Kraj

GRU nie wybacza. Wiemy już jak chcieli zabić Skripala!

Brytyjska policja ujawniła wczoraj nazwiska – raczej na pewno fałszywe – i zdjęcia dwóch Rosjan, którzy mieli dokonać zamachu na Skripala. Ujawnili też na tyle szczegółów, że można dzisiaj już zrekonstruować wydarzenia tamtego dnia. 

Zabójcy latają Aeroflotem

2 marca na ośnieżonym pasie lotniska Gatwick wylądował samolot rosyjskiego narodowego przewoźnika Aeroflot. Wśród wysiadających pasażerów znalazło się dwóch około czterdziestoletnich mężczyzn, którzy wylegitymowali się paszportami na nazwiska Aleksander Petrow i Rusłan Boszyrow. Nie zwrócili niczyjej uwagi – paszporty były albo oryginalne albo tak dobrze podrobione, że żaden z pracowników lotniska nie zorientował się, że coś jest nie tak. Nikt też nie zwrócił uwagi na małą buteleczkę francuskich perfum Nina Rici Premier Jour. 

Tego samego dnia obaj mężczyźni zameldowali się w tanim hotelu we wschodnim Londynie. Dzień później obaj złapali pociąg do Salisbury. Spędzili tam dwie godziny, najprawdopodobniej dokonując rozpoznania. 4 marca po raz kolejny wsiedli do pociągu, który odjeżdżał z Waterloo i kwadrans przed południem dotarli do Salisbury. Następnie przeszli około półtorej kilometra na Christie Miller Road, gdzie Sergiej Skripal mieszkał w nierzucającym się w oczy domu-bliźniaku. Po dotarciu na miejsce jeden z mężczyzn wyjął z plecaka buteleczkę perfum i zaczął smarować nią klamkę jego drzwi. 

To nie były zwykłe perfumy, które można kupić w każdym sklepie z perfumami. Buteleczka została zrobiona na zamówienie i chociaż przypominała oryginał, to była całkowicie szczelna. Nic w tym dziwnego – w środku bowiem znajdowały się nie francuskie perfumy, a nowiczok – śmiertelnie groźna substancja opracowana przez radziecki wywiad. 

Tajemnicza substancja z Zimnej Wojny

Nowiczok (ros. Początkujący) to grupa substancji paralityczno-drgawkowych opracowanych w ZSRR w latach siedemdziesiątych. Kontakt z nimi powoduje wiele nieprzyjemnych konsekwencji, jak trudności z oddychaniem, skurcze, drgawki, potworny ból głowy, a w końcu śmierć. Świat dowiedział się o nich w 1992 roku, z artykułu dwóch rosyjskich chemików opublikowanym w Moskiewskich Nowościach, jednak wiele aspektów tej substancji nadal jest tajemnicą. 

Po wysmarowaniu nowi czokiem klamki domu Skripala obaj mężczyźni wrócili na stację kolejową a następnie do hotelu. Tego samego dnia byli już w drodze do domu. Po drodze jeden z nich wrzucił buteleczkę do kontenera na ciuchy dla biednych. Pod koniec  czerwca szukając czegokolwiek przydatnego lub nadającego się na sprzedaż znalazł ją bezdomny Charlie Rowley. Myśląc, że w środku są perfumy, dał ją swojej dziewczynie, Dawn Sturgess. Obydwoje trafili do szpitala, a Dawn nie odzyskała nigdy przytomności i po tygodniu lekarze zadecydowali o zakończeniu podtrzymywania jej życia. 
 
Już w marcu Wielka Brytania ogłosiła, że za atakiem na Skripala stoi rosyjski wywiad. Było to oczywiste. Skripal zdradził i sypał swoich, za co trafił do rosyjskiej kolonii karnej. Udało mu się z niej wyjść dzięki wymianie na innego rosyjskiego szpiega, którego złapali Anglicy. Ale GRU nie wybacza zdrady. Rosjanie nie próbowali zresztą ukrywać za bardzo, że to oni. Wyszkoleni mordercy z GRU zapewne znali wiele sposobów na to jak zabić Skripala dyskretnie, ale użycie radzieckiego środka chemicznego jasno pokazywało, kto stoi za tym – na szczęście nieudanym – morderstwem. 

W ojczyźnie Orwella nic się nie ukryje

Rosjanie nie wzięli jednak jednego pod uwagę. Brytyjczycy kochają kamery bezpieczeństwa. Na tyle mocno, że dzisiaj nikt już nawet nie wie, ile ich faktycznie zainstalowano, a znalezienie fragmentu ulicy który nie jest monitorowany jest niemal niemożliwe. 

Brytyjska policja nie miała zamiaru bawić się w wyrafinowane śledztwo. Zamiast tego stworzyli listę obywateli rosyjskich, którzy pojawili się w Anglii w okolicach 4 marca. Po uzyskaniu ich zdjęć z kamer na lotniskach zaczęli oglądać nagrania z Salisbury –  łącznie ponad 1300 godzin filmów – licząc, że uda się któregoś z nich zauważyć w pobliżu miejsca zbrodni. Ta nieco prymitywna metoda przyniosła spodziewane rezultaty. 

Petrow i Boszyrow dali się nagrać przechodząc przed stacją benzynową w okolicy domu Skripala. Mając ich nazwiska policjanci sprawdzili pokój hotelowy w którym byli zameldowani i odnaleźli tam ślady nowi czoka. Oczywiście ich identyfikacja nie oznacza, że staną przed sądem. Szanse na to, że Rosja zgodzi się na ich ekstradycję są tak małe, że nikt nie ma nawet zamiaru wystąpić z oficjalnym wnioskiem. Wystawiono za nimi europejski nakaz aresztowania, więc jedyną szansą jest złapanie ich poza Rosją, ale raczej długo się z niej nie ruszą. Tym bardziej, że szpiedzy, których wygląd jest znany, są dla GRU bezużyteczni. 

Cała sprawa może mieć jednak poważne konsekwencje. Samo oskarżenie Rosjan o ten zamach spowodowało, między innymi, wydalenie 250 rosyjskich dyplomatów. A wtedy nie było innych dowodów niż to, że Rosjanie mieli motyw. Teraz już wiadomo, że faktycznie stali za tym obywatele Rosji, a premier May powiedziała Parlamentowi, że była to akcja GRU którą zaaprobował rosyjski rząd. Kolejne sankcje na Rosję są więc niemal pewne. 

Wiktor Młynarz

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij