Jedynie prawda jest ciekawa

Prezydent Boliwii oburzony ws. lotów

03.07.2013

Prezydent Boliwii Evo Morales, powracający z Moskwy do swojego kraju, kilkanaście godzin czekał w Wiedniu na możliwość lotu przez hiszpańską przestrzeń powietrzną. Ostatecznie w środę przed południem Madryt zgodę taką wydał i Morales odleciał.

Boliwijski prezydent ujawnił, że ambasador Hiszpanii w Wiedniu zaproponował mu "napicie się razem kawy" na pokładzie prezydenckiej maszyny. Austriacka agencja APA wskazuje, że Madryt zażądał inspekcji samolotu prezydenta Boliwii, czyniąc z tego warunek wydania zgody na przelot przez hiszpańską przestrzeń powietrzną.

Prezydent Morales podkreślił, że nie mógł przystać na propozycję ambasadora, ponieważ oznaczała ona naruszenie prawa międzynarodowego. "Przecież nie jestem przestępcą" - powiedział. Austriackie media informują, że Morales zaproponował ambasadorowi filiżankę kawy, ale w wiedeńskim porcie lotniczym.

Ostatecznie MSZ Hiszpanii poinformowało, że samolot Moralesa może przelecieć przez przestrzeń powietrzną tego kraju, z międzylądowaniem na Wyspach Kanaryjskich.

Samolot boliwijskiego prezydenta musiał w nocy z wtorku na środę lądować w stolicy Austrii, ponieważ kilka krajów europejskich odmówiło zgody na przelot przez swoją przestrzeń powietrzną. Nikt nie powiedział tego wprost, ale przypuszcza się, że było to związane z podejrzeniem, że na pokładzie może się znajdować Edward Snowden, który ujawnił skalę inwigilacji elektronicznej prowadzonej przez amerykańską Agencję Bezpieczeństwa Narodowego (NSA).

Morales zdecydowanie zaprzeczył, jakoby Snowden znajdował się na pokładzie jego samolotu. Mediom powiedział, że w ogóle go nie zna i że Snowden nie wystąpił o azyl w Boliwii.

APA informuje, powołując się na rzeczniczkę ministra spraw zagranicznych Austrii Alexandra Spindeleggera, że za zgodą prezydenta Boliwii do jego samolotu weszli funkcjonariusze austriackiej straży granicznej. Na pokładzie oprócz Moralesa znajdowało się sześciu członków boliwijskiego rządu. Skontrolowano ich paszporty. Snowdena w samolocie nie było.

Przed odlotem Morales pożegnał się z dziennikarzami, ostro skrytykował kraje, które zamknęły swą przestrzeń powietrzna dla jego samolotu. Oświadczył, że stał się "zakładnikiem" i że kraje, za sprawą których przez 13 godzin nie mógł odlecieć z Wiednia, popełniły "historyczny błąd". Dodał, że nie rozumie, dlaczego tak postąpiono.

Prezydent Boliwii wyraził opinię, że incydent w Wiedniu był prowokacją, wymierzoną nie tylko przeciwko niemu osobiście, ale także przeciwko całej Ameryce Łacińskiej i wszystkim krajom świata, które nie chcą podporządkować się Stanom Zjednoczonym - relacjonuje APA.

Morales podziękował Austriakom podkreślając, że w Wiedniu potraktowano go doskonale. Wyraził też podziękowania dziennikarzom za obszerne relacjonowanie całego zajścia. Prezydenta Austrii Heinza Fischera, z którym spotkał się na lotnisku, zaprosił do złożenia wizyty w La Paz.

Ambasador Boliwii przy ONZ Sacha Llorenti oświadczył, że odmowa przelotu prezydenckiej maszyny przez europejską przestrzeń powietrzną była "aktem agresji, który może mieć konsekwencje". Francji, Portugalii, Hiszpanii i Włochom zarzucił "złamanie prawa międzynarodowego". Zapowiedział zwrócenie się w tej sprawie do sekretarza generalnego ONZ Ban Ki Muna.

Llorenti oświadczył, że "rozkazy przyszły ze Stanów Zjednoczonych", ale inne kraje naruszyły immunitet chroniący prezydenta i jego samolot.

PAP, lz

[fot: PAP-EPA]

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook