Jedynie prawda jest ciekawa

Republikańskie who is who

09.03.2012

Prawybory Partii Republikańskiej w Stanach Zjednoczonych wchodzą w decydującą fazę. Z początkiem marca o nominację prezydencką walczy czterech kandydatów: były spiker Izby Reprezentantów Newt Gingrich, teksański kongresmen Ron Paul, b. senator z Pensylwanii Rick Santorum i b. gubernator stanu Massachusetts Mitt Romney. Obecnie największym poparciem cieszy się Romney, wygrywając 14 z 23 dotychczasowych stanowych wyścigów. W poniższym tekście chciałbym przedstawić pokrótce ważniejsze elementy programów każdego z kandydatów.

Mitt Romney

Pomimo tego, że Romney obecnie prowadzi w liczbie wygranych delegatów, którzy zostaną oddelegowani na konwencję Republikanów w dniach 27- 30 sierpnia w Tampie na Florydzie, były gubernator boryka się ciągle z problem wiarygodności swojej konserwatywnej tożsamości. Pojawiają się oskarżenia ze strony konserwatystów oraz jego kontrkandydatów, że Romney  przywłaszczył sobie prawicowe hasła, które jeszcze nie tak dawno wydawały się być mu obce. Dwuznaczność w takich kwestiach jak ochrona życia nienarodzonych czy pomoc państwowa dla upadających banków z Wall Street sprawia, że Romney nie cieszy się systematycznym i solidnym poparciem. Wysiłek kampanii Romneya w dużej mierze jest skierowany do tych właśnie nieprzekonanych wyborców, którzy widzą w nim kolejnego „udawanego konserwatystę”, określanego humorystycznie w USA jako RINO (Republican In Name Only). W swoim programie i podczas licznych występów w debatach poprzedzających kolejne wyścigi, Romney wyraźnie stara się ukazać siebie jako kogoś spoza Waszyngtonu. Pozuje na biznesmena, który rozumie jak funkcjonuje rynek i amerykańskiego patriotę dla którego amerykańska wyjątkowość jest sztandarowym hasłem. Podczas corocznej konferencji Amerykańskiego Związku Konserwatywnego Romney określił siebie jako „surowy konserwatysta”, starając się tym samym przyciągnąć uwagę i głosy wciąż licznych sceptyków.

Jego 87-stronicowy program gospodarczy nosi nazwę „Plan for Jobs and Economic Growth”. Dziewięć stron poświęconych jest polityce fiskalnej, ale nie widać w nich wystarczająco ambitnego planu poważnych cięć w budżecie. Ten brak odważnego podejścia do kwestii redukcji deficytu przez wielu jest postrzegany jako kolejny dowód na to, że Romney de facto jest kandydatem establishmentu.

Gdy idzie o politykę zagraniczną warto zwrócić uwagę, że Romney w roli doradców zatrudnił kilku znanych neokonserwatystów, takich jak Robert Kagan czy Eliot Cohen. Ten ostatni napisał wstęp do programu polityki zagranicznej Romneya. Przez niektórych określany jako „polityka zagraniczna Busha II na sterydach”, program proponuje „muskularne” i unilateralne podejście do świata. Powracają znane postulaty polityczne neokonserwatystów: ograniczenie wpływów Rosji, jej liberalizacja i demokratyzacja, niewykluczanie wojny z Iranem, zacieśnianie i umacnianie stosunków z Izraelem, daleko idąca militaryzacja jako środek nacisku w polityce międzynarodowej. Rzecz jasna, Romney jest przeciwnikiem jakichkolwiek poważnych cięć w budżecie Pentagonu i stale to podkreśla. „Ośrodek przemysłowo-wojskowy”, przed którego zbyt daleko posuniętymi wpływami ostrzegał prezydent Dwight Eisenhower w swojej mowie pożegnalnej, pod administracją Romneya, będzie miał się dobrze. Były gubernator Massachusetts jawi się jako kandydat, który umiejętnie łączy umiar w polityce gospodarczej z wielkimi ambicjami, bazującymi na przeświadczeniu o trwałym charakterze hegemonii w polityce międzynarodowej połączonymi z wiarą w niemalże mesjanistyczny wymiar amerykańskiej polityki zagranicznej niosącej wolność i demokrację innym narodom.

Rick Santorum

Santorum na pierwszy rzut oka wydaje się być idealnym kandydatem konserwatystów, dla których tradycyjne wartości idą w parze z ograniczonym rządem i wolnym rynkiem.  Katolik, ojciec siódemki dzieci (wszystkie edukowane w systemie „home-schooling”) i były senator z Pensylwanii prowadzi swoją kampanię pod hasłem „wiara, rodzina i wolność”. Na początku kampanii szanse Santorum wydawały się niskie, ale w miarę jak zawężało się pole rywalizacji i po pierwszym zwycięstwie w Iowa jego kampania nabrała nowego tempa, wynikiem czego były trzy kolejne zwycięstwa w prawyborach w Missouri, Minnesocie i Colorado oraz w trzech stanach podczas „Superwtorku”, co daje mu mocne drugie miejsce. Najważniejszym konkurentem dla Santorum jest Gingrich, który również kieruje swoje do przesłanie do tradycyjnie konserwatywnego elektoratu.  Gdyby Gingrich zdecydował się zrezygnować z dalszego udziału w prawyborach, Santorum mając czystą „prawą flankę”, mógłby się skupić całkowicie na atakowaniu Romneya. Program byłego senatora łączy w sobie mocną postawę prorodzinną i prolife z gospodarczą polityką niskich podatków i tzw. reindustrializacji Ameryki. Niektóre z jego propozycji programowych to: wprowadzenie dwóch obniżonych stawek podatku dochodowego na poziomie 10% i 28%, obniżka podatków od zysków kapitałowych i dywidend do 12%, obniżka podatku dochodowego od korporacji z 35 do 17% oraz zniesienie tego podatku dla każdej firmy, która prowadzi produkcję w USA. Santorum zwieńcza swoje przesłanie ciągłym podkreślaniem znaczenia rodziny i moralności w życiu społecznym.

Paradoksalnie problemem Santorum jest jego wiarygodność. Jak podkreślają niektórzy jego oponenci oraz analitycy i dziennikarze, w przeszłości głosował za podnoszeniem pułapu długu narodowego i udzielił poparcia w senackich prawyborach w Pensylwanii w 2006 r. Arlenowi Specterowi, który był znany ze swojego liberalnego podejścia do kwestii ochrony życia i który będąc już senatorem zmienił szyld partyjny, a jego głos okazał się decydującym w uchwalaniu niesławnego programu polityki zdrowotnej, znanego powszechnie jako „Obamacare”. Santorum ciągle podkreśla mocne strony swojej przeszłości, twierdząc, że jak każdy popełnia błędy. Jego błędy mogą okazać się gwoździami do trumny jego kampanii, jeśli fiskalni konserwatyści spod znaku Tea Party w swojej większości nie zechcą mu wybaczyć.

W polityce zagranicznej podejście Santorum niewiele różni się od programu Romneya. Od lat Santorum zajmuje się przedstawianiem kolejnych przesłanek nt. rzekomego zagrożenia ze strony Iranu. Uważa, podobnie jak Romney i Gingrich, że Ameryce nie grozi załamanie światowej hegemonii i wydaje się ignorować coraz to bardziej widoczny wielobiegunowy charakter polityki międzynarodowej. Brak dobrych doradców lub osobista ignorancja sprawiają, że Santorum popełnia liczne gafy, gdy prezentuje swoją wizję polityki zagranicznej m.in. porównując szyitów rządzących w Iranie do sunnickiej al-Kaidy albo zarzucając Obamie brak poparcia dla „prawdziwej arabskiej wiosny” w perskim państwie. Ten brak realistycznej kalkulacji idzie w parze z obsesyjnym wręcz utożsamianiem izraelskiego interesu z amerykańskim. Na tym polu Santorum nie ma nic ciekawego i oryginalnego do zaproponowania. Jego politykę zagraniczną można by określić jako „neokonserwatyzm bez neokonserwatystów”.

Newt Gingrich

Były spiker Izby Reprezentantów, autor słynnego „Kontraktu z Ameryką”, usilnie stara się ukazać siebie jako jedynego dziedzica reaganowskiego konserwatyzmu podkreślając niemalże na każdym kroku swoją zażyłość i współpracę z Ronaldem Reaganem. To wszystko pomimo, iż czytając prywatne dzienniki Reagana zauważymy, że b. prezydent wspominał w nich o Gingrichu tylko raz. Odkładając jednak na bok ten wątek warto zwrócić uwagę na to, że stanowi aktywiści GOP i konserwatyści jako tacy nie wydają się pałać zbyt wielką sympatią do polityka, który był żonaty trzy razy, występował wspólnie ze znienawidzoną przez prawicę byłą spikerką Izby Nancy Pelosi w reklamie nt. globalnego ocieplenia i przy wielu okazjach dystansował się publicznie od wielu postulatów Tea Party. Stąd wynikają  jego jedyne dwie wygrane w Południowej Karolinie oraz w rodzimym stanie Georgia.

Gingrich stara się nadrobić te zaległości w zaufaniu wyborców przez swój program którym jest  49-stronicowa „Biała Księga”, gdzie mocno podkreśla znaczenie reformy opieki społecznej i zdrowotnej w duchu konserwatywnym. Program podatkowy Gingricha zawiera opcjonalną stawkę podatku dochodowego na poziomie 15%, redukcję podatku korporacyjnego do 12,5% i eliminację m.in. podatków od zysków kapitałowych, dywidend i podatku od spadków zwanego w stanach „podatkiem śmierci”.  Przewiduje również  zezwolenie dla firm na odliczanie swoich inwestycji kapitałowych w pierwszym roku działalności. Gingrich popiera federalne dotacje dla takich sektorów gospodarki jak rolnictwo i produkcja energii. Opowiada się za znaczącą redukcją kompetencji Departamentu Edukacji.

Jako jedyny z kandydatów kładzie nacisk na rozbudowany program eksploracji kosmicznych, który zawiera tak innowacyjne propozycje jak kolonizacja Księżyca czy też lot na Marsa. Postuluje również program energetycznej niezależności USA, krytykując Obamę za brak decyzji w sprawie rurociągu Keystone oraz obiecując obniżkę ceny benzyny do $2,50 za galon.

W sferze aksjologicznej Gingrich określa siebie twardego obrońcę życia nienarodzonych i obecności wiary w sferze publicznej. Często zwraca uwagę na lewicową politykę dyskryminacji chrześcijan w mediach i piętnuje liberalną sekularyzację jako coś obcego amerykańskiemu duchowi. Wielu konserwatystów wytyka mu jednak jego trzykrotne związki małżeńskie jako dowód jego hipokryzji w kwestiach moralnych.

Program polityki zagranicznej Gingricha jest kolejną dziedziną w której stara się on ukazać siebie jako kontynuatora myśli politycznej Reagana.  Otwarcie popiera tajne działania amerykańskich służb mających na celu zabicie irańskich naukowców zaangażowanych w program atomowy i nie wyklucza działań wojennych; opowiada się za przeniesieniem ambasady USA z Tel Awiwu do Jerozolimy. Pragnie kontynuować politykę gospodarczych sankcji i izolacji Kuby połączonej z  tajną pomocą dla kubańskich dysydentów. Skrajnie proizraelska postawa Gingricha może być tłumaczona tym, że duży udział w finansowaniu kampanii Gingricha ma Sheldon Adelson, kasynowy magnat z Las Vegas i jeden z najbardziej radykalnych propagatorów izraelskiego nacjonalizmu w USA. W tym względzie Gingrich zasadniczo nie różni się od Santorum i Romneya i można go śmiało określić jako „jastrzębia”.

Ron Paul

Ron Paul jest jedynym kandydatem, który jak dotychczas nie wygrał żadnych stanowych prawyborów. Jednak sześć razy uzyskał drugi wynik w Maine, New Hampshire, Minnesocie, Wirginii, Północnej Dakocie i Vermont . Te wyniki dają Paulowi nie tylko względnie stabilną liczbę delegatów, ale również pozwalają jemu i jego zwolennikom mieć jeszcze nadzieję na dobre wyniki w kolejnych stanach. Paul jest libertarianinem, ubiegał się już o prezydenturę w przeszłości jako kandydat Partii Libertariańskiej w 1988 r. oraz w 2008 r. walcząc o nominację prezydencką Republikanów. Paul nie tylko jest najbardziej wyróżniającym się kandydatem gdy idzie o politykę gospodarczą i zagraniczną, ale również posiada bodajże najbardziej zróżnicowaną koalicję wyborców, w skład której wchodzą antywojenni Demokraci, libertarianie, zwolennicy Tea Party i tradycjonaliści („paleokonserwatyści”). Teksański kongresmen wydaje się mieć propozycję dla każdej z tych grup, postulując m.in.: zakończenie polityki zagranicznych militarnych interwencji, likwidacji programu pomocy zagranicznej, zamknięcie wszystkich zagranicznych baz wojskowych USA i jak najszybszego sprowadzenie żołnierzy amerykańskich do kraju. Opowiada się za uznaniem prymatu interesu narodowego i realizmu zamiast liberalnej czy neokonserwatywnej ideologii w relacjach międzynarodowych. Postuluje powrót do filozofii politycznej Ojców Założycieli i poszanowanie konstytucji USA, które według Paula są ignorowane.

Jednym z najbardziej interesujących pomysłów Paula jest radykalne ograniczenie zasięgu władzy federalnej poprzez ambitny plan likwidacji 5 departamentów (odpowiedników ministerstw), eliminując tym samym bilion dolarów w wydatkach rządowych w pierwszym roku jego prezydentury. Paul, znów jako jedyny spośród kandydatów GOP, opowiada się również za całkowitą likwidacją podatku dochodowego. Żąda przeprowadzenia wszechstronnego audytu działalności Rezerwy Federalnej. Jako położnik/ginekolog z wieloletnim doświadczeniem jest zdecydowanym obrońcą życia i przeciwnikiem federalizacji kwestii aborcji. Broni praw poszczególnych stanów do prowadzenia własnej polityki rodzinnej i kulturowej.

Pomimo ambitnego programu, który łączy w sobie zdroworozsądkowe podejście do tak wielu istotnych dziedzin amerykańskiej polityki, Paul ma trudności ze skutecznym przebiciem się do konserwatywnych mas. Wielu wyborców nadal wierzy w nieskończone możliwości amerykańskiej potęgi i popiera militaryzację polityki zagranicznej. Widzą świat przez pryzmat walki „dobrej” Ameryki ze „złymi” tyranami i terrorystami. Nostalgia za jasnością podziału ideologicznego Zimnej Wojny sprawia, że trudno jest większości Republikanów uwierzyć, że wrogość przeciwników USA nie jest motywowana nienawiścią do amerykańskiej wolności i swobód obywatelskich, ale często pragmatycznym interesem związanym z prowadzoną przez Amerykanów dywersją ideologiczną w tych krajach i bezwarunkowym poparciem USA dla Izraela.

Wielu analityków zwraca również uwagę, że Paul zdołał zgromadzić wokół swojej kampanii wyborców wolnościowych i konserwatywnych, którzy autentycznie wierzą w bezużyteczność federalnej biurokracji, nawet wówczas, gdy sternikami tej biurokracji są w danym czasie nominalni konserwatyści. Ci wyborcy systematycznie podnoszą przesłanie słynnej dziesiątej poprawki konstytucji, która chroni wszystkie te dziedziny prawa, które nie zostały oddelegowane do władzy federalnej i pozostają w gestii poszczególnych stanów Unii.

Fenomen kampanii Paula widoczny jest najbardziej w internecie. Przykładami mogą być liczne profile na Facebook’u (np. Poland for Ron Paul, Jews for Ron Paul) czy też niezależne strony jak chociażby słynna już „Daily Paul”.

Jeśli – zgodnie z myślą takich tytanów idei jak Edmund Burke czy jego amerykański kontynuator Russell Kirk – przyjmiemy, że konserwatyzm nie jest ideologią lecz zwykłym zdrowym rozsądkiem przestanie dziwić fakt, że wyborcy Rona Paula łatwo wymykają się prostym ideologicznym klasyfikacjom. Można pokusić się jednak o stwierdzenie, iż zwolennicy „Mr. Libertarian” są konserwatystami i libertarianami konsekwentnymi wierzącymi, że rozbudowany i niekonstytucyjny etatyzm w kraju i imperium zagranicą muszą ulec ostatecznej likwidacji.

Wnioski

Po pierwsze, Romney jest zdecydowanym liderem wyścigu, ale pewności co do jego nominacji mieć jeszcze nie można. Jest oczywistym, że to Santorum, a nie Gingrich, stał się alternatywą dla wyborców niepodzielających entuzjazmu zwolenników Romney’a. Z tego też względu Santorum może jeszcze poważnie zagrozić dotychczasowemu faworytowi w nadchodzących stanowych prawyborach. Warto więc obserwować wyniki w  kolejnych stanach południowych takich jak Teksas, gdzie „Bóg, rodzina, niskie podatki i prawo do posiadania broni” są symbolicznymi kryteriami politycznych wyborów. Tam Romney może mieć liczne trudności. Po drugie, Gingrich będzie musiał udowodnić, że nadal jest liczącym graczem wygrywając w  stanach o dużej liczbie delegatów: Kansas, Alabama czy Missisipi. Dla Newta następne tygodnie to jego „być albo nie być” w prawyborach. Po trzecie, Ron Paul, aby na nowo dodać wiary swoim zwolennikom po kolejnych przegranych wyścigach w miniony „Superwtorek”, będzie musiał wygrać przynajmniej jeden albo dwa stany. Plusem dla Paula jest fakt, że jego elektorat jest „non-transferable”, czyli nie przechodzi do obozu innego kandydata.  Daje mu to stabilne poparcie wykazujące tendencje wzrostowe.  Jeśli nawet w kolejnych wyścigach Ron Paul poniesie kolejne porażki, jego wyborcy nie porzucą poparcia dla jego programu, a o ich głos będzie musiał się starać nominat Republikanów. To z kolei logicznie pociąga za sobą przyjęcie niektórych wątków programowych Rona Paula jako własnych. Liczne pogłoski o tym, że Romney  poważnie rozważa zaproponowanie Randowi Paulowi, synowi Rona, kandydowanie na wiceprezydenta wydają się potwierdzać ten scenariusz.

Fundacja Republikańska

[fot.sxc.hu]

Słowa kluczowe:

USA

,

Republikanie

,

prawybory

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook