Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Rosja zamraża Amerykanom aktywa

13.04.2013

Moskwa w odpowiedzi na krok Amerykanów, którzy wprowadzili sankcje wizowe oraz zamrozili aktywa 18 obywatelom Rosji, którzy są oskarżeni o łamanie praw człowieka, zdecydowała się wykonać podobny krok wobec obywateli USA.

Poinformował o tym rzecznik MSZ Federacji Rosyjskiej Aleksandr Łukaszewicz, który piątkowe posunięcie administracji Stanów Zjednoczonych określił jako "nieprzyjazny krok".

"Pod presją rusofobicznych nastrojów członków Kongresu USA zadano silny cios dwustronnym stosunkom i wzajemnemu zaufaniu" - oświadczył Łukaszewicz, komentując decyzję Waszyngtonu.

"Jest oczywiste, że nie pozostawiliśmy tego bez odpowiedzi i że na ingerencję w nasze sprawy wewnętrzne zareagowaliśmy w należyty sposób" - oznajmił, dodając, że na stronie internetowej MSZ FR umieszczone zostały nazwiska Amerykanów, którym zakazano wjazdu na rosyjskie terytorium.

Rzecznik wyjaśnił, że na rosyjskiej liście "znalazły się przede wszystkim osoby, które przyczyniły się do legalizacji tortur i bezterminowego przetrzymywania więźniów w więzieniu specjalnym Guantanamo, a także do aresztowań i porwań rosyjskich obywateli w krajach trzecich, zamachów na ich życie i zdrowie".

Łukaszewicz zaznaczył, że "wojna na listy nie jest wyborem Rosji". "Jednak nie mamy prawa nie odpowiadać na otwarty szantaż" - wskazał.

Rzecznik MSZ FR oświadczył też, że "nadszedł już czas, by politycy w Waszyngtonie wreszcie zrozumieli, iż budowanie relacji z takim krajem jak Rosja w duchu mentorstwa i jawnego dyktatu nie ma perspektyw".

Amerykańskie sankcje są konsekwencją przyjętej w grudniu ubiegłego roku przez Kongres tzw. ustawy Magnitskiego, nazwanej tak na cześć zmarłego w 2009 roku w moskiewskim więzieniu Siergieja Magnitskiego, prawnika zaangażowanego w walkę z korupcją w Rosji.

Administracja USA została zobowiązana przez tę ustawę do nałożenia sankcji na konkretne osoby odpowiedzialne za śmierć adwokata, a także na urzędników podejrzanych o brutalne łamanie praw człowieka. Ustawa umożliwiła jednak rządowi nieujawnianie niektórych nazwisk, na przykład – ze względów bezpieczeństwa. Jak potwierdziły w piątek wiarygodne źródła w Departamencie Stanu, powstały dwie listy - jawna i poufna.

Magnitski, audytor funduszu inwestycyjnego Hermitage Capital Management (HCM), zmarł 16 listopada 2009 roku w więzieniu Matrosskaja Tiszyna w Moskwie; wcześniej przez prawie rok był przetrzymywany w innym moskiewskim więzieniu - Butyrki. Zatrzymano go w 2008 roku w ramach śledztwa przeciwko HCM, kiedyś największemu funduszowi inwestycyjnemu w Federacji Rosyjskiej. Prawnika oskarżono o oszustwa podatkowe.

W 2007 roku w biurze HCM przeprowadzono rewizję. Skonfiskowane wówczas dokumenty - jak twierdzi fundusz - wykorzystano do przejęcia spółek, z którymi HCM współpracował. Magnitskiego aresztowano, gdy podczas przesłuchania wskazał funkcjonariuszy MSW zamieszanych w przejęcia spółek. Prawnik oskarżył ich o zagarnięcie z budżetu państwa równowartości 230 mln dolarów.

Ogłoszona przez USA lista liczy 18 osób i nie zawiera prominentnych nazwisk z najbliższego otoczenia prezydenta Władimira Putina. Szesnaście z nich było bezpośrednio związanych ze sprawą Magnitskiego (są to funkcjonariusze rosyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Prokuratury Generalnej, Federalnej Służby Więziennej, Federalnej Służby Podatkowej oraz sędziowie).

Dwie pozostałe osoby na liście są powiązane z innymi morderstwami, jak Lecza Bogatyriow, oskarżany o zabójstwo w styczniu 2009 roku w Wiedniu czeczeńskiego opozycjonisty Umara Israiłowa.

Wszyscy zostali natychmiast, z momentem opublikowania listy, objęci zakazem wjazdu do USA, a ich ewentualne aktywa w Stanach Zjednoczonych zostały zamrożone.

Po przyjęciu ustawy Magnitskiego Rosja w odwecie zakazała adopcji rosyjskich sierot przez Amerykanów. Zapowiedziała również, że odpowie listą amerykańskich urzędników państwowych, którym zakazany zostanie wjazd na terytorium FR.

To, w jaki sposób wymiana "czarnych list" wpłynie na stosunki rosyjsko-amerykańskie, stanie się jasne już w poniedziałek. W tym dniu do Moskwy przyjedzie doradca prezydenta USA ds. Bezpieczeństwa narodowego Tom Donilon. Celem jego wizyty są rozmowy z sekretarzem Rady Bezpieczeństwa FR Nikołajem Patruszewem. Wiadomo jednak, że przywiezie on również osobiste posłanie Baracka Obamy do Putina.

Kreml zostawił sobie pole do manewru. "Nie wykluczamy, ale i nie potwierdzamy, że jeśli poniedziałkowy harmonogram prezydenta pozwoli, to on w jakiejś fazie na krótko może się włączyć do rozmów Patruszewa i Donilona" - oznajmił w piątek sekretarz prasowy prezydenta FR Dmitrij Pieskow.

Treść posłania Obamy do Putina utrzymywana jest w tajemnicy. Według dziennika "Kommiersant", który powołuje się na amerykańskie źródła dyplomatyczne, gospodarz Białego Domu wychodzi z założenia, że nie należy stawiać krzyżyka na polityce "resetu" i że - nie bacząc na rozbieżności - trzeba szukać punktów stycznych.

USA zależy na współpracy z Kremlem przede wszystkim w sprawach bezpieczeństwa międzynarodowego, w tym takich, jak sytuacja na Bliskim Wschodzie, Półwyspie Koreańskim i Afganistanie.

PAP, lz

[fot: PAP - EPA]

Warto poczytać

Facebook