i okupacji przez Rosjan Krymu. Nagle rosyjska flota ponownie stała się zmartwieniem amerykańskich admirałów. W kwietniu zeszłego roku zadecydowano więc o reaktywacji II Floty. Nowa-stara jednostka ma wspomagać VI Flotę w Europie, operując od Grenlandii po basen Morza Śródziemnego. Jej główną rolą ma być jednak działanie jako siły szybkiego reagowania i dowództwo na wypadek rosyjskiej agresji. Tegoroczny Baltops, który odbywa się pod jej dowództwem, to pierwsza okazja przyjrzenia się z bliska temu w jaki sposób nowa jednostka będzie operować.

Organizacja ćwiczeń w tym samym czasie niesie ze sobą ryzyko prowokacji, niekoniecznie celowej. Obawy o to wzrosły trzy dni temu, kiedy amerykański krążownik USS Chancellorville i rosyjski niszczyciel Admirał Winogradow minęły się w odległości zaledwie 50 metrów na morzu południowochińskim. Obydwie strony oskarżają się teraz o to, że do potencjalnie bardzo niebezpiecznego incydentu doszło na skutek działań tej drugiej.

NATO jak na razie nie zauważyło żadnych niepokojących działań ze strony Rosji. Nie ma jednak zamiaru pozostawić niczego przypadkowi. Hiszpanie zgodzili się, aby ćwiczeń pilnował jeden z ich okrętów desantowych. Dzięki temu, że na jego pokładzie znajdują się myśliwce Harrier okręt ten w razie czego będzie mógł zapewnić siłom NATO osłonę powietrzną.

Źródło: TASS, USNI News, Breaking Defense Autor: Wiktor Młynarz
Fot.

Polecane artykuły

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij