Gospodarka

Nowa umowa między Meksykiem, Kanadą i USA. Czym USMCA różni się od NAFTA?

Biały Dom ogłosił, że udało mu się dojść do porozumienia z Kanadą. Tym samym umowa handlowa NAFTA  będzie obowiązywała nadal, chociaż Biały Dom zastrzega się, że nowa umowa nie ma nic wspólnego z jej poprzednią wersją.

Północnoamerykański Układ Wolnego Handlu (NAFTA), znoszący większość barier handlowych pomiędzy USA, Meksykiem i Kanadą, wszedł w życie w 1994 roku. Donald Trump krytykował go od dawna twierdząc, że USA zostały potraktowane w nim niesprawiedliwie. Już w trakcie kampanii wyborczej obiecywał, że albo NAFTA zostanie renegocjowana albo całkowicie wycofa z niej USA.
Negocjacje nad nową umową zaczęły się ponad rok temu. Najpierw udało się dojść do porozumienia z Meksykiem. Pod koniec zeszłego miesiąca Trump ogłosił, że oba państwa doszły do porozumienia w kwestii handlu. Wtedy los porozumienia z Kanadą nie był jeszcze jasny – wiele osób podejrzewało, że prezydent będzie chciał zastąpić trilateralną NAFTA osobnymi umowami z sąsiadami. W niedzielę wieczorem ogłoszono jednak, że negocjacje z Kanadą dobiegły końca i starą umowę zastąpi wkrótce nowa.

USMCA, nazwana tak od państw, które są jej sygnatariuszami (United States Mexico Canada Agreement) zachowuje większość postanowień NAFTA. Pomimo ewidentnej zbieżności z poprzednią umową Trump upiera się, że USMCA jest czymś całkiem innym. „To nie jest kolejna wersja NAFTA. To całkiem nowa umowa” – powiedział podczas konferencji prasowej – „To historyczna wiadomość dla naszego narodu i całego świata”. Zrozumiałe, łatwiej będzie „sprzedać” swojemu elektoratowi to, że udało mu się wywalczyć całkiem nową, opłacalną umowę niż to, że nowa umowa to nieco lepsza wersja starej.

Czym USMCA różni się od NAFTA?

Nowa umowa liczy tysiące stron dokumentów, pogrupowanych w 34 tomy. Z racji samych jej rozmiarów na bardziej dokładne analizy przyjdzie jeszcze trochę poczekać. Wiadomo już jednak o kilku ciekawych zmianach. Najważniejszą jest kwestia przemysłu samochodowego. Według nowej umowy  aż 75% części w samochodzie ma być wyprodukowane w państwach USMCA, dla porównania NAFTA wymagała 62,5%. Ma to powstrzymać producentów przed produkowaniem części w innych państwach, gdzie koszty produkcji są niższe, i montowania z nich gotowych samochodów w Ameryce Północnej. Jeżeli ¾ części danego samochodu nie zostanie wyprodukowane w USA, Meksyku lub Kanadzie, to producent tego auta będzie musiał płacić cło tak, jakby jego produkt został zmontowany poza granicami państw USMCA.

Drugą istotną zmianą jest wprowadzenie zapisu o płacy minimalnej. 40% samochodu w świetle nowych zapisów musi być wykonane przez robotników zarabiających więcej niż 16$ za godzinę. Innymi słowy – przez robotników z USA lub Kanady, gdzie średnia płaca w przemyśle samochodowym wynosi ok. 20 dolarów. Ma to zniechęcić producentów do przenoszenia całości produkcji do Meksyku. Obecnie jest to bardzo opłacalne rozwiązanie – pracownicy meksykańskich fabryk zarabiają średnio od 4 do 8 dolarów za godzinę, co pozwala producentom znacząco obniżyć koszty produkcji samochodów.

Nowa umowa na pewno uspokoi nastroje w Kanadzie. Północny sąsiad USA ma relatywnie duży przemysł samochodowy, a większa część ich produkcji eksportowana jest na południe. Administracja Trumpa od dawna groziła kanadzie nałożeniem ceł na produkowane przez nich samochody, co spowodowałoby ogromny kryzys w kanadyjskim przemyśle. W świetle nowej umowy taki ruch nie będzie jednak możliwy, dzięki czemu właściciele kanadyjskich fabryk samochodów po raz pierwszy od dawna mogą spać spokojnie.

Trudeau znowu podpadł farmerom

Kanada poszła natomiast na kolejne ustępstwa jeśli chodzi o swój rynek produktów z nabiału. Rynek produktów mlecznych w Kanadzie jest bardzo silnie kontrolowany przez rząd, co zapewnia większe zyski tamtejszym farmerom za cenę drogiego nabiału w sklepach. Kanadyjczycy dbają również o to, żeby na półkach sklepowych nie pojawiało się zbyt wiele tańszego amerykańskiego mleka czy sera, przez co amerykańscy producenci muszą ustalać takie ceny swoich produktów, że trudno im konkurować z kanadyjskimi odpowiednikami. USMCA zwiększy limity importu dla amerykańskiego nabiału a także mięsa drobiowego i ograniczy regulacje ich cen.

Wielkim zwycięstwem Kanady okazała się za to kwestia mechanizmów kontrolnych. USMCA likwiduje bowiem tzw. mechanizm ISDS, dzięki któremu korporacje mogły pozywać do sądu rządy państw jeżeli przez ich politykę traciły potencjalne przyszłe zyski. Wobec rządu Kanady użyto tego mechanizmu w okresie obowiązywania NAFTA aż 41 razy – dla porównania Meksyk miał 23 takie sprawy a USA 21. Na miejscu za to pozostał mechanizm arbitrażu zewnętrznego w wypadku sprzeczki pomiędzy poszczególnymi rządami. Chcieli się go pozbyć Amerykanie uważający, że ogranicza ich niezależność, ale Kanada i Meksyk wprost twierdziły, że nie ufają Trumpowi aż tak mocno żeby zrezygnować z potencjalnego arbitrażu.

USMCA nie potrwa wiecznie

Nowa umowa ma również tzw. zachód słońca. Będzie obowiązywać szesnaście lat od daty wprowadzenia jej w życie. Po sześciu latach negocjatorzy ponownie usiądą do stołu aby poprawić ewentualne błędy umowy które mogą wyjść w praniu i ewentualnie zgodzić się na jej przedłużenie. NAFTA nie miała takiego limitu i jeżeli nie Trump, to obowiązywałaby nadal. Amerykanie poszli tutaj na pewien kompromis – początkowo nalegali aby USMCA obowiązywała jedynie pięć lat.

Ostatnie tygodnie negocjacji były bardzo ciężkie gdyż negocjatorzy nie mieli zbyt wiele czasu. Ostateczne podpisanie umowy potrwa bowiem ok. dwa miesiące. Oznacza to, że zdąży ją podpisać obecny prezydent Meksyku Enrique Pena Nieto, który na początku grudnia kończy swoją kadencję. Jego następca, lewicowy populista Andres Manuel Lopez Obrador mógłby nie podpisać tej umowy chociażby z powodu skrajnej niechęci do Trumpa i USA.

Cła na stal zostają. Na razie.

Największą niespodzianką jest jednak to, że nowa umowa nie znosi ceł na aluminium i stal które nałożył Trump, co było istotną kwestią dla Kanady i Meksyku. Kwestia ceł zapewne będzie załatwiona osobną umową, która zostanie być może podpisana zanim USMCA wejdzie w życie, ale Donald Trump niemal otwarcie zasugerował, że będzie chciał bronić amerykański przemysł i że powrót do ante bellum nie wchodzi w grę. Najprawdopodobniej USA zgodzą się najwyżej na zniesienie ceł na import stali na pewną jej ilość – jeżeli Kanada czy Meksyk będą chcieli eksportować więcej niż narzucony przez USA limit to będą musiały płacić cła.

Nowa umowa musi być jeszcze potwierdzona przez Kongres. Może to okazać się nieco problematyczne po wyborach jeżeli Demokratom uda się uzyskać większość w którejś z Izb. Obiektywnie USA zyskały na nowej wersji umowy, nawet jeśli nie tak bardzo jak chwali się Trump, ale dotychczasowa praktyka każe przypuszczać, że dla Demokratów może to nie mieć znaczenia i mogą uwalić tą umowę tylko po to żeby mu zaszkodzić.

Największą zaletą USMCA jest jednak nie to, co się w niej znajduje, a to, że kończy okres niepewności pomiędzy sąsiadami. Nie ma nic gorszego dla biznesu niż niepewność – nikt nie będzie inwestował gdy tuż za horyzontem może czaić się wojna handlowa. Wynegocjowanie USMCA oznacza, że państwa doszły do porozumienia i co najmniej kilka lat stosunki handlowe pomiędzy nimi będą stabilne. Biorąc pod uwagę, że mowa o jednym z największych i najważniejszych rynków na świecie nie ma wiele przesady w słowach Trumpa, że to historyczna chwila.

Źródło: Stefczyk.info Autor: Wiktor Młynarz
Fot.

Ankieta

Zakaz handlu w niedzielę to Twoim zdaniem:

Ładowanie ... Ładowanie ...

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij