Jedynie prawda jest ciekawa

Putin chroni swoje interesy

12.05.2012

Trzy dni po katastrofie rosyjskiego samolotu w dżungli z Moskwy do Indonezji poleciały trzy samoloty pełne rosyjskich śledczych i ekip ratunkowych. Mimo że w katastrofie Rosjanie nie stracili prezydenta, to dokładnie zbadają jej przyczyny. W wypadku katastrofy rządowego Tu-154M pod Smoleńskiem o podobnej akcji ze strony rządu Donalda Tuska mogliśmy tylko pomarzyć.

Dzień po katastrofie prezydent Putin zadzwonił do prezydenta Indonezji Susilo Bambang Yudhoyono i uzgodnił współpracę przy poszukiwaniach czarnych skrzynek i badaniu przyczyn katastrofy. „Ze swojej strony wydałem konieczne polecenia rosyjskim przedstawicielom wzięcia bardzo aktywnego udziału w prowadzonym śledztwie” – poinformował Putin.

Jednakże w tym samym czasie w Indonezji już lądował pierwszy samolot z Rosjanami (a to znaczy, że z Moskwy musiał wystartować jeszcze w dniu katastrofy). „Pozwolimy Rosjanom zbadać przyczynę wypadku” – powiedział jeden z indonezyjskich urzędników.

Kolejne dwa samoloty odleciały do Indonezji już po rozmowie prezydentów.

„Rosja zamierza uczestniczyć w śledztwie w sprawie katastrofy” – poinformował krótko rosyjski MSZ. Komitet Śledczy rosyjskiej Prokuratury Generalnej wszczął już własne śledztwo w sprawie katastrofy. Do Indonezji lecą więc już nie tylko ratownicy, ale i prokuratorzy oraz przedstawiciele MAK.

Najnowszy rosyjski supersamolot pasażerski „Suchoj Superjet-100” rozbił się 9 maja w tropikalnej dżungli na stokach góry Salak. Samolot odbywał podróż promocyjną po sześciu państwach Azji.  Po przybyciu do Indonezji wystartował w lot reklamowy z 45 pasażerami na pokładzie (przedstawicielami linii lotniczych, obywatelami pięciu państw, wśród których było tylko 8 Rosjan).

Superjet roztrzaskał się na wysokości 1,6 tys. m w trudno dostępnym miejscu, ok. 50 km od Dżakarty. Jego zniknięcie z radarów było tak nagłe, że początkowo podejrzewano porwanie. Dopiero po dwóch dniach ratownicy i żołnierze indonezyjscy dotarli do miejsca katastrofy. W tej chwili zbocza przeszukuje ponad tysiąc żołnierzy, większość z jednostek górskich wspartych ośmioma helikopterami. Ponieważ ciał i szczątków nie można po prostu zwieźć na dół, utworzono kilka punktów etapowych, w których są gromadzone.

Większość rosyjskich urzędników już stwierdziła, że winni są piloci. Mówiąc o jej przyczynach, rosyjski ekspert Władimir Grudin nie omieszkał dokonać porównania wpisującego się w rosyjskie kłamstwo o przyczynach katastrofy smoleńskiej: „To był reklamowy samolot, a w takich wypadkach do kabiny pilotów wpuszcza się osoby postronne. A postronni w kabinie to jedna z przyczyn upadku polskiego Tu-154 pod Smoleńskiem”. Inni eksperci sądzą jednak, że samolot miał zły, zbyt czuły lokator wysokości, który w górach alarmuje bez przerwy i dlatego załogi najczęściej go wyłączają. Postępowanie Rosji w sprawie katastrofy superjeta dowodzi, że państwo, którego maszyna rozbiła się na obcym terenie, może wyegzekwować swoje prawa i prowadzić śledztwo na miejscu, co więcej – ma prawo sprowadzić swoich ekspertów, śledczych i wszelkie niezbędne narzędzia. Kontrast w działaniu władz polskich po katastrofie smoleńskiej i rosyjskich w Indonezji jest niezaprzeczalny.

– Sposób, w jaki Rosjanie przystąpili do badania przyczyn katastrofy swojego samolotu w Indonezji, pokazuje, jak w takiej sytuacji powinno się zachować suwerenne państwo. Władimir Putin już nawet uzyskał wymierne efekty swoich działań. Powołano wspólną komisję, która zbada hipotezę zamachu i nikt tego nie kwestionuje, nikt nie uznał formułowania takiej hipotezy za nienaturalne. Ostatnie wydarzenia, tj. ujawnione niedawno informacje, że karty SIM  niektórych polskich generałów były aktywne po katastrofie pod Smoleńskiem, dobitnie pokazują, jaką pozycję od początku przyjął rząd Donalda Tuska. To była akceptacja tego, że można z nami zrobić wszystko co się chce, postawa państwa postkolonialnego – powiedział „Gazecie Polskiej Codziennie” Antoni Macierewicz, przewodniczący zespołu parlamentarnego ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Program budowy superjeta kosztował ponad miliard dolarów. By to się zwróciło, firma Suchoj w ciągu następnej dekady zamierza sprzedać 900 takich maszyn i zająć 15 proc. światowego rynku samolotów pasażerskich. Katastrofa już spowodowała wstrzymanie przez Indonezję kontraktu na zakup maszyn. Teraz Moskwa musi udowodnić, że katastrofa nie była spowodowana błędami konstrukcyjnymi.

"Gazeta Polska Codziennie"
[fot.wikipedia.org]
CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook