Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Paryski marsz w prasie światowej

12.01.2015

Światowa prasa z uwagą śledziła marsz w Paryżu przeciwko terroryzmowi. W komentarzach przeplatał się podziw dla możliwości organizacyjnych Francuzów, jak i obawy o przyszłość kraju i całego regionu w obliczu możliwej „wojny cywilizacji”.

- To największa manifestacja od wyzwolenia (Francji spod okupacji hitlerowskiej)! Coś niesłychanego stało się na ulicach Francji - raduje się lewicowy dziennik "Liberation".

- 11 stycznia pozostanie w naszej historii - podkreśla komunistyczna gazeta "L'Humanite".

Konserwatywny "Le Figaro" pisze, że: - historyczny dzień 11 stycznia 2015 r. również będzie miał swoje miejsce w narodowej wyobraźni, bo jak tu nie być poruszonym na widok wreszcie zjednoczonego narodu?.

- Teraz to pozwoli nam pójść nieco dalej - zastanowić się - podkreśla regionalny "Ouest-France", największy pod względem nakładu i liczby czytelników dziennik we Francji.

Gazety "Le Parisien" i "Aujourd'hui en France", która jest krajową edycją "Le Parisien", zgodnie wskazują, że: "gdy minie czas żałoby i emocji, nasz kraj zwróci się ku przyszłości już z innej perspektywy."

Prawicowy dziennik "L'Opinion" zwraca uwagę, że niedzielny marsz "to nie jest komunikat poparcia (dla polityków)"; to: "komunikat skierowany do naszych przywódców, komunikat, który zobowiązuje."

- Ataki terrorystyczne we Francji powinny sprowokować debatę o wielu sprawach, m.in. o wolności prasy, ale Europa i jej sojusznicy udzielili jedynie słusznej odpowiedzi, demonstrując jedność w obronie demokratycznych wartości

- pisze "New York Times".

- Jednak w obliczu wciąż świeżego strachu dobrze się stało, że pierwszą odpowiedzią samej Francji, całej Europy i jej sojuszników po drugiej stronie Atlantyku była "silna i zjednoczona demonstracja gniewu i solidarności - podkreśla gazeta, odnosząc się do masowych manifestacji, jakie odbyły się w niedzielę w wielu miastach Europy w hołdzie zabitym.

Według "NYT" "tłumnie stawiając się na marszach solidarności, ich uczestnicy dobitnie pokazali, że w ich wspólnej opinii zaatakowany przez terrorystów satyryczny tygodnik „Charlie Hebdo” wykorzystywał jedynie fundamentalne prawo demokracji, czyli prawo do swobodnego wyrażania poglądów oraz, że żadna domniemana prowokacja, poczucie krzywdy czy religijny pogląd nie usprawiedliwia zabijania tych, którzy dla swej obrony mają jedynie pióro."

"FT" ostrzega, że nadszedł: "być może niebezpieczny czas próby dla wzajemnych relacji między społecznościami we Francji. Nie wolno dopuścić do sytuacji, by politycy głównego nurtu podjęli flirt ze skrajną prawicą"

Gazeta ocenia, że choć Francja, jak inne europejskie rządy, zapewne dokona teraz rewizji swej polityki bezpieczeństwa

- Nie, ta Francja nie ugnie się pod niczym. Nie ugnie się pod przemocą, ani pod nienawiścią, ani strachem. Setki tysięcy obywateli wyszło w niedzielę na ulice. Francuzi dumnie celebrowali ten moment. To, jak prawica, żydzi i muzułmanie szli ręka w rękę bulwarem im. Woltera, było republikańskim spektaklem w najlepszym tego słowa znaczeniu

- napisał wydawany w Monachium opiniotwórczy „Süddeutsche Zeitung“

Zdaniem „die Welt”

- Nastroje w tym niedzielnym spacerze całej Republiki były zdominowane przez żałobę po ukochanych przyjaciołach, przez przekorę i duch zrywu, ale też przez ironię. Raz po raz wznoszono okrzyki „Charlie, Charlie” i podnoszono w górę plakaty z napisami „Meme pas peur”. Miało to znaczyć „nie boimy się ani trochę”. Aby zrozumieć, że była to raczej próba dodania sobie odwagi, nie trzeba było nawet patrzeć w górę na dachy, na których stali snajperzy. Oczywiście, że Francja się boi. Przeczuwa bowiem, że na dłuższą metę nie wystarczy spacerować w niedzielę na rzecz demokracji, aby ją obronić.

Konserwatywny „Frankfurter Allgemeine Zeitung” zaznacza, że:

- Dla Europejczyków to publiczne trwanie w jedności musi być oczywiste. Musi to mieć konsekwencje w podwyższeniu wspólnych standardów bezpieczeństwa i żelaznej woli, aby nie dać za wygraną przed ekstremizmem i terroryzmem. I dlatego też w tym sensie było dobrze, że Merkel (i członkowie jej gabinetu), Cameron i wielu innych przywódców rządów i państw oraz ministrowie przybyli do Paryża. W godzinie próby i odwoływania się do sedna naszej polityki i organizacji społeczeństwa, trwamy razem. Ta wspólnota musi przetrwać, kiedy zniknie uczucie zagrożenia i w codziennej rzeczywistości polityczne.

PAP/ "Deutsche Welle"

[FOTO: PAP/ EPA]

Słowa kluczowe:

Paryż

,

terroryzm

,

prasa

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook