Jedynie prawda jest ciekawa

Media w Niemczech o szczycie NATO

11.07.2016

Warszawski szczyt NATO jest szeroko komentowany w niemieckich mediach. Szczególnie wiele miejsca poświęcone jest jego wynikom. Co warte podkreślenia, słowa Baracka Obamy o zagrożeniu demokracji w Polsce, które wznieciły ogromne emocje na Czerskiej i w TVN-ie, nie spotkały się zainteresowaniem dziennikarzy zza Odry.

Jak dodaje rozgłośnia, „NATO zademonstrowało determinację”.

- Chodzi o to, by krajom bałtyckim, niegdyś wcielonym do ZSRR, oraz państwom zdominowanego przez Sowietów dawnego Układu Warszawskiego zademonstrować, że Sojusz rozumie ich niepokoje - twierdzi „Deutsche Welle”.

Zdaniem rozgłośni dialog z Moskwą nie zostanie zerwany.

- Rada NATO – Rosja powinna zostać reaktywowana. Prezydent Putin telefonuje ochoczo z prezydentami Obamą i Hollande’m oraz kanclerz Merkel. Dialog na najwyższym szczeblu funkcjonuje. I musi funkcjonować, ponieważ państwa NATO i Rosja mają wspólne polityczne interesy: konflikt w Syrii, obrona przed islamistycznym terrorem, rozwój sytuacji w Afganistanie i Iranie. Abstrahując już zupełnie od interesów gospodarczych —podkreśla rozgłośnia.

- Tymi, którzy najbardziej ucierpią na tej dwutorowej koncepcji strategicznej NATO są przede wszystkim Ukraina i Gruzja. Muszą one przygotować się na to, że Rosja jeszcze długo będzie cierniem w ich oku i NATO nie będzie mogło, albo chciało, nic na to poradzić pod względem wojskowym - dodaje rozgłośnia.

Z kolei monachijska „Sueddeutsche Zeitung” napisała, że „NATO udało się to, co nie powiodło się właśnie UE. Jego członkowie zrozumieli, że spójność czyni mocnym”.

- To żadna oczywistość w sojuszu obronnym składającym się z 28 państw, które w czasach wojen, terroru i wypędzeń prezentują 28 różnych poglądów na temat bezpieczeństwa - stwierdza na wstępie publicysta Stefan Kornelius w artykule „Sojusz - jakby nie było”.

Publicysta przyrównuje Sojusz do potężnej biurokratycznej maszynerii, na którą składa się „rzesza poklepywaczy po ramionach, strategów, ludzi od zbrojeń oraz polityków”, która przy podejmowania decyzji nie działa jednak zbyt dynamicznie.

Zdaniem publicysty, mimo uczucia samozadowolenia na szczycie w Warszawie, NATO swoim rozwiązaniem (polegającym na rotacji czterech batalionów w krajach bałtyckich i w Polsce) nie wymyśliło nic nowego. W opinii Stefana Korneliusa bataliony nie stanowią żadnej siły militarnej, a są najwyżej „tablicą ostrzegawczą dla Rosji, że napad któregoś z państw NATO może mieć dla niej następstwa”.

W opinii autora artykułu, Sojusz, podobnie jak politycy, działa postfactum i „musi przyznać się do braku orientacji”. W obliczu terroru, fali migracji, wojny w Syrii, właściwego obchodzenia się z Rosją, przebudowy struktur wewnętrznych przy rosnącym, ale wciąż niskim budżecie oraz porozumieniu 28 partnerów Sojusz „też jest przeciążony”. Dlatego autor zaleca trzymanie się najważniejszych celów.

Autor popiera politykę odstraszania NATO, choćby dlatego, że daje ona „państwom członkowskim Sojuszu na Wschodzie minimum pewności, bez której mógłby się szybko zradykalizować”. Jednocześnie jest zdania, że państwa NATO prawidłowo postępują nie kierując się w działaniu logiką militarnej eskalacji.

 - Moskwa stanowi poważne zagrożenie militarne - uzupełnia gazeta „Die Welt”.

- Posługując się frazesami z zajęć z socjologii nie zajdzie się daleko. Oczywiście, że NATO i Rosja muszą ze sobą rozmawiać, o ile obie strony chcą w poważne prowadzić dialog na wspólne tematy – czego obecnie brakuje - zaznacza dziennik.

 - Sojusz podjął Warszawie jedyną właściwą decyzję – więcej zbrojeń i więcej odstraszania. Te decyzje mogą być jednak jedynie tylko jednym z etapów na długiej drodze. Prezydent Rosji Putin wyprzedza Zachód zawsze o jeden krok. Teraz Sojusz powinien szybko zadecydować, jak chce zareagować na rosyjską obecność w regionie Morza Czarnego. Poza tym Putinowi udało się zmienić strategiczną równowagę na Bliskim Wschodzie. Moskwa stała się tam ważnym politycznym i wojskowym graczem. Sojusz nie znalazł na to dotąd żadnej odpowiedzi. NATO konfrontowane jest z polikryzysem. Kto ma odpowiedzialność, musi także działać odpowiedzialnie - uważa gazeta.

Opiniotwórcza „Frankfurter Allgemeine Zeitung” konstatuje, że „NATO zmienia się – nie po raz pierwszy w swojej historii”.

 - Szczyt Warszawie wydaje się na pierwszy rzut oka powrotem do początków historii Sojuszu - pisze „FAZ”.

Jak dodaje gazeta, „chodzi tu jednak przede wszystkim o kolejny krok na rozpoczętej w 2014 w Walii drodze, na której znowu na pierwszy plan wysuwa się odstraszanie. (…) W rzeczywistości kwintesencja warszawskich decyzji to dwa punkty – po pierwsze ma stać się jasne, że atak na jedno z państw Sojuszu będzie atakiem na cały Sojusz. Po drugie chodzi tu nie tyle o powrót do zimnej wojny, lecz o to, by drzwi do dialogu z Moskwą były otwarte. To, że w najbliższą środę po prawie dwóch latach przerwy spotka się na poziomie ambasadorów rada NATO – Rosja jest zachęcającym sygnałem.

„Hannoversche Allgemeine Zeitung” podsumowuje ten szczyt słowami: „Kamień milowy. Drogowskaz. Punkt zwrotny - na określenie obecnego szczytu w Warszawie nie brakuje odpowiednich słów”

Odnosi się to jej zdaniem przede wszystkim do relacji z Rosją.

Od czasu rosyjskiej aneksji Krymu szczególnie kraje bałtyckie i Polska czują się zagrożone przez swojego wielkiego sąsiada na wschodzie. Zbrojenia i odstraszanie – tak brzmią odpowiedzi na rosyjskie zagrożenie - dodaje „HAZ”.

wkt/wPolityce.pl

 

[fot. PAP/Radek Pietruszka]

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook