Jedynie prawda jest ciekawa

Orban "czarnym koniem" wyborów

03.04.2014

Większość Węgrów chce, by Viktor Orban ponownie pozostał na prezydenckim stanowisku. Jedyną wątpliwą kwestią niedzielnych wyborów jest to, czy jego prawicowe ugrupowanie Fidesz uzyska kwalifikowaną większość dwóch trzecich mandatów.

Według opublikowanych w czwartek wyników ankiety instytutu badania opinii publicznej Meridian na Fidesz zamierza głosować 36 proc. wszystkich  respondentów, natomiast na opozycyjną lewicową koalicję wokół Węgierskiej Partii Socjalistycznej (MSZP) 18 proc. W przypadku osób, mających jasne preferencje co do popieranych partii, wskaźniki te wynoszą odpowiednio 47 i 23 proc.

Spośród pozostałych reprezentowanych obecnie w parlamencie ugrupowań skrajnie prawicowy Ruch na rzecz Lepszych Węgier (Jobbik) ma poparcie 15 proc. całości ankietowanych i 21 proc. wyborców  zdecydowanych, natomiast liberalna proekologiczna partia Polityka Może Być Inna (LMP) lokuje się wyraźnie poniżej niezbędnego do uzyskania mandatów progu 5 proc. głosów.

Na ostateczny podział miejsc w jednoizbowym Zgromadzeniu Narodowym wpłynie także wprowadzone przez nową ordynację wzmocnienie pozycji partii silniejszych kosztem słabszych. W sondażu Meridian zamiar głosowania zadeklarowało 62 proc. respondentów, podczas gdy w poprzednich wyborach parlamentarnych w 2010 roku frekwencja wyniosła 59 proc.

50-letni Orban deklaruje się jako obrońca węgierskich interesów narodowych, a polityka jego rządu wywołała konflikty z bankami i znaczną częścią działających na Węgrzech zagranicznych spółek. Jak twierdzi premier, zdecydowane działania, w tym nacjonalizacja należących do prywatnych funduszy emerytalnych środków o równowartości 14 mld dolarów, pozwoliły ustabilizować finanse państwa i uratować je przed kryzysem na miarę greckiego.

Orban zapowiedział, że w razie reelekcji będzie kontynuował obniżanie cen energii i rozwiązywanie problemu kredytów hipotecznych w obcych walutach, co według banków może je narazić na dalsze straty. Krytycy twierdzą również, że w ciągu ubiegłych czterech lat na Węgrzech doszło do zachwiania równowagi między uprawnieniami poszczególnych instytucji państwowych i osłabienia niezależności mediów.

Opozycyjna lewicowa koalicja, której przewodzi socjalista Attila Mesterhazy, obiecuje, że w razie objęcia rządów obniży ceny podstawowych artykułów żywnościowych, podniesie płace minimalne i wprowadzi sprawiedliwszy podatek od dochodów, ale jej popularność wśród elektoratu w ostatnim czasie spadła.

Przyczyniła się do tego niejednorodność sojuszu, obejmującego poza MSZP pięć innych partii oraz umieszczenie na jego listach wyborczych osób, kojarzonych w społecznej świadomości z doprowadzeniem Węgier na krawędź załamania finansowego w 2008 roku, w tym ówczesnego premiera Ferenca Gyurcsanya. Samej MSZP wyraźnie zaszkodziło ujawnienie w lutym bieżącego roku, że jej wiceprzewodniczący Gabor Simon zatajał w deklaracjach majątkowych fakt posiadania w Austrii konta z wkładem 770 tys. euro. Po pozbawieniu go immunitetu Simon zrezygnował z mandatu poselskiego i został w marcu aresztowany.

Gdy skrajnie prawicowy Jobbik zdobył w wyborach w 2010 roku 15,8 proc, głosów, wielu uznało to za jednorazowy fenomen, ale rzeczywistość okazała się inna. Finansowane głównie z ustawowych państwowych dotacji ugrupowanie utrzymało przez cztery lata swą popularność na praktycznie niezmienionym poziomie mimo powszechnego piętnowania wypowiedzi jego przedstawicieli jako rasistowskich, antysemickich i homofobicznych.

W swym programie wyborczym Jobbik obiecuje stworzenie nowych miejsc pracy, zdecydowaną walkę z przestępczością, renegocjację zasad spłacania długu państwowego Węgier oraz przeprowadzenie referendum w sprawie dalszego członkostwa w UE. Oczekuje się, że w niedzielę uzyska poparcie porównywalne z tym sprzed czterech lat, ale w efekcie działania nowej ordynacji będzie dysponował mniejszą niż dotąd częścią mandatów poselskich.

PAP/kop
[Fot. Facebook]

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook