Jedynie prawda jest ciekawa

Szczyt V4 m.in. o Nord Stream 2

07.10.2015

Grupa Wyszehradzka zbiera się jutro i pojutrze. Czy prezydent Duda zdoła przywrócić solidarność grupy po jej rozbiciu przez rząd PO-PSL, który ws. Uchodźców zagłosował tak jak chciał Berlin, a nie tak, jak uzgodnił to z państwami V4?

- Szczyt Grupy Wyszehradzkiej to okazja dla prezydenta Andrzeja Dudy do

prezentacji własnego stanowiska w sprawie uchodźców i podniesienia roli V4 w polskiej polityce zagranicznej - uważa dr Piotr Bajda z Zakładu Stosunków Międzynarodowych UKSW.

 

W czwartek i piątek prezydent Andrzej Duda weźmie udział w spotkaniu prezydentów państw Grupy Wyszehradzkiej i prezydent Chorwacji w Balatonfured na Węgrzech.

 

Bajda powiedział, że Andrzej Duda od początku prezydentury wprost wskazywał, że Grupa Wyszehradzka powinna być bezpośrednim zapleczem współpracy regionalnej.

 

- Inaczej V4 definiuje rząd z premier Ewą Kopacz na czele. Z perspektywy rządu, co było deklarowane już przez b. premiera Donalda Tuska i byłego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, ten format nie miał takiego znaczenia, ważniejszy był format współpracy z Berlinem i Paryżem - ocenił.

 

Zdaniem eksperta na spotkaniu prezydent Duda będzie mógł zaznaczyć swoje odmienne od rządowego stanowisko ws. uchodźców na forum UE.

 

- Jeśli chcemy mieć otwartą koncepcję współpracy w ramach Wyszehradu, to postawa Dudy pozwoli nam zachować otwarte drzwi. Głosowanie ws. uchodźców (polski rząd poparł uzgodnienia głosując inaczej niż pozostałe państwa V4 - PAP) postawiło pytanie o przyszłość Grupy Wyszehradzkiej. Jeśli nadal uważamy naszych partnerów za południową granicą za wartych strategicznego podejścia, to ten dialog musi być utrzymany - zaznaczył Bajda.

 

Podkreślił przy tym, że niedługo powstanie dylemat, jak przekonać UE do przedłużenia sankcji wobec Rosji.

 

- Nasze zachowanie podczas głosowania ws. uchodźców może odbić się nam czkawką. Obawiam się, że nasi partnerzy z Grupy Wyszehradzkiej, którzy mają o wiele więcej interesów gospodarczych z Rosją, nie będą nas wspierali, by przedłużyć sankcje wobec Rosji - powiedział.

 

Ocenił też, że obecnie kraje V4 najbardziej dzielą właśnie relacje z Rosją.

 

- Nie jest tak, że którekolwiek z państw V4 jest gotowe czy myślało, by uznać aneksję Krymu, ale rzeczywiście ze względu na relacje gospodarcze, a czasem też polityczne, nasi południowi partnerzy potrafią wejść w rolę adwokata Rosji - to jest dla nas największym wyzwaniem - uważa Bajda.

 

Według niego, jeśli Polska chce odnieść sukces w ramach współpracy w V4, musi być gotowa pokazać swoim partnerom, że jest w stanie zrezygnować z czegoś, by ich wesprzeć.

 

Podkreślił, że do niedawna wspólnym obszarem dyskusji państw V4 były kwestie bezpieczeństwa.

 

- Ale tu w wyniku różnego rodzaju procesów nie bardzo możemy liczyć na wspieranie naszych postulatów odnośnie budowania baz infrastruktury NATO w państwach Europy Środkowej - dodał.

 

Zaznaczył, że mimo różnic nadal są problemy, wokół których V4 może ogniskować współpracę; m.in. kwestia pozycji w UE.

 

- Mamy świadomość, że jesteśmy państwami peryferyjnymi. Jedynie Słowacja jest częścią państw strefy euro. Nasze gospodarki działają na rzecz dużych gospodarek zachodniej Europy. Peryferyjność regionów jest czymś, co wspólnie odczuwamy - ocenił.

 

- Większość inwestycji europejskich miało charakter budowania korytarzy transportowych na linii wschód-zachód, czyli traktowania Europy Środkowej jako obszaru tranzytowego. Na marginesie prowadzone były projekty północ-południe, które nas miałyby połączyć - powiedział.

 

Także Artur Burakowski z Instytutu Studiów Politycznych PAN uważa, że sprawa konfliktu na Ukrainie do pewnego stopnia kraje V4 dzieli.

 

- Węgry, Słowacja i Czechy starają się mieć mniej zaangażowane stanowisko ws. tego konfliktu, a Polska stara się wspierać demokratyczne przemiany na Ukrainie. Są obszary, gdy grupa działa osobno, i razem - dodał.

 

Zwrócił także uwagę na pogorszenie się w ostatnim czasie relacji gospodarza spotkania Węgier z Rumunią na tle kryzysu migracyjnego.

 

- We wrześniu Węgrzy rozpoczęli budowę muru na granicy z Rumunią, co zostało bardzo źle odebrane przez Bukareszt - dodał.

 

- Argumentem wspólnym Polski, Czech i Słowacji przeciwko gazociągowi Nord

Stream 2 mogą być straty z opłat tranzytowych; jednak dla Polski sprzeciw wobec gazociągu to bardziej kwestia polityczna niż gospodarcza - uważa z kolei Zuzanna Nowak z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

 

Ekspertka ocenia, że współpraca energetyczna Węgier i Rosji może stanąć na przeszkodzie jednolitemu stanowisku Grupy Wyszehradzkiej wobec budowy gazociągu Nord Stream 2.

 

Nowak podkreśla, że w globalnym interesie UE powinno być zapewnianie jak największej liczby gazociągów, dywersyfikacja dróg i dostawców. Zaznacza, że projekt Nord Stream 2 budzi kontrowersje, gdyż Komisja Europejska w kwestii przesyłu gazu z Rosji zdecydowanie chce podtrzymać rolę Ukrainy jako państwa tranzytowego. Tymczasem - jak zaznacza ekspertka - za sprawą działań Rosji Ukraina jako kraj tranzytu staje się niepewna.

 

Według Nowak, argumentem prezydenta Dudy ws. gazociągu Nord Stream 2 jest europejska solidarność. Ekspertka podkreśla, że Polska kończy budowę terminalu gazowego w Świnoujściu, ma własne wydobycia, a także możliwość przesyłu rewersowego gazu np. z Niemiec. Dlatego sprzeciw wobec Nord Stream 2 jest bardziej kwestią polityczną niż gospodarczą.

 

Zdaniem ekspertki w przypadku zbudowania gazociągu Nord Stream 2 gospodarczo Polska mogłaby ewentualnie stracić na opłatach tranzytowych setki mln zł.

 

- Z punktu widzenia finansowego Polski ważne są opłaty tranzytowe, jakie pobieramy za przesył gazu ze Wschodu na Zachód - powiedziała.

 

W ocenie Nowak, to może łączyć polskie stanowisko ze słowackim i czeskim.

 

- Z tego, co mówią Słowacy, wynika, że martwią się przede wszystkim o rozwój gospodarczy swojego kraju - podkreśla ekspertka. Jak dodaje, budowa Nord Stream 2 dla Słowacji oznaczałaby m.in. obniżenie dochodów z tranzytu gazu, konieczność dostosowania systemu energetycznego do pobierania gazu z innego źródła, a więc koszty liczone w milionach dolarów.

 

Ekspertka przypomina, że Słowacja początkowo mówiła, że zawetuje sankcje wobec Rosji, jeśli zagrożą rozwojowi gospodarczemu kraju.

 

Nowak ocenia, że w przypadku Czech sytuacja jest podobna. Jak mówi, b. czeski premier Mirek Topolanek uważa, że budowa Nord Stream 2 jest zagrożeniem dla Unii Europejskiej, może prowadzić do opóźnienia lub niezrealizowania pomysłu budowy korytarza UE Północ-Południe, zagrozić inwestycjom.

 

- Zagrożona byłaby Europa Południowa, bo oznaczałoby to przyhamowanie rozwoju projektu dawnego South Streamu - obecnie „Tureckiego Potoku”, który co prawda też nie jest najlepszy do UE, ale przynajmniej dostarczałby gaz do południowych krajów Europy - zaznacza Nowak.

 

Inicjatywie wspólnego stanowiska V4 może - zdaniem Nowak - zaszkodzić współpraca gospodarcza prezydenta Rosji i Węgier. Jak ocenia ekspertka, trudno znaleźć argument ważny i decydujący dla Węgier, aby ten kraj sprzeciwił się budowie gazociągu.

 

- Węgry są tu najsłabszym ogniwem - mówi.

 

Według ekspertki Polska jako kraj członkowski UE może oczywiście nawoływać do odejścia od pomysłu budowy Nord Stream 2, jednak przede wszystkim powinniśmy koncentrować się na budowie własnego bezpieczeństwa energetycznego, a nie działaniach przeciwko komuś. 

 

Nowak podkreśla, że jest rozdźwięk w UE dotyczący rozumienia bezpieczeństwa energetycznego. Według niej starania Polski dotyczące dywersyfikacji dostaw energii nie pokrywają się z dążeniami krajów Zachodu.

 

- W miksie energetycznym Wielkiej Brytanii i Holandii gaz rosyjski stanowi malutki ułamek

lub nie ma go w ogóle. To co dla nas stanowi dywersyfikację, czyli zmniejszenie udziału rosyjskiego gazu w miksie energetycznym, dla tamtych krajów oznacza, że wręcz powinni z rosyjskiego gazu korzystać - dodaje.

 

Jak ocenia, Polska nie ma "twardych argumentów" przeciwko budowie Nord Stream 2, gdyż nie będzie przechodził przez polskie wody terytorialne, a argumenty środowiskowe nie pomogły w przypadku budowy pierwszej nitki gazociągu.

 

Na początku września przedstawiciele Gazpromu, niemieckich firm E.On i BASF-Wintershall, brytyjsko-holenderskiego Royal Dutch Shell, austriackiego OMV i francuskiego Engie (dawniej GdF Suez) podpisali prawnie obowiązujące porozumienie akcjonariuszy w sprawie budowy Nord Stream 2, nowej dwunitkowej magistrali gazowej o przepustowości 55 mld metrów sześciennych surowca rocznie z Rosji do Niemiec przez Morze Bałtyckie.

PAP

[FOTO: gazprom-germania.de]

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook