Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Ważna wizyta Romneya w Richmond

13.10.2012

Na nieco ponad trzy tygodnie przed wyborami, w Richmond odbyło się duże święto amerykańskich Republikanów. Wiec miał za zadanie wzmocnić sztab Mitta Romneya przed ostatnią prostą.

Spotkanie Romneya w Richmond nazywa się "Wiec zwycięstwa", choć do wyborów prezydenckich w USA jeszcze 24 dni. Sztab kampanii Romneya jest w euforii po udanej dla niego debacie w TV z prezydentem Barackiem Obamą i chce, by ten nastrój udzielił się wyborcom.

W oczekiwaniu na kandydata Republikanów przeboje gwiazdy muzyki country Hanka Williamsa śpiewa z gitarą jego córka. Na wielkim ekranie oglądamy film o Romneyu, znany z konwencji Republikanów w Tampie.

Jesteśmy w Richmond, stolicy Wirginii, jednego z tzw. swing states, kilku stanów, gdzie rozstrzygnie się wyścig do Białego Domu. Wirginia długo była republikańska, ale cztery lata temu poparła w wyborach Obamę. Wiec Romneya odbędzie się na terenie należącym do Mobile Supercenter, największej w USA sieci sprzedaży samochodów używanych. Romney ma przyjechać o godz. 11.30, ale już na dwie godziny przedtem ogrodzony trawnik z estradą pośrodku zapełnia się ludźmi.

Przybywających witają sprzedawcy guzików z podobiznami Mitta i jego żony Ann oraz działacze rozdający ulotki "Czy popierasz węgiel?". Wirginia to najstarszy w USA ośrodek górnictwa węglowego, z którym - jak przypominają Republikanie - walczy Obama, forsując alternatywne źródła energii. Dlatego obecny prezydent nie będzie tu miał przyjaciół.

Nad głowami zebranych wielki niebieski transparent: "Potrzebujemy prawdziwej naprawy gospodarki". Starsze panie rozdają wszystkim plakietki "Romney-Ryan 2012" i chorągiewki w narodowych barwach.

Na 10 minut przed przybyciem nominata Partii Republikańskiej (GOP), prowadzący spotkanie wzywa do deklamacji przysięgi na wierność konstytucji i odśpiewania hymnu. Wszyscy intonują "Star Spangled Banner". Przemawiają lokalni kongresmani i gubernator stanu Bob McDonnell. "W Romneyu mamy niezwykłego przywódcę, który rozumie amerykańskie marzenie, ponieważ sam je zrealizował" - podkreśla gubernator.

Romney pojawia się na podium, staje za mównicą. "Mitt, Mitt, Mitt!" - skanduje tłum. Mównica ustawiona jest tak, żeby jej tło stanowiła trybuna ze zwolennikami kandydata ubranymi w czerwone koszulki i wznoszącymi tablice z jego nazwiskiem.

"Prezydent powiedział, że Waszyngtonu nie można zmienić od wewnątrz, tylko trzeba z zewnątrz. Cóż, zadbamy o to, żeby od 6 listopada (czyli dnia wyborów) znalazł się na zewnątrz" - mówi Romney.

Zebrani nagradzają ten bon mot śmiechem i owacją. Kandydat obiecuje unieważnić "Obamacare" - reformę ochrony zdrowia przeforsowaną przez obecnego prezydenta - i cofnąć planowane z inicjatywy Białego Domu cięcia wydatków na zbrojenia.

Następnie przedstawia swój pięciopunktowy plan uzdrowienia gospodarki i przyrzeka, że nikomu nie podniesie podatków. "Prezydent chce ratować Wielkiego Ptaka. Ja chcę ratować amerykańskie rodziny" - deklaruje Romney. Wielki Ptak (Big Bird) to idol dzieci z serialu "Ulica Sezamkowa" publicznej telewizji PBS; Romney chce jej cofnąć dotacje z Kongresu.

"To są decydujące dni dla Ameryki. Musimy dalej nieść pochodnię wolności" - mówi na zakończenie republikański kandydat. Republikanie przekonują, że bronią wolności Amerykanów zagrożonej rozbudową rządu, za sprawą Obamy.

Czas teraz na indywidualne powitania. Romney, otoczony wianuszkiem agentów Secret Service, idzie wzdłuż szpaleru fanów i ściska im ręce. Podnosi w górę niemowlę i zatrzymuje się przy weteranach na wózkach inwalidzkich. Kobieta z dzieckiem na ręku mówi, że chłopiec ma zespół Downa. Twarz Romneya wyraża współczucie: "w naszej rodzinie też mieliśmy krewną wymagającą stałej opieki" - mówi.

Matka chłopca nazywa się Traci Laganke. "Przyszłam tu, aby uświadomić ludziom czym jest zespół Downa. Mitt Romney okazał współczucie. Jego poglądy zgadzają się z moimi, zwłaszcza w kwestiach moralnych. Jestem stanowczo przeciwna aborcji" - tłumaczy. Kobieta krytykuje Obamę także za politykę zagraniczną - według niej prezydent dystansuje się od władz Izraela i idzie na niejasne układy z Rosją. "Mówił, że będzie z Rosją +elastyczny+. Co takiego chce zrobić pod stołem, o czym mamy nie wiedzieć?" - pyta.

Bobby Clark, emerytowany wojskowy z Richmond, pracuje jako niezależny podwykonawca dla koncernu zbrojeniowego Northrop Grunman. Już dawno postanowił, że zagłosuje na Romneya. "Nie jestem nim specjalnie zachwycony, ale jest o niebo lepszy od Obamy. Gospodarka buksuje w miejscu, bezrobocie jest wysokie, ceny benzyny rosną. Romney ma rację, mówiąc o potrzebie zmniejszenia roli rządu i zwiększeniu praw stanów" - mówi Clark.

Jane Anderson, gospodyni domowa z Richmond, też nie ma wątpliwości kto powinien objąć władzę w Białym Domu: "oczywiście, że Mitt Romney". Na pytanie dlaczego, nie udziela konkretnej odpowiedzi. "Lubię go, po prostu" - oświadcza.

Sprzedawca samochodów z pobliskiej firmy J.D. Byrider przyznaje, że jeszcze nie zdecydował, na kogo odda swój głos. Podoba mu się reforma ochrony zdrowia, ale krytykuje prezydenta, że przepchnął ją w Kongresie wyłącznie głosami Demokratów. Żona - mówi - była zawsze za Demokratami, "ale tylko do ostatniej debaty telewizyjnej", w której Obama - dodaje - "zachowywał się tak jakby już nie chciał swej posady".

ll, PAP

[Fot. Wikipedia]

Warto poczytać

Facebook