Świat

Porażka Izraela. Wysłali rakietę na Księżyc – rozbiła się, bo przeznaczyli na nią za mało pieniędzy?

Misja Beresheet, której celem było lądowanie bezzałogowego statku na powierzchni Księżyca, okazała się porażką. Izraelski lądownik wszedł w ostatnią fazę, jednak utracono z nim łączność i ostatecznie roztrzaskał się o powierzchnię Srebrnego Globu.

Wysłaniem izraelskiego lądownika na Księżyc zajmowała się organizacja SpaceIL. Powstała w 2012 roku aby zdobyć Google Lunar X Prize – wynoszącą 30 milionów dolarów nagrodę za wysłanie na Księżyc robota. Zgłoszenie SpaceIL, które uzyskało finansowanie od wielu prywatnych sponsorów i Izraelskiej Agencji Kosmicznej, wywołało zaciekawienie gdyż jednym z warunków dostania nagrody było to, że wysłany na Księżyc obiekt miał przebyć co najmniej pół kilometra od miejsca lądowania. Wszystkie inne drużyny planowały dokonać tego przy pomocy łazików ale Izraelczycy postanowili, że sam lądownik wykona skok przy pomocy silnika rakietowego.

Ostatecznym terminem lądowania miał być 31 marca 2018 roku. 23 stycznia Google ogłosił, że żadna z pięciu drużyn, które zakwalifikowały się do finału, nie da rady tego dokonać w terminie i w związku z tym zrezygnowano z konkursu. SpaceIL pomimo tego zdecydował się na kontynuowanie programu. Liczyli, że udane lądowanie wzbudzi zainteresowanie eksploracją kosmosu oraz studiami technicznymi oraz, że będzie powodem narodowej dumy. Dotychczas bowiem tylko trzy państwa – USA, Rosja i Chiny – dały radę wylądować na Księżycu. Jeżeli misja Beresheet by się powiodła byłoby to również pierwsze lądowanie na Księżycu sfinansowane z prywatnych pieniędzy.
Start Beresheet nastąpił 22 lutego ze słynnego przylądka Canaveral na Florydzie. Lądownik został wyniesiony na orbitę przez rakietę SpaceX Falcon 9 i rozpoczął swoją długą podróż na srebrny glob. Przez następne 6 tygodni krążył po orbicie ziemi, stopniowo zwiększając prędkość. Po przeleceniu w ten sposób 6,5 miliona kilometrów skierował się w końcu w stronę Księżyca, na orbitę którego dotarł 4 kwietnia. Po drodze nastąpiło kilka problemów technicznych ale inżynierom nadzorującym lot udało się je rozwiązać.

Lądowanie miało nastąpić autonomicznie na słynnym Morzu Spokoju – tym samym na którym wylądowały amerykańskie misje Apollo. Lądownik miał działać na powierzchni przez trzy dni, w trakcie których miał nagrać film w wysokiej rozdzielczości i dokonać pomiaru pola grawitacyjnego. Na jego pokładzie znajdował się również zaprojektowany przez NASA odbłysk, który miał odbijać wysłane z ziemi światło laserowe, co ułatwiłoby pomiary dla przyszłych lądowań. Izraelczycy wyposażyli go również w specjalną kapsułę z symbolicznymi artefaktami, między innymi z Starym Testamentem wygrawerowanym na blaszce wielkości monety. Całości dopełniała grawerowana płyta z flagą Izraela i napisem „Mały naród – wielkie marzenie”.

Proces lądowania rozpoczął się 10 kwietnia. Z racji odległości ziemi od Księżyca musiał odbywać się w pełni automatycznie. Lądownik wszedł wtedy na orbitę o wysokości 24 kilometrów nad powierzchnią, około 800 kilometrów od docelowego lądowiska. Następnie zawrócił aby użyć głównego silnika do utraty szybkości. Wszystko szło zgodnie z planem aż do momentu, w którym statek opadł na wysokość 13 kilometrów. Nastąpiła wtedy awaria głównego silnika kiedy lądownik leciał z prędkością niemal 3400 kilometrów na godzinę. Wkrótce potem utracono z nim łączność. Udało się ją odzyskać i inżynierowie spróbowali odpalić go na nowo, ale było już za późno, lądownik rozbił się o powierzchnię.

Według wstępnych doniesień zawinił czujnik bezwładności, który spowodował awarię silnika. Pośrednio winny był tutaj niski budżet. Jednym z celi Google X Lunar Prize było bowiem promowanie taniego podboju kosmosu i SpaceIL przeznaczyło na całą misję niewiarygodnie małą jak na standardy kosmiczne kwotę 95 milionów dolarów. Aby sprostać wymogom budżetowym twórcy lądownika zrezygnowali więc z jakichkolwiek zapasowych czujników, które przydałyby się w przypadku podobnej awarii.

„Podejrzewamy, że nie wylądowaliśmy na Księżycu w najlepszym stylu” – powiedział dziennikarzom jeden z nadzorców lotu. Chwilkę potem oficjalnie potwierdzono, że misja zakończyła się porażką. „Czasami wygrywasz, czasami przegrywasz” – skomentował szef SpaceIL Morris Kahn. Obserwujący lądowanie premier Benjamin Netanjahu był bardziej optymistyczny. „Jeżeli za pierwszym razem się nie uda, to próbujesz ponownie” – powiedział – „Dotarliśmy do Księżyca, chociaż chcieliśmy wylądować bezpieczniej. Sama próba jest ogromnym osiągnięciem. Izraelski satelita któregoś dnia wyląduje na Księżycu”.

Google zgodziło się z oceną Netanjahu. Fundacja nadzorująca Lunar X Prize postanowiła, że przyzna SpaceIL specjalną nagrodę w wysokości miliona dolarów. „Myślę, że udało im się dotknąć powierzchni Księżyca, i o to przecież chodziło” – powiedział szef fundacji Anousheh Ansari – „Oraz, poza dotknięciem powierzchni Księżyca, dotknęli żyć i serc całego narodu, całego świata, uczniów z całego świata”.

 

Źródło: stefczyk.info Autor: Wiktor Młynarz
Fot. SpaceIL/Israel Aerospace Industries

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij