Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Nowe zadania amerykańskiej dyplomacji

21.07.2015

Po wznowieniu stosunków z Kubą dyplomaci USA powinni wykorzystać swe nowe uprawnienia do kontrolowania, czy na wyspie, skąd wciąż napływają sygnały o nękaniu dysydentów, przestrzegane są prawa człowieka - pisze we wtorek dziennik "Washington Post".

Otwarcie prezydenta Baracka Obamy na Kubę opiera się na założeniu, że po ponad 50 latach wrogości ze strony Stanów Zjednoczonych rozwój stosunków handlowych, wymiana informacji i możliwości podróżowania podkopią dyktaturę zbudowaną przez Fidela Castro.

Jednak takie założenie jest wątpliwe, gdyż otwarcie na Kubę, w tym poniedziałkowe wznowienie stosunków dyplomatycznych, może wzmocnić a nie osłabić reżim, na którego czele obecnie stoi brat Fidela, Raul - uważa waszyngtoński dziennik. Przypomina, że USA utrzymują stosunki dyplomatyczne z wieloma krajami, które lekceważą prawa człowieka, w tym z Chinami, Arabią Saudyjską czy Rosją. "Znaczenie będzie miało nie zawieszenie flag w Waszyngtonie i Hawanie, ale to, w jaki sposób USA będą wykorzystywały swoje wpływy" - podkreśla "WP".

Gazeta cytuje przedstawiciela amerykańskiej administracji, który powiedział, że podczas negocjacji przeprowadzono "solidną rozmowę" na temat katastrofalnej sytuacji z przestrzeganiem praw człowieka na Kubie. Komunistyczne władze zwolniły niektórych więźniów politycznych, ale z wyspy często napływają informacje, z których wynika, że wciąż nękani są tam dysydenci. Powszechne są krótkotrwałe zatrzymania i pobicia, zwłaszcza gdy na ulice po niedzielnych mszach wychodzą Damy w Bieli, czyli żony i krewne więzionych opozycjonistów.

Po otwarciu ambasad amerykańscy urzędnicy w Hawanie zostali pełnoprawnymi dyplomatami i mogą teraz swobodnie poruszać się po wyspie. "Może powinni zrezygnować z kilku dyplomatycznych przyjęć i wykorzystać te nowe uprawnienia do przyjrzenia się jednemu z najbardziej niepokojących rozdziałów w historii dyktatury Castro" - apeluje "WP".

Dziennik przypomina sprawę opozycjonisty Oswaldo Payi, który 22 lipca 2012 roku zginął w wypadku samochodowym wraz z innym dysydentem Haroldem Cepero. Autem kierował lider młodzieżówki hiszpańskiej Partii Ludowej, Angel Carromero; oprócz niego w samochodzie był też Szwed. Jechali na spotkanie z działaczami Chrześcijańskiego Ruchu Wyzwolenia Payi.

Według orzeczenia kubańskiego sądu sprawcą wypadku był Carromero. Po wydaniu wyroku skazującego na Kubie, Hiszpan powrócił do ojczyzny. Od tego czasu powtarza, że samochód został zepchnięty z drogi przez inny pojazd z rządową rejestracją. Jego oświadczenia sugerują, że to ludzie Castro spowodowali wypadek, zabijając Payę i Cepero - pisze "WP".

"Niestety żaden rząd ani międzynarodowa instytucja nie przeprowadziły wiarygodnego śledztwa w sprawie śmierci Payi" - pisze gazeta. Dodaje, że w środę organizacja Human Rights Foundation z Nowego Jorku opublikuje raport w tej sprawie.

"Ponad dekadę temu pod projektem autorstwa Payi, wzywającym do referendum w sprawie reform prawnych, które uwolniłyby system polityczny Kuby, podpisały się tysiące osób. Teraz, gdy Payi już nie ma, inni kontynuują walkę na Kubie i ponoszą jej koszty. To na nich, a nie na reżimie Castro, powinna koncentrować się amerykańska dyplomacja" - apeluje "WP".

AM/PAP

[fot. PAP/EPA/Ernesto Mastrascusa]

Słowa kluczowe:

prezydent

,

Kuba

,

rozwój

,

informacje

Warto poczytać

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook