Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Przez "polskie obozy śmierci" Obama może przegrać

31.05.2012

„Jestem Amerykaninem polskiego pochodzenia i całe życie głosowałem na Demokratów. Ale w tych wyborach głosuję na Romneya” – napisał po angielsku jeden z komentatorów na stronie ABC.

Komentarze mediów po wypowiedzi Baracka Obamy o „polskich obozach śmierci”, a zwłaszcza informacje o oburzeniu Polonii, wskazują na jej rosnące znaczenie w amerykańskich wyborach prezydenckich.

„Honorując bohatera II wojny światowej, Obama niemal rozpoczął wojnę z Polską” – napisał „New York Magazine”. „ABC” cytuje szefa polskiego MSZ-etu Radosława Sikorskiego, że Biały Dom przeprosi za ten oburzający błąd. Fox News i ABC News przytaczają oświadczenie Aleksa Storożyńskiego, prezesa Fundacji Kościuszkowskiej, który stwierdził, że „Karski by się skulił, gdyby to (słowa Obamy – przyp. red.) usłyszał”.

„Prezydent musi uznać swój błąd i za niego przeprosić. Musi to uczynić dla Karskiego i dla innych Polaków, którzy ryzykowali życiem, usiłując powstrzymać Holokaust” – napisał w oświadczeniu Storożyński. Podkreślił także, że w ciągu ostatnich dwóch lat ponad 300 tys. osób podpisało petycję Fundacji, domagającą się od mediów zaprzestania używania tego błędnego określenia. Protest w sprawie wypowiedzi Obamy zapowiedział też prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej Frank Spula.

„Jestem Amerykaninem polskiego pochodzenia i całe życie głosowałem na Demokratów. Ale w tych wyborach głosuję na Romneya” – napisał po angielsku jeden z komentatorów na stronie ABC. Inny przypomniał, że Obama zamiast uczestniczyć w pogrzebie polskiego prezydenta [Lecha Kaczyńskiego], grał w golfa.

Przyznając medal Karskiemu, Obama chciał przypodobać się Polonii i zapewnić sobie jej głosy w listopadowych wyborach. Tymczasem oburzenie, jakie wywołał, może zmobilizować Polonię do głosowania na jego konkurenta. Polonia i jej głosy stają się ważne, bo sondaże poparcia dla obu kandydatów są wyrównane. Według analityków, żeby zwyciężyć w wyborach, Mitt Romney musi wygrać przynajmniej w jednym ze stanów o największym odsetku Amerykanów polskiego pochodzenia. Jak zauważa Carl Rove, szef organizacji popierającej Republikanów, tegoroczne wybory prezydenckie, w jednym ze scenariuszy, mogą rozstrzygnąć wyborcy w stanach Wisconsin, Michigan lub Pensylwania, gdzie Amerykanie polskiego pochodzenia stanowią ok. 10  proc. mieszkańców. Być może dlatego Mitt Romney po marcowej wpadce Obamy, kiedy przy otwartym mikrofonie obiecywał Rosji większą „elastyczność” po wyborach, dwa razy wspomniał wycofanie tarczy antyrakietowej z Polski jako przykład opuszczenia sojuszników.

niezalezna.pl

(Fot. PAP/EPA)

Warto poczytać

Facebook