Jedynie prawda jest ciekawa

Rosyjski problem na Łotwie

17.02.2012

Na Łotwie odbędzie się w sobotę referendum ws. języka rosyjskiego jako drugiego państwowego. Referendum zwołano po tym, jak zrzeszające Rosjan stowarzyszenie "O Język Ojczysty" (ros. Za Rodnoj Jazyk) zebrało na rzecz tych postulatów wystarczającą liczbę głosów (187 tysięcy, czyli ponad 12 proc. osób uprawnionych do głosowania; zgłoszenie obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej wymaga co najmniej 10 proc.).

Choć sondaże opinii publicznej wskazują, że poprawki nie będą przyjęte, a w sukces referendum wątpią nawet jego inicjatorzy, to głosowanie budzi znaczne emocje, a w jego sprawie wypowiedzieli się wszyscy czołowi politycy.

Odpowiedź "za" w referendum oznaczać będzie zgodę na zapis w konstytucji, że "językiem państwowym w Republice Łotwy są łotewski i rosyjski"; na to, by w przysiędze deputowanych do Sejmu znalazły się słowa o umacnianiu obu języków państwowych oraz na brak warunku w konstytucji, że językiem pracy Sejmu jest język łotewski. Będzie też oznaczać zgodę na to, by językami roboczymi samorządów były łotewski i rosyjski oraz na to, że w organach państwowych i samorządowych każdy ma prawo do otrzymania odpowiedzi w językach łotewskim i rosyjskim.

Odpowiedź "przeciw" będzie oznaczała odrzucenie poprawek, i wówczas w artykułach pozostanie zapis jedynie o języku łotewskim (bez rosyjskiego) oraz warunek, że językiem pracy Sejmu jest łotewski. By poprawki zostały przyjęte, musi je poprzeć co najmniej 771 350 osób, czyli 50 proc. uprawnionych do głosowania w ostatnich wyborach do Sejmu.

Zwolennikami głosowania "za" w referendum są politycy Centrum Zgody, partii popieranej przez rosyjskojęzycznych, stanowiących około 35 proc. ogółu, mieszkańców Łotwy. Nils Usakovs, pierwszy w niepodległej Łotwie naturalizowany Rosjanin na stanowisku mera Rygi, oświadczył, że ważne jest, by zademonstrować za pośrednictwem referendum, jak wielu ludzi jest niezadowolonych z "polityki etnicznej" władz łotewskich.

Zdaniem części obserwatorów, inicjatywa referendum była reakcją na nieprzyjęcie Centrum Zgody do koalicji rządowej po wyborach parlamentarnych we wrześniu zeszłego roku, choć to właśnie ta partia wygrała wybory.  Mimo oczekiwań ludności rosyjskojęzycznej, partia po raz kolejny nie została dopuszczona do współrządzenia krajem. Ośrodek analityczny Stratfor zauważył, że sama akcja zbierania podpisów pod inicjatywą referendum stała się sukcesem, bo zwiększyła presję na słabą koalicję utworzoną w parlamencie po to, by wykluczyć z rządu Centrum Zgody.

Do głosowania na "nie" wzywają pozostałe partie w Sejmie. Przeciwko poprawkom wypowiedzieli się urzędujący prezydent Andris Berzins i dwójka byłych prezydentów: Valdis Zatlers i Vaira Vike-Freiberga, a także, m.in. grupa byłych wojskowych, w tym były szef sił zbrojnych oraz biskupi katoliccy.

Zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy języka rosyjskiego jako państwowego przyznają, że na Łotwie istnieje realna dwujęzyczność. Według Illariona Girsa ze stowarzyszenia "O Język Ojczysty", kwestia polega na tym, czy tę rzeczywistość zatwierdzać prawnie. Zdaniem Vike-Freibergi, jeśli rosyjski zyskałby na Łotwie status języka oficjalnego, to łotewski straci ostatnie pozycje w przestrzeni publicznej.

Obie strony oceniają też, że fakt, iż doszło do referendum, świadczy o błędach w polityce wobec mniejszości rosyjskojęzycznej w niepodległej Łotwie. Po rozpadzie ZSRR Łotwa przyjęła ustawę o obywatelstwie, na mocy której obywatelami zostawały osoby posiadające obywatelstwo do okupacji radzieckiej (1940 r.) bądź ich dzieci. Wówczas niemal jedna trzecia mieszkańców - emigrantów z czasów ZSRR, którzy przybyli na Łotwę po 1944 r. - nie dostała obywatelstwa. Proces otrzymania obywatelstwa, czyli naturalizacji, wymaga zdania egzaminu z języka państwowego. Obecnie około 40 proc. mniejszości rosyjskojęzycznej (kilkanaście procent ogółu mieszkańców) nie ma łotewskiego obywatelstwa, nie ma więc np. prawa wyborczego.

Raivis Dzintars, ze stronnictwa Wszystko dla Łotwy i Ojczyzna i Wolność (VL-TB/LNNK), które łączy kręgi prawicowe i ultraprawicowe, oznajmił, że państwo łotewskie przez ostatnie 20 lat szło na ustępstwa w sprawach obywatelstwa, języka i edukacji. W rezultacie, integracja ludności rosyjskojęzycznej była powierzchowna i powstało społeczeństwo dwubiegunowe. Zaś przedstawiciel społeczości rosyjskiej Andrejs Berdnikovs oznajmił, że zwołanie referendum to efekt działań przedstawicieli władz, którzy "ignorowali wszelkie jej żądania".

Z sondażu TNS Latvia i telewizji LNT wynika, że 59 proc. uprawnionych mieszkańców Łotwy w wieku od 18-55 lat zamierza głosować przeciwko drugiemu językowi państwowemu, a za nadaniem rosyjskiemu takiego statusu opowiada się 25 procent. Poprawki nie mają więc raczej szans na akceptację, jednak w tej sytuacji obie strony zwracają uwagę na frekwencję.

Inicjator referendum Vladimirs Lindermans, który nie ma łotewskiego obywatelstwa, uważa za realne, że za poprawkami zagłosuje około 300 tys. wyborców. Jego zdaniem, będzie to "argument dla Europy, jak i dla pragmatycznie nastawionych Łotyszy", a Rosjanie na Łotwie "teraz nie pozwolą się traktować tak jak wcześniej". Przeciwnicy poprawek mobilizują elektorat, aby - jak apelował premier Valdis Dombrovskis - większość była "przekonująca" i aby temat dwóch języków państwowych "zniknął z agendy".

Według sondażu cytowanego przez portal Telegraf.lv, za rosyjskim jako drugim językiem państwowym opowiada się 45 proc. mieszkańców Latgalii. W tym regionie (dawne Inflanty Polskie) mieszka najwięcej osób rosyjskojęzycznych, i tam też jest największe niezadowolenie społeczne z polityki władz. W Latgalii mieszka też łotewska mniejszość polska - w okolicach Daugavpils (Dyneburga). W mieście tym, podobnie jak w Rydze, Rosjanie stanowią ponad 40 proc. mieszkańców.

Na początku tygodnia dziennik "Diena" napisał, że ze względu na wielkie emocje po obu stronach i aktywność sił politycznych przed referendum frekwencja w referendum może okazać się bardzo wysoka.  Według sondażu Ośrodka Badań Opinii Społecznej i Rynku w referendum zamierza wziąć udział 85 proc. uprawnionych. Takie wyniki przyniosło badanie na próbie 740 osób w wieku 17-66 lat, przeprowadzone w dniach 6-12 lutego.

Ekspertka ośrodka Providus Marija Golubeva zauważa, że łotewskie partie stały się w ostatnich latach bardziej liberalne w sprawach narodowościowych. Przypomina np. o propozycji nadania automatycznie obywatelstwa wszystkim dzieciom urodzonym po 1991 r. (obecnie wymaga to spełnienia określonych procedur). Jednak referendum, poprzez zbytni radykalizm żądań i eskalację konfliktu, może zanegować wszystko to, co osiągnięto w poprzednich latach - mówi ekspertka.  Jej zdaniem, obie strony mają "nierealne oczekiwania" - "Rosjanie oczekują, że pewnego pięknego dnia wszystkie ograniczenia zostaną zniesione, a Łotysze - że Rosjanie staną się Łotyszami" - mówi Golubeva.

Lokale wyborcze będą czynne od godz. 7-22 czasu lokalnego (godz. 6-21 czasu polskiego). Liczenie głosów rozpocznie się po zamknięciu lokali,  półtorej godziny później należy spodziewać się danych z najmniejszych lokali wyborczych. Wyników z większości komisji można oczekiwać nad ranem 19 lutego.

PAP
[fot. sxc.hu]

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook