Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Republikanie w USA o Rosji i imigrantach

11.11.2015

Ostre starcie w łonie Partii Republikańskiej pomiędzy Donaldem Trumpem a Jebem Bushem. Podczas debaty spierano się o imigrację i Rosję.

Podczas debaty prezydenckiej GOP (Grand Old Party – potoczna nazwa Partii republikańskiej – przyp. red.) rywale Donalda Trumpa ostro atakowali jego antyimigracyjne propozycje i ugodowe podejście do prezydenta Rosji. Do ofensywy przeszedł Jeb Bush, ale komentatorzy wątpią, czy zdoła poprawić swe kiepskie notowania.

W Milwaukee, w stanie Wisconsin odbyła się we wtorek wieczorem czasu lokalnego już czwarta i zdecydowanie najbardziej merytoryczna z dotychczasowych debata prezydencka kandydatów ubiegających się o nominację Republikanów w wyborach prezydenckich w 2016 roku.

Brało w niej udział ośmiu kandydatów, którzy w sondażach uzyskują przynajmniej 2,5 proc. poparcia w skali kraju. Centralne miejsce na scenie zajęli miliarder Donald Trump i emerytowany neurochirurg Ben Carson, outsiderzy polityczni, którzy prowadzą w sondażach realizowanych wśród wyborców republikańskich.

Trump powiedział, że "w 100 proc." popiera interwencję Rosji w Syrii przeciwko Państwo Islamskiemu (IS).

- Naprawdę nie rozumiem, jak można być przeciw - powiedział. Jego zdaniem prawdopodobne wysadzenie rosyjskiego samolotu przez IS oznacza, że to oczywiste, iż Putin "nie może kochać tych ludzi" i będzie kontynuował interwencję w Syrii. Dodał, że rozwiązanie problemu na Ukrainie nie jest zadaniem dla USA, ale Niemiec i krajów sąsiadujących z Ukrainą.

- Czemu my zawsze musimy wykonywać robotę za innych? Musimy być mądrzejsi, nie możemy być policjantami całego świata - powiedział.

Te słowa skrytykowali pozostali kandydaci, na czele z byłym gubernatorem Florydy Jebem Bushem, który zarzucił Trumpowi brak pojęcia, "jak działa świat".

- Nie chodzi o to, byśmy byli policjantem świata, ale musimy przewodzić światu - powiedział brat i syn byłych prezydentów USA.

Wsparł go senator z Florydy Marco Rubio nazywając Putina "gangsterem", a także była szefowa Hewlett-Packard Carly Fiorina, zarzucając Trumpowi, że proponuje, by rozmawiać z Putinem "z pozycji słabszego".

- Ja bym z Putinem nie rozmawiała, ale pod jego nosem budowała w Polsce tarczę antyrakietową i prowadziła agresywne ćwiczenia w krajach bałtyckich - powiedziała.

Bush, a także gubernator Ohio John Kasich, obaj zwolennicy reformy imigracyjnej w USA, skrytykowali też antyimigracyjne propozycje Trumpa jak budowa muru na granicy z Meksykiem i deportacja wszystkich ponad 11 mln nielegalnych imigrantów obecnie mieszkających w USA.

- Pomyśl o rodzinach, o dzieciach. Przecież nie da się tak po prostu zabrać tych ludzi i wywieźć zagranicę. To nie jest poważna propozycja - powiedział Kasich. - Odesłanie 12 mln nielegalnych imigrantów, 500 tys. miesięcznie jest niemożliwe - dodał Bush. Podkreślił, że bez wsparcia mniejszości latynoskiej, która obecnie skłania się ku głosowaniu na faworytkę Demokratów Hillary Clinton, Republikanom trudno będzie zwyciężyć w wyborach.

- Musimy wygrać wybory prezydenckie, a to się uda, jeśli będziemy mieć praktyczny plan, by pozwolić zalegalizować status nielegalnych imigrantów - powiedział.

W debacie, organizowanej wspólnie przez Fox Business i dziennik "Wall Street Journal", wiele miejsca poświęcono na pytania o gospodarkę. Choć kandydaci różnili się co do szczegółów reformy podatkowej, to zgodnie opowiadali się za obniżeniem podatków, a niektórzy, jak senator Ted Cruz, proponowali wręcz zniesienie podatku korporacyjnego. Wszyscy obiecywali też uchylenie reformy ochrony zdrowia, tzw. Obamacare, a także wypowiedzieli się przeciwko podniesieniu pensji minimalnej, która obecnie wynosi 7,25 USD za godzinę.

- Podniesienie pensji minimalnej byłoby katastrofą w XXI wieku, bo wówczas ludzie byliby drożsi od maszyn - powiedział Rubio. Ale w jednocześnie przekonywał, że USA nie mogą sobie pozwolić na oszczędzanie na armię.

- Chcę wzmocnić amerykańskie wojsko, bo świat jest lepszy i bezpieczniejszy, gdy Ameryka jest największą wojskową potęgą - powiedział Rubio.

Na niespełna trzy miesiące przed rozpoczęciem prawyborów, wtorkowa debata była wyjątkowo ważna dla tego 44-letniego senatora. Notowania Rubio zaczęły w ostatnim czasie rosnąć (jest obecnie na trzeciej pozycji, ale wciąż daleko w tyle za Trumpem i Carsonem), ale jego głównym przeciwnikiem jest obecnie Bush, któremu stara się odebrać pozycję ulubieńca establishmentu Partii

Republikańskiej.

- Jeśli ja zostanę nominowany, to będziemy partią XXI wieku; partią przyszłości - przekonywał, prezentując swój stosunkowo młody wiek jako atut.

Bush, mimo rekordowych środków finansowych od donatorów, ma dotychczas poważne problemy, by zaistnieć w kampanii. Przed debatą wielu komentatorów przewidywało wręcz, że może być ona dla niego decydująca. Jak oceniali eksperci, Bush "przetrwał debatę", wypadając zdecydowanie lepiej niż w poprzednich starciach, ale wątpili, czy jego występ był na tyle efektowny, by radykalnie poprawić kiepskie notowania.

- Myślę, że donatorzy coraz poważniej zastanawiają się nad przeniesieniem swojego poparcia na Rubio jako kandydata establishmentu - mówił komentator telewizji Fox.

PAP

[FOTO: 

Warto poczytać

Facebook