Świat

Doradca Trumpa: “USA mają obowiązek chronić Amerykanów w Wenezueli. Wszystkie opcje są nadal w grze, łącznie z interwencją zbrojną”

John Bolton, doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa, udzielił wywiadu radiu Sirius XM. Stwierdził w nim, że w wypadku kryzysu w Wenezueli wszystkie opcje są nadal w grze, łącznie z interwencją zbrojną. Przypomniał również o amerykańskiej diasporze w tym państwie, którą USA jest zobowiązane chronić.

„Prezydent Trump osobiście wyrażał się wielokrotne o tym w jasny sposób kiedy mówił, że wszystkie opcje są na stole” – powiedział dziennikarzowi Alexowi Marlowowi – „Myślę, że ludzie mszą zrozumieć i uwierzyć, że jest w tym temacie bardzo poważny”.Bolton przypomniał również, że na terenie Wenezueli żyje od 40 do 50 tysięcy obywateli USA. „Rząd Stanów Zjednoczonych nie ma ma ważniejszych obowiązków poza granicami niż obrona własnych obywateli przed zastraszaniem i przemocą”.

Dotychczas USA próbowały zmusić socjalistyczny reżym Maduro do oddania władzy przy pomocy sankcji gospodarczych i działalności dyplomatycznej. Nie widać jednak, aby przynosiło to wymierne skutki. Interwencja wojskowa zdaniem ekspertów byłaby jednak bardzo trudna. Wenezuela jest zamieszkiwana przez 33 miliony osób i ma dwa razy większe terytorium niż Irak. Jej siły zbrojne liczą 160 tysięcy osób.

Większym problemem od regularnej armii są jednak tzw. colectivos, czyli lewicowe organizacje paramilitarne współpracujące z reżymem Maduro. Ich członkowie często są fanatycznymi socjalistami i mogliby długo prowadzić działania partyzanckie. Równie problematyczni są członkowie kolumbijskiej lewicowej organizacji terrorystycznej FARC. Po ogłoszeniu traktatu pokojowego kończącego w 2016 roku wojnę domową w Kolumbii wielu członków FARC wyemigrowało do pogrążonej w kryzysie Wenezueli aby zająć się tam działalnością przestępczą. W razie interwencji mogliby walczyć po stronie socjalistycznego rządu z którym, według wielu ekspertów, już teraz współpracują. Oznacza to, że interwencja w Wenezueli mogłaby zmienić się w kolejny długi konflikt asymetryczny na wzór Wietnamu czy Afganistanu.

Interwencja zbrojna zaostrzyłaby również i tak napięte stosunki z Rosją. Państwo Putina jest jednym z niewielu – obok m.in. Chin, Kuby i Turcji – sojuszników Maduro. Dwa dni temu specjalny wysłannik Trumpa ds. Wenezueli Elliott Abrams spotkał się z wiceministrem Spraw Zagranicznych FR Sergiejem Rjabkowem. Po spotkaniu Rjabkow powiedział agencji RIA Nowosti, że ostrzegł swojego amerykańskiego odpowiednika przed interwencją zbrojną. „Ostrzegliśmy USA przeciwko takiemu niebezpiecznemu podejściu” – powiedział.

Zdaniem Boltona wpływ na zainteresowanie obcych państw Wenezuelą mają ich ogromne rezerwy ropy. Z tego powodu reżym Maduro wspiera np. Kuba, która otrzymuje od nich ropę po cenach dużo niższych niż rynkowe. Chcą je kontrolować również Chiny, które próbują przejąć kontrolę ekonomiczną nad Wenezuelą poprzez dawanie nisko oprocentowanych pożyczek. Rosja natomiast nawiązała z Wenezuelą współpracę wojskową. Zdaniem Boltona stanowi to naruszenie tzw. Doktryny Monroe’a czyli obowiązującego w amerykańskiej polityce zagranicznej przekonania, że żadna siła polityczna z drugiej półkuli nie powinna wpływać na to, co dzieje się w strefie oddziaływania USA. „Naszym celem jest zapewnienie, że te obce wpływy nie przejmą kontroli nad Wenezuelą, co zaszkodziłoby USA i naszym interesom na naszej półkuli” – powiedział – „Chcielibyśmy aby mieszkańcy Wenezueli mogli tutaj sami podejmować decyzję, a nie przez rząd kontrolowany przez kubańskich przedstawicieli Rosji, nie przez dyplomację kredytową Chin próbujących kontrolować państwa na całym świecie i przejąć ich złoża ropy”.

Wiktor Młynarz

Źródło: Autor:
Fot.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij