Jedynie prawda jest ciekawa

Pożary w rosyjskiej armii

29.12.2011

Atomowy okręt podwodny "Jekaterinburg" został w czwartek wieczorem częściowo podtopiony, aby zlikwidować pożar, który wybuchł na drewnianych rusztowaniach zamontowanych wokół jednostki, znajdującej się w suchym doku w stoczni w Roslakowie w obwodzie murmańskim.

Według wojskowej prokuratury Rosji nie ma zagrożenia skażeniem nuklearnym i nie ma ofiar, nie trzeba też ewakuować mieszkańców miasteczka.

"Okręt trzeba było podtopić i teraz trwa dogaszanie zarzewia ognia" - powiedziało źródło w murmańskim oddziale Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych.

Rzecznik Zachodniego Okręgu Wojskowego ds. Floty Północnej, kapitan Wadim Sierga poinformował wcześniej, że "o godzinie 16.20 czasu moskiewskiego (13.20 czasu polskiego) podczas prowadzenia prac zapaliły się drewniane rusztowania zamontowane wokół Jekaterinburga i ogień przedostał się na kadłub lekki jednostki". "Wykluczono rozprzestrzenienie się pożaru wewnątrz okrętu, nie ma zagrożenia dla jego urządzeń technicznych" - dodał.

Rzecznik ministerstwa obrony Igor Konaszenkow powiedział, że przed remontem z okrętu ze względów bezpieczeństwa zabrano całą broń nuklearną. Gubernator obwodu murmańskiego Dmitrij Dmitrienko informował z kolei, że dwa reaktory atomowe okrętu były wyłączone.

W likwidacji pożaru brało udział ponad 60 strażaków i 14 jednostek.

Według ministerstwa ds. sytuacji nadzwyczajnych w Murmańsku przyczyną pożaru było naruszenie zasad prowadzenia prac remontowych.

Podwodny okręt atomowy "Jekaterinburg" klasy Delta IV, zwodowany we wrześniu 1984 roku, wyposażony jest w 16 międzykontynentalnych rakiet balistycznych z głowicami nuklearnymi. Ich maksymalny zasięg to 11 500 km.

Spłonął myśliwiec

Rosyjski myśliwiec bombardujący Su-24 zapalił się w czwartek podczas lądowania na lotnisku wojskowym pod Wołgogradem i spłonął; obaj piloci, wg wstępnych danych, zdążyli się katapultować i nie ucierpieli - poinformowała prokuratura wojskowa.

Załoga odbywała planowy lot. Przy lądowaniu maszyna zapaliła się, gdy dotknęła pasa. Obaj piloci zdążyli się katapultować - powiedział rozmówca agencji ITAR-TASS. Wg niego polecenie katapultowania się wydano pilotom z punktu dowodzenia.

Lotnisko wojskowe, na którym spłonęła maszyna, znajduje się we wsi Marinowka położonej 65 km od Wołgogradu.

To, jak pisze agencja RIA Nowosti, druga w ostatnim czasie katastrofa Su-24. Do poprzedniej doszło w październiku w obwodzie amurskim na Dalekim Wschodzie, gdy samolot lecący do zakładów remontowych wyjechał podczas lądowania poza pas startowy i się zapalił. Wówczas obaj piloci zginęli.

PAP
Fot. sxc.hu
CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook