Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Polska przegrywa w Strasburgu ws. śmierci Przemyka

17.09.2013

Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uznał skargę Leopolda Przemyka, ojca Grzegorza Przemyka, maturzysty śmiertelnie pobitego przez milicjantów w 1983 roku. Sędziowie stwierdzili, że w postępowaniu przed polskimi sądami został pogwałcony artykuł 2. Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Sędziowie byli jednomyślni. Trybunał w Strasburgu obnażył słabość polskiego wymiaru sprawiedliwości.

Trybunał doszedł do wniosku, że polskie sądy nie wyjaśniły właściwie okoliczności tej sprawy i uznał, że doszło do naruszenia artykułu 2. Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Państwo polskie ma wypłacić skarżącemu kwotę 20 tys. euro.

Sądy powinny były badać zabójstwo na podstawie art. 105 par. 2 kodeksu karnego, zgodnie z którym nie przedawnia się przestępstwo skutkujące ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu lub ciężkim uszkodzeniem ciała, którego dopuścił się funkcjonariusz publiczny w związku z pełnieniem obowiązków służbowych. Polskie sądy uznały, że było to pobicie ze skutkiem śmiertelnym i stwierdziły, że doszło do przedawnienia jego karalności.

W skardze do Trybunału Leopold Przemyk podnosi, że polskie sądy nie przeprowadziły właściwego postępowania wyjaśniającego i tym samym naruszyły art. 2 europejskiej konwencji praw człowieka i podstawowych wolności, który stwierdza, że prawo każdego człowieka do życia jest chronione przez ustawę.

Przypomnijmy, że 12 maja 1983 r. milicjanci zabrali 19-letniego maturzystę Grzegorza Przemyka z pl. Zamkowego w Warszawie na pobliski komisariat przy ul. Jezuickiej. Tam został ciężko pobity – dostał kilkadziesiąt ciosów pałkami w barki i plecy oraz kilkanaście ciosów w brzuch. Pobity młodzieniec, przewieziony do szpitala, zmarł po dwóch dniach. Jego pogrzeb stał się manifestacją przeciw brutalności ówczesnych władz. Wzięło w nim udział kilkadziesiąt tysięcy osób. Pogrzeb poprzedziła msza święta odprawiona w kościele św. Stanisława Kostki.

W aktach sprawy zabójstwa Przemyka zachowała się notatka ówczesnego szefa MSW gen. Czesława Kiszczaka: „Ma być tylko jedna wersja śledztwa – sanitariusze”. O tej tezie mówiła oficjalna propaganda, prowadząca kampanię zniesławiania otoczenia Przemyka oraz jego matki Barbary Sadowskiej, poetki zaangażowanej w prace Prymasowskiego Komitetu Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom.

Biuro Polityczne KC PZPR powołało do sprawy śmierci Przemyka specjalny zespół pod kierownictwem odpowiedzialnego za bezpieczeństwo b. szefa MSW gen. Mirosława Milewskiego.

- Gdybyśmy chcieli rozprawić się z Przemykiem, wzięlibyśmy fachowców – mówił Kiszczak na posiedzeniu tego zespołu latem 1983 r.

W lipcu 1984 r. sąd uwolnił od zarzutu pobicia Przemyka dwóch milicjantów – Ireneusza K. i Arkadiusza Denkiewicza, dyżurnego komisariatu. Natomiast na kary więzienia zostali skazani dwaj sanitariusze, którzy wieźli Przemyka do szpitala.

Po 1989 r., gdy uchylono wyroki wydane w 1984 r., sprawa wróciła do sądu. Sądy uniewinniły Ireneusza K. od stawianego mu zarzutu, ale w wyniku decyzji wyższych instancji – sprawa wracała do ponownego osądzenia. Ireneusz K., w 1983 r. 20-letni zomowiec, do 2005 r. pracował w policji w Biłgoraju. W maju 2008 r. Sąd Okręgowy w Warszawie uznał Ireneusza K. za winnego i skazał na 8 lat więzienia, ale w wyniku amnestii kara została zmniejszona o połowę. Sąd uznał wtedy, że pobicie, którego skutkiem była śmierć Przemyka, było przestępstwem popełnionym przez funkcjonariusza publicznego w związku z pełnieniem obowiązków służbowych i w związku z tym nie doszło do przedawnienia. Wyrok ten został jednak uchylony w grudniu 2009 r. przez Sąd Apelacyjny w Warszawie, który uznał, że sprawa przedawniła się 1 stycznia 2005 r. Sąd uznał, że pobicie, którego skutkiem była śmierć Grzegorza, nie mieściło się w pojęciu „ciężkiego uszczerbku na zdrowiu”, czy „ciężkiego uszkodzenia ciała”, o którym mowa w art.105 par. 2 kodeksu karnego. Kasację od wyroku Sądu Apelacyjnego złożył w 2010 r. do Sądu Najwyższego ówczesny prokurator generalny, minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski. Sąd Najwyższy oddalił jednak kasację, bo uznał ją za bezzasadną. Wskazał, że Sąd Okręgowy uznał milicjanta za winnego, ale jednocześnie nie stwierdził, by była to zbrodnia komunistyczna, która przedawnia się dopiero po 30 latach.

Denkiewicz zaś został skazany na dwa lata pozbawienia wolności, ale według psychiatrów, odbycie kary uniemożliwiał jego stan psychiczny. W maju 1983 r., momencie zatrzymania i pobicia Grzegorza Przemyka, był sierżantem MO i dyżurnym w komisariacie przy ul. Jezuickiej w Warszawie. Według ustaleń śledztwa to właśnie on nakłaniał innych funkcjonariuszy by bili zatrzymanego „tak, żeby nie było śladów”.

Z kolei Kazimierz O. z Komendy Głównej MO, któremu zarzucono próbę zniszczenia akt sprawy Przemyka w 1989 r., na półtora roku pozbawienia wolności w zawieszeniu w wyniku apelacji został uniewinniony.

Śledztwo w sprawie śmierci Przemyka prowadził również Instytut Pamięci Narodowej. W 2009 r. zarzuty utrudniania wyjaśnienia śmierci Przemyka usłyszał były minister spraw wewnętrznych Czesław Kiszczak, jednak z powodu przedawnienia karalności IPN umorzył w 2012 r. postępowania przygotowawcze przeciwko niemu i innym podejrzanym.

Artur S. Górski

Zainteresował Cię artykuł? Dołącz do nas na Facebooku!

Solidarność.org

[fot: PAP/EPA]

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook