Świat

Mieszkańcy Smoleńska zdziwieni tym, że wrak tupolewa wciąż nie powrócił do Polski

W środę, w dziewiątą rocznicę katastrofy smoleńskiej, w której zginął prezydent Lech Kaczyński z małżonką i 94-osobowa delegacja z Polski, jak co roku do Smoleńska i Katynia udadzą się polscy dyplomaci i przedstawiciele Polonii.

W Smoleńsku temat katastrofy sprzed 9 lat w zasadzie nie jest obecny. “Pamiętamy o tej katastrofie, ale życie toczy się dalej. Każdy żyje swoimi problemami” – mówi Aleksiej ze Smoleńska.

“Kiedy to przypada rocznica, 11 kwietnia? Na pewno przyjadą jakieś polskie delegacje, będą obchody” – dodaje. “Raz w roku przypominamy sobie o tym, a potem życie toczy się dalej” – mówi.

Najwięcej informacji, tradycyjnie już, można zdobyć w pobliżu miejsca upadku Tupolewa, na znajdującej się w pobliżu stacji benzynowej i na działkach, które są kilkaset metrów dalej.

“To miejsce dość oddalone od miasta, dlatego nic dziwnego, że może przeciętny mieszkaniec Smoleńska zna tę sprawę tylko z opowiadań” – mówi pani Natalia, pracująca na stacji benzynowej. Twierdzi, że w dniu katastrofy przejeżdżała autobusem ulicą Kutuzowa obok miejsca upadku samolotu.

Rozmówcy PAP pamiętają dzień katastrofy, mgłę, która niespodziewanie zasnuła miasto, a także to, że na miejsce zdarzenia przychodziło wiele osób z kwiatami i zniczami. Nie są jednak w stanie powiedzieć, co się wydarzyło potem. Owszem, jak mówią, “słyszeli coś o polskich pretensjach”, ale nie rozumieją, czego one dotyczą. Dla niektórych jest zaskoczeniem, że wrak tupolewa ciągle jest na płycie lotniska wojskowego, a śledztwo nadal się toczy.

Inni są przekonani, że na miejscu katastrofy powstał pomnik ofiar. Dziwią się, gdy słyszą, że sprawa upamiętnienia zabrnęła w ślepą uliczkę.

Rozmowy polsko-rosyjskie w tej sprawie są w impasie, ponieważ, zdaniem rosyjskich władz, pomnik według polskiego projektu był zbyt duży. Ponadto pojawiła się przeszkoda “techniczna”. Dwa lata temu okazało się, że właścicielem części terenu, na którym rozbił się samolot, został biznesmen Aleksandr Syriewicz.

Syriewicz wybudował w ubiegłym roku na swojej działce gazociąg. Nie przebiega on przez miejsce katastrofy, ale nieco dalej. Biznesmen przekonywał w rozmowie z PAP, że zmienił trasę przebiegu rury właśnie ze względu na miejsce upamiętnienia ofiar.

“Proponowałem też polskim dyplomatom współpracę w ramach budowy pomnika, ale nie ma żadnej odpowiedzi. Jest w tej sprawie zbyt dużo polityki, a przecież chodzi o tragedię ludzi” – przekonywał Syriewicz PAP we wtorek.

W istocie z powodu pojawienia się prywatnego właściciela terenu należącego wcześniej do ministerstwa obrony sprawa pomnika bardzo się skomplikowała. Polskie władze tłumaczą, że zgodnie z przepisami o oficjalnym upamiętnieniu mogą rozmawiać tylko z rosyjskimi władzami. Te z kolei zasłaniają się “prywatnym właścicielem” i twierdzą, że nic nie mogą zrobić.

“Nie potrafię na tym etapie powiedzieć, jakie będą moje dalsze działania i czy będę coś jeszcze budował na tej działce” – powiedział Syriewicz. Dostęp do miejsca katastrofy jest otwarty, chociaż jest ono ogrodzone płotem. Brama, którą postawił Syriewicz, jest jednak otwarta.

Wizualnie Smoleńsk to smutne miasto. Pogoda o tej porze roku jest jeszcze ponura: szaro i chłodno, choć akurat we wtorek po południu zza chmur wyjrzało słońce.

Osoby, które trafiają tu po raz pierwszy, często mówią, że czują się, jakby cofnęły się w czasie. “Miasto bohater” jest pełne czerwonych gwiazd i pomników upamiętniających Wielką Wojnę Ojczyźnianą w latach 1941-1945, czyli tę część II wojny światowej, w której ZSRR walczył z hitlerowskimi Niemcami.

W centrum miasta znajduje się plac Lenina, gdzie w ciepłe dni pod pomnikiem wodza proletariatu przesiaduje miejscowa młodzież. Na ulicach dominują stare samochody. Zachodnich aut nie brakuje, ale to raczej mocno wiekowe egzemplarze. Natomiast nie tylko żyguli, ale nawet stara wołga czy pobieda nikogo tutaj nie dziwią.

W porównaniu z rosyjską stolicą, która wizualnym bogactwem zawstydza zachodnioeuropejskie, Smoleńsk to bardzo daleki i bardzo biedny kuzyn. Oficjalnie średnia pensja w Moskwie wyniosła w ubiegłym roku około 80 tys. rubli (około 4,7 tys. zł), a w Smoleńsku – nieco ponad 28 tys. rubli (około 1,6 tys. zł).

“15 tys., czasami dziesięć. Jeśli ktoś się dobrze zakręci i wyciągnie 30 tys., może się uważać za szczęściarza” – mówi PAP Andrej, taksówkarz ze Smoleńska. Uściśla, że chodzi mu o tzw. zwykłych ludzi, nie tych, którzy “mają znajomości, mają wpływowego wujka Saszę czy kuzyna Wasię”.

“Proszę się rozejrzeć. Jeśli była tu pani wcześniej, to przecież widzi pani, że nic się tu nie zmienia. Tylko drogi coraz bardziej zaniedbane” – dodaje. “Pieniądze niby Moskwa wydziela, ale jakoś zmian nie widać. Remontowali most na Dnieprze dwa lata. Korki były tragiczne. Otworzyli i co? Jedziesz i podskakujesz jak na polnej drodze” – narzeka.

10 kwietnia 2010 r. w katastrofie Tu-154M w Smoleńsku zginęli wszyscy pasażerowie i załoga samolotu – w sumie 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka, a także ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski. Polska delegacja, w tym wielu przedstawicieli polskich elit politycznych, wojskowych i kościelnych oraz środowisk pielęgnujących pamięć o zbrodni katyńskiej, zmierzała na uroczystości w Lesie Katyńskim.

W środę na miejscu katastrofy przy lotnisku Siewiernyj odbędą się uroczystości upamiętniające ofiary katastrofy. Będzie im przewodniczył ambasador RP w Moskwie Włodzimierz Marciniak. Ze Smoleńska polscy dyplomaci i przedstawiciele Polonii udadzą się na Polski Cmentarz Wojenny do Katynia, by uczcić pamięć ponad 4 tys. polskich oficerów zamordowanych przez stalinowskie NKWD wiosną 1940 r.

Źródło: PAP Autor: Ze Smoleńska Justyna Prus
Fot. wikimedia commons/Public Domain

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij