Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Rosjanie zmienili Izrael: świeckie choinki i świecki nacjonalizm

29.12.2013

W mieszkaniu Diny Margolin na przedmieściach Tel Awiwu i w setkach tysięcy domów innych rosyjskojęzycznych Żydów w Izraelu jak zawsze w grudniu stanęły choinki.

Gdy przed laty do nastoletniej Diny przychodziły zimą koleżanki ze szkoły i widziały przystrojone świątecznie drzewko w salonie, dziewczyna tłumaczyła im, że to wcale nie jest choinka bożonarodzeniowa.

Izraelczycy przez lata podejrzliwie patrzyli na te choinki, tak samo jak na masową imigrację Żydów z krajów byłego ZSRR, która zaczęła się pod koniec lat 80. Na milion nowych rosyjskojęzycznych imigrantów padały ciągłe podejrzenia, że nie są prawdziwymi Żydami. Państwowa definicja Żyda jest szersza od tej stosowanej przez ultraortodoksyjny rabinat, i wielu imigrantów, choć przyjechali do Izraela jako Żydzi, na miejscu spotkało się z powątpiewaniem.

Te grudniowe choinki z okazji nowego roku to sowiecka tradycja, zupełnie świecka. "Dla wielu w ZSRR Nowy Rok to było jedyne rodzinne, kolorowe święto; nie takie jak przymusowe obchody 1. maja. Nawet nie zdawali sobie sprawy, że to się tak kojarzy z chrześcijańskimi świętami" - mówi w rozmowie z PAP izraelska dziennikarka polskiego pochodzenia, autorka książki o rosyjskojęzycznej społeczności w Izraelu Lily Galili.

"Izraelczycy przerazili się tymi - w ich oczach chrześcijańskimi - choinkami. Zawstydzeni Rosjanie, nie do końca rozumiejąc, o co ta cała afera, pochowali na kilka lat drzewka. A potem zdali sobie sprawę, że jest ich wielu, setki tysięcy, i nie muszą się przejmować resztą Izraela. I drzewka wróciły" - dodaje Galili.

Dziś, dwadzieścia lat później, dzieci Diny nie wstydzą się choinki przed kolegami ze szkoły. I w tym roku Dina pomogła im przystroić drzewko świecidełkami i kolorowymi łańcuchami. Rosyjska choinka stała się częścią izraelskiego grudniowego krajobrazu.

Dina Margolin przyjechała do Izraela wraz z rodzicami na samym początku masowej fali rosyjskiej imigracji; dokładnie pamięta datę - 1 maja 1990 roku. Miała wtedy 11 lat. "Moi rodzice nie byli syjonistami. Ale moja matka całe życie marzyła o tym, żeby tu kiedyś zamieszkać" - mówi Dina w rozmowie z PAP.

"Większość Rosjan nie przyjechała tu z pobudek syjonistycznych. Dlatego ci, starsi, ideologiczni imigranci mówili o nich +imigracja kiełbasy+, bo mieli tu przyjechać za przysłowiową kiełbasą, za lepszym życiem i pracą" - tłumaczy Galili.

Rosjanie często czują się obco w "telawiwskim słońcu", stąd choinki i nawet sztuczny śnieg w restauracjach, do których zaglądają rosyjscy oligarchowie - kontynuuje Galili. Ale to właśnie o życiu w ciepłym, słonecznym Izraelu marzyła matka Diny, wyjeżdżając z Jekaterynburga.

Rodzice Diny to przykład odniesionego sukcesu. Im się powiodło, nie zostali zepchnięci na niższy szczebel drabiny społecznej. Jej ojciec jest lekarzem, matka prowadzi własny biznes. Ale wielu Rosjan czuje, że nie są tu doceniani; uważają, że ich wykształcenie, uniwersyteckie dyplomy nie spotkały się w Izraelu z dostatecznym uznaniem.

Stąd duża część rosyjskich imigrantów, jak zbiorowo mówi się w Izraelu na Żydów ze wszystkich krajów byłego ZSRR, wybrało życie w kulturowo odseparowanych społecznościach. Mają swoje sklepy, z rosyjskim śledzikiem, grzybami marynowanymi i kiszoną kapustą. I mają też swoje rosyjskojęzyczne media, których wg Galili w szczytowym momencie było około stu oraz partie polityczną - ultraprawicowy Nasz Dom Izrael.

Na jej czele stoi urodzony w Kiszniowie Awigdor Lieberman, obecnie minister spraw zagranicznych Izraela, kontrowersyjny polityk, który zasłynął m.in. pomysłem wysiedlania z Izraela arabskiej mniejszości.

Lieberman, podobnie jak wielu Rosjan skuszonych niskimi cenami mieszkań dofinansowywanych przez rząd albo powodowanych nacjonalistyczną ideologią, mieszka w izraelskim osiedlu na palestyńskich terytoriach okupowanych.

"Rosjanie zmienili Izrael na zawsze - przywieźli tu świecki nacjonalizm. Lieberman zabiera Rosjan w bardzo niebezpiecznym kierunku; gra na ich uprzedzeniach do Arabów, które przywieźli z ZSRR, i na ich lękach" - mówi Galili.

Tę izolację - językową, kulturową, jak i polityczną - ma przełamać - według Galili - pokolenie dwudziesto-trzydziestolatków, którzy przyjechali tu jako dzieci.

"Bardzo różnią się od pokolenia swoich rodziców. Mają za sobą izraelską edukację. Często głosują na centrowe i lewicowe partie. Ale różnią się też od Izraelczyków. Są pomiędzy kulturami - trochę sowieccy po rodzicach i trochę izraelscy" - mówi 34-letnia Dina, która sama uważa się za przedstawicielkę tego pokolenia.

"Zachowałam pamięć o moich korzeniach. Wiem dużo o sowieckiej historii i kulturze, o współczesnej Rosji. Ale pod względem poglądów i poczucia przynależności - jestem Izraelką" - dodaje.

W domu Dina rozmawia z dziećmi po rosyjsku. Na noworoczny obiad przygotuje barszcz, pierogi i sałatkę warzywną z majonezem. Od lat pracuje w rosyjskich mediach - wcześniej w dwóch rosyjskojęzycznych radiach, teraz w Kanale 9 - jednej z dwóch izraelskich rosyjskojęzycznych telewizji.

"Kanał 9 powstał w odpowiedzi na potrzeby ludzi pokolenia moich rodziców, którzy nie znali hebrajskiego, a chcieli wiedzieć, co się dzieje w kraju. Teraz próbujemy zdobyć młodszą publiczność, ludzi, którzy mówią po hebrajsku lepiej niż po rosyjsku" - mówi Dina.

"Myślę, że któregoś dnia cały ten rynek rosyjskojęzycznych mediów zniknie. Tylko nie mów tego moim szefom" - śmieje się Dina, wskazując, że wraz z integracją młodszego pokolenia Rosjan w głównym nurcie izraelskiego społeczeństwa nie będzie zapotrzebowania na rosyjską telewizję w Izraelu.

Z Tel Awiwu Ala Qandil - PAP/Wuj

fot. PAP/EPA

Słowa kluczowe:

Izrael

,

Boże Narodzenie

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook