Jedynie prawda jest ciekawa

Schulz: Przyjęcie 500 tys. uchodźców to nie problem

20.09.2015

Zaskakujący był wywiad, jakiego Polsat News udzielił szef PE, Martin Schulz. Rozmowa pełna była fragmentów narracji typowej dla lewicowej Europy, ale przekaz Schulza przeplatany był wątkami racjonalnej oceny sytuacji…

Zaskakująco było od początku. Martin Schulz przyznał, że zdziwiła go reakcja na jego słowa dotyczące solidarności europejskiej ws. imigrantów. Szef PE przyznał, że został źle zrozumiany, a burzę w tej sprawie uznał za przejaw… kampanii wyborczej w Polsce.

- Byłem zaskoczony taką reakcją, ponieważ nigdy nie użyłem takich słów. Być może wkradł się jakiś błąd do tłumaczenia. Mówiłem, że powinniśmy szukać wspólnego rozwiązania i mocno zaangażować się w znalezienie rozwiązania dobrego dla całej Wspólnoty. Nigdy nie mówiłem, że jedno czy drugie państwo powinno zostać do czegoś zmuszone. Jednak wiem, że w Polsce trwa kampania wyborcza i są tacy w Polsce, którzy mają interes w tym, by interpretować moje słowa na własny użytek, choć ja takich słów nigdy nie użyłem - tłumaczył Schulz. Jak widać szef PE uznaje siebie za ofiarę polskiej kampanii wyborczej. Doprawdy wyborne…

Schulz pytany, czy kraje unijne, które sprzeciwiają się kwotowaniu uchodźców mogą zostać przegłosowane, przyznał, że teoretycznie jest taka możliwość, choć on nie wyobraża sobie przymuszania kogokolwiek w tej sprawie.

- Teoretycznie w sprawie imigrantów kraje sprzeciwiające się narzuconym kwotom mogą zostać przegłosowane. Teoretycznie można w tej sprawie głosować, ale wolałbym znaleźć w inny sposób rozwiązanie. Powinniśmy próbować uniknąć sytuacji, gdy jedno państwo będzie głosowało przeciwko drugiemu. Dlatego chcemy znaleźć rozwiązanie, które zaakceptują wszyscy. Proponuję, by znaleźć rozwiązanie, które poprą również kraje, które mówią, że nie są w stanie przyjąć obecnie uchodźców. Może zmienią zdanie później, może wcale. Jednak za nich na pewno nikt nie będzie podejmować takiej decyzji - zapewniał Schulz.

Na pytanie, czy błędem nie było stanowisko UE wobec Syrii, czy sytuacji w takich krajach jak Libia, Irak, czy kraje arabskiej wiosny szef PE sugerował, że instytucje unijne mają zbyt mało do powiedzenia.

- Sekretarz ONZ mówił, że migracja to globalny problem, widoczny na całym świecie, nie tylko w Europie. Jeśli to globalny fenomen, to trudno znaleźć dla niego rozwiązania na poziomie narodowym. Ani Niemcy, ani Polska, ani żaden inny kraj nie rozwiąże tej sprawy samodzielnie. Dlatego apeluję o wspólne rozwiązanie. Rzeczywiście u źródeł tego kryzysu są upadłe państwa, wojny domowe, katastrofy głodu i terroryzm. I zawsze pytamy, co Europa robi w tej sprawie. A ja pytam, kto to jest Europa? PE kilkakrotnie głosował a KE przygotowywała propozycje działania. Unijne instytucje mają długą listę propozycji działań, jakie Unia mogłaby podjąć w sprawie imigracji, ochrony ludności zagrożonej wojnami itd. Jednak kraje członkowskie UE nie dbały do tej pory o to, by uchodźców zatrzymać w krajach Bliskiego Wschodu. Jeśli mówimy o Europie musimy wskazać, o kim dokładnie mówimy. Juncker zgłosił wiele propozycji, Tusk zgłosił wiele propozycji, ale kto decyduje o wprowadzeniu ich w życie? Angela Merkel, Ewa Kopacz, Francios Hollande itd. Jeśli mówimy o Europie, to zadajmy pytania rządom państw członkowskich - mówił szef PE, jakby tłumacząc się z tego, że UE nie działa aktywnie. Swoją drogą ciekawe, że przyznał, że cała Unia jest fasadą, a decydujące znaczenie mają i tak państwa narodowe. Niby oczywiste, ale w ustach radykalnie lewicowego polityka i ideologa zjednoczonej Europy brzmi zaskakująco.

Schulz słusznie wskazał na błędy Zachodu w takich krajach jak Libia czy Irak. Dodał, że nie było pomysłu, jak państwa te powinny być zarządzane po usunięciu z nich dyktatury.

- Jeśli doprowadzasz do upadku dyktatora, jak było w przypadku Kaddafiego i nie masz demokratycznych władz, które mogłyby go zastąpić, to pojawia się wielki problem. Czy ci, którzy zdecydowali się na militarną interwencję w Iraku i pozbycie się Saddama Husajna, czy zadbali o demokratyczny rząd, który mógłby go zastąpić? Należę do tych, którzy od początku uznawali misję w Iraku za błąd. W takich przypadkach trzeba mieć przygotowany nowy rząd -  tłumaczy.

I płynnie przeszedł do sprawy imigrantów.

- Należy przyjmować uchodźców, ponieważ tylko oni w przyszłości mogą budować demokratyczne rządy w swoich krajach - uważa Schulz.

Pytany, jak wyjaśnić obywatelom, że powinniśmy przyjmować imigrantów, szef PE przedstawił zaskakujące stanowisko, uznając, że 500 tys. imigrantów to dla UE żaden problem.

- Jeśli jednak obywatel pyta „dlaczego ja”, to ja odpowiem liczbą: ponieważ Unia Europejska ma ponad 500 mln mieszkańców w 28 krajach. Jeśli mam rozmieścić 500 tys. uchodźców to naprawdę nie jest problem. To nie problem, to jest jak najbardziej wykonalne. Jeśli rozmieści się tych ludzi tylko w kilku krajach, to dla tych państw stwarzają oni problem. Żaden mur, żadna kurtyna nie powstrzyma ludzi uciekających przed Państwem Islamskim. Oni uciekają przed ludźmi, którzy nie tylko niszczą historyczne budowle, ale zabijają wszystkich, którzy stają im na drodze, którzy z dzieci i kobiet robią niewolników. Musimy imigrantów zatrzymać jak najbliżej ich kraju, i musimy wspomóc takie kraje jak Syria i Irak. Za pomocą pieniędzy, musimy sprawdzić skąd pieniądze ma Państwo Islamskie, kto kupuje od nich ropę, jak ich odciąć od finansowania, jak uniemożliwić im zakup broni - pytał szef PE.

Zaznaczył jednak, że „rosyjskie wojsko nie jest ani rozwiązaniem ani problemem”.

- Problemem jest Państwo Islamskie oraz pan Asad. Problem Syrii to problem Niemiec, waszego kraju, całej UE. Nie ma na razie pomysłu, co zrobić z Asadem, ale i nie ma pomysłu, co zrobić bez Asada. I tu Rosjanie mogą być przydatni, by znaleźć to rozwiązanie - uznał szef PE. Czyżby znów rysowała się wizja silnej współpracy Europy Zachodniej i Rosji?

W ocenie Schulza rozwiązaniem nie jest zmuszanie krajów do płacenia, jeśli nie będą one chciały przyjąć migrantów u siebie.

- Nie jest rozwiązaniem, by płacić za nieprzyjmowanie uchodźców. To nie jest dobre rozwiązanie. Spróbujmy mimo wszystko znaleźć wspólne rozwiązanie. Jeśli kraje, jak Polska, która w moich oczach jest jednym z najbardziej dynamicznych i zmodernizowanych krajów w UE, twierdzi, że to jest dla niej za dużo, to ma mogę tylko skomentować, ale muszę to przyjąć jako decyzje polskiego rządu. I tyle - zaznaczał.

W pewnym momencie programu Schulz podniósł głos i przekonywał, że dziś czas nie na pytania teoretyczne, ale na pytania o konkretne rozwiązania i pomysły.

- Nie czas na debaty teoretyczne, ci ludzie już tu są. Dziś nie można pytać, czy sobie poradzimy. Trzeba mówić, jak sobie z nimi poradzić. Trzeba im zapewnić mieszkania, w których będą mogli żyć. Po drugie dzieci muszą chodzić do szkoły. To bardzo ważne dla ich integracji. Musimy stworzyć kryteria, które pozwolą nam ocenić kto jest uchodźcą politycznym, kto chce tu zostać czasowo, a kto jest imigrantem. PE od 20 lat chce wprowadzić takie regulacje, które odróżnią imigrantów zarobkowych od uchodźców politycznych. Musimy jak najszybciej to opracować, byśmy wiedzieli, kto w Europie jest uchodźcą a kto nie, kto musi być odesłany do swojego kraju. To bardzo ważne, np. dla młodych mężczyzn z Kosowa czy Albanii, którzy przyjeżdżają do Niemiec i którzy nie są uchodźcami. Oni powinni swoja energie spożytkować w swoich krajach. Tych regulacji potrzebujemy pilnie - przekonywał Schulz.

I dodał naiwnie, że „nie powinniśmy wierzyć, że to Europa zachęca swoimi słowami tych ludzi do przyjazdu”.

- Ci ludzie już tu są. Stoimy przed wyborem, możemy ich z powrotem odesłać, jak robią Węgrzy, alb ich przyjąć i rozróżnić, kto jest imigrantem zarobkowym, kto szuka tymczasowego schronienia, a kto jest uchodźcą politycznym. To musimy zrobić - uważa szef PE.

Kolejny raz pytany o stanowisko Polski ws. imigrantów przyznał, że nie chce nikomu niczego narzucać.

- Liczby są na stole, rządy powinny negocjować między sobą. Jeśli jakiś rząd uznaje, że nie może uczestniczyć w tym podziale, że 12 tysięcy to za dużo, to co ja mogę powiedzieć? To decyzja, która musi zapaść w Warszawie. I nie będę tego komentował. Moje rekomendacje są znane, jestem za sprawiedliwym podziałem uchodźców między wszystkie kraje - tłumaczył.

I dodał, że po reakcji na jego słowa dot. solidarności unijnej nie zamierza nikogo do niczego zmuszać.

- Zostałem zupełnie źle zrozumiany i wpisany w polską kampanię wyborczą. Nie będę się mieszał w tę kampanię. Decyzje należą do polskiego rządu i parlamentu. Jeśli uważacie, że 12 tys. to za dużo… - kwitował Schulz.

I tę jego deklarację należy zapamiętać. I w stosownym momencie przypomnieć na forum Unii Europejskiej. Ale czy rząd PO-PSL się na to zdobędzie…

wrp/wPolityce.pl

[Fot. wPolityce.pl/Polsat News]

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook