Świat

To już oficjalne. Komisja położyła kres fake newsowi z Trumpem. Prezydent USA uniewinniony z zarzutów

Po niemal dwóch latach, przesłuchaniu setek świadków i wydaniu milionów dolarów swoją pracę zakończyła specjalna komisja pod przewodnictwem byłego szefa FBI Roberta Muellera. Komisja ta miała zbadać, czy Donald Trump współpracował z Rosją w trakcie wyborów. Raport z jej prac nadal jest tajny, ale wiadomo najważniejsze – nikomu więcej nie zostaną postawione zarzuty, co oznacza, że Mueller nie znalazł dowodów na współpracę Trumpa z Kremlem.

Komisja Muellera została powołana do życia w maju zeszłego roku przez zastępcę prokuratora generalnego Roda Rosensteina. Miała zbadać prawdziwość wysuwanych przez lewicę oskarżeń o to, że Kreml pomógł Donaldowi Trumpowi pokonać Hillary Clinton i zdobyć prezydenturę. Jej członkowie postawili zarzuty 34 osobom, w tym rosyjskiej farmie trolli internetowych i agentom GRU, jednak żaden z tych zarzutów nie miał nic wspólnego z oryginalnym celem powstania komisji. Na przykład Paul Manafort, były szef kampanii Trumpa, został oskarżony o lobbowanie na rzecz ukraińskiej Partii Regionów bez zarejestrowania tego faktu a farma trolli w Petersburgu o podkręcanie wyborczej gorączki aby zdestabilizować amerykańskie społeczeństwo.

Republikanie początkowo niemal jednogłośnie wspierali jej powstanie i pracę, jednak wraz z upływem czasu coraz częściej było słychać, że komisja ma na celu nie odkrycie prawdy, jaka by ona nie była, a szkodzenie polityczne Trumpowi i Republikanom. Sam prezydent otwarcie twierdził, że komisja Muellera to „polowanie na czarownice”. Sugerował również, że rozwiąże ją przed końcem prac. Ostatecznie jednak do tego nie doszło i Mueller mógł skończyć śledztwo w swoim tempie. Departament Sprawiedliwości, który nadzorował prace komisji, ani razu nie ingerował w jej postępowanie.

Raport z prac komisji obecnie znajduje się u prokuratora generalnego Williama Barra. Teraz to on zadecyduje co z nim robić dalej. Teoretycznie nie musi robić nic – raport może trafić do archiwum i nawet Donald Trump nie pozna jego treści. W praktyce jednak takie rozwiązanie jest skrajnie nieprawdopodobne. Podczas przesłuchań przed Senatem w związku z powołaniem na stanowisko Barr obiecał, że upubliczni tak dużą część raportu jak tylko będzie można bez narażania interesów narodowych. Zdążył także zapowiedzieć już, że tak szybko jak to tylko możliwe przygotuje jego streszczenie dla Kongresu.

Departament Sprawiedliwości ujawnił za to jedną kluczową sprawę – komisja, wbrew nadziejom Demokratów, nie postawiła nikomu więcej zarzutów. Oznacza to, że Muellerowi nie udało się znaleźć żadnych bezpośrednich dowodów na współpracę Trumpa z Rosjanami. Demokraci nalegają jednak na publikację pełnego tekstu raportu licząc, że jego treść i tak może spowodować kompromitację Trumpa.

Komisja Muellera to kolejne już śledztwo w sprawie współpracy Trumpa z Rosjanami, które pokazało niewinność prezydenta. Demokraci nie składają jednak broni. Przeciwko Trumpowi i jego ludziom toczy się kilka kolejnych śledztw a treść raportu zapewne spowoduje kolejne postępowania.

Z drugiej strony barykady coraz głośniej słychać jednak o tym, że amerykański wymiar sprawiedliwości powinien zająć się samym faktem, że taka komisja powstała. Jej początek związany jest bowiem z wieloma skandalami, które do dzisiaj nie zostały wyjaśnione, jak np. oparcie jej prac na „rosyjskiej teczce” za której powstanie zapłacili Demokraci, SMSach o „polisie ubezpieczeniowej” na wypadek zwycięstwa Trumpa czy nadużyciach przy składaniu próśb o inwigilację ludzi Trumpa.

Źródło: Autor: Wiktor Młynarz
Fot.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij