Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Krytyka Rosji, niepokój Chin, nizezadowolenie Turcji

02.09.2013

Napięta atmosfera wokół planowanej przez USA interwencji w Syrii. Rosja żąda odtajnienia dowodów na użycie broni chemicznej, Chiny wyrażają niepokój, natomiast Turcja czuje się rozczarowana odroczeniem ataku.

Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow jako niestosowne uznał utrzymywanie w tajemnicy przez USA danych o użyciu broni chemicznej w Syrii. Ławrow oświadczył też, że informacje na ten temat, przedstawione Federacji Rosyjskiej przez Stany Zjednoczone, nie zawierały niczego konkretnego.

"Pokazano nam jakieś materiały, które nie zawierały niczego konkretnego: ani map geograficznych, ani nazw. Była w nich masa nieścisłości. Mamy bardzo dużo wątpliwości" - oznajmił szef MSZ FR, występując na inauguracji roku akademickiego w elitarnym Moskiewskim Państwowym Instytucie Stosunków Międzynarodowych (MGIMO).

"To, co nam pokazano, absolutnie nas nie przekonało. Tam nie ma faktów" - dodał.

Ławrow oznajmił, że jeśli Waszyngton "rzeczywiście jest w posiadaniu jakichś supertajnych danych, to powinien uchylić klauzulę tajności". "Chodzi o sprawy wojny i pokoju. Kontynuowanie gry w sekrety jest niestosowne" - wskazał.

Sekretarz stanu USA John Kerry poinformował w niedzielę, ze Waszyngton przedstawił Moskwie dowody na użycie przez syryjskie władze broni chemicznej przeciwko własnym obywatelom, jednak strona rosyjska nie uznała ich za wiarygodne i pozostała przy swoim zdaniu.

Wcześniej prezydent Rosji Władimir Putin zażądał od Stanów Zjednoczonych dostarczenia dowodów, że to syryjski reżim użył broni chemicznej na przedmieściach Damaszku. Wersję taką określił jako "głupstwo nie z tej ziemi".

Według danych USA w ataku z 21 sierpnia, przeprowadzonym przez siły reżimu syryjskiego, zginęło co najmniej 1429 osób. Rząd Syrii twierdzi, że broni chemicznej użyli rebelianci walczący o obalenie prezydenta Baszara el-Asada.

Kerry przekazał, że USA mają dowody, iż w Syrii użyto sarinu. Dowodów tych dostarczyły próbki włosów i krwi przekazane Waszyngtonowi przez tych, którzy jako pierwsi pospieszyli z pomocą ofiarom ataku w Damaszku.

Zaniepokojone możliwą jednostronną interwencją USA w Syrii  wyraziły z kolei Chiny. Jak powiedział rzecznik chińskiego MSZ Hong Lei Waszyngton wyjaśnił Pekinowi, jakimi dowodami dysponuje w sprawie użycia broni chemicznej przez reżim w Damaszku. Nie sprecyzował jednak, jakie dowody przedstawiły Stany Zjednoczone. Chiny ostrzegały wcześniej, że nikt nie powinien wyciągać wniosków w sprawie ataku chemicznego w Syrii, zanim nie będą w pełni znane rezultaty badań inspektorów ONZ.

Pekin podkreślał również, że inspektorzy ONZ powinni przeprowadzić bezstronne dochodzenie, w porozumieniu z rządem syryjskiego prezydenta Baszara el-Asada. Inspektorzy zakończyli pracę w Damaszku w sobotę, a wyniki ich badań mają być znane w ciągu kilku tygodni.

W Radzie Bezpieczeństwa ONZ Chiny wraz z Rosją, która jest najważniejszym sojusznikiem Syrii, blokowały rezolucje mające na celu potępienie i wywarcie presji na reżim Asada.

Odmienne stanowisko prezentuje Turcja. Decyzja prezydenta USA Baracka Obamy, by zwrócić się do Kongresu o zgodę na atak na Syrię "niepokoi Ankarę", nie zadowalają jej też ogłoszone przez Obamę cele i skala amerykańskiej akcji wojskowej - ocenia w poniedziałek turecki dziennik "Hurriyet Daily News".

Krok Obamy może utrudnić zamiary Turcji, by doprowadzić do zmiany władzy w Syrii poprzez międzynarodową akcję wojskową - wyjaśnia gazeta.

Władze tureckie nie ogłosiły swego oficjalnego stanowiska po wystąpieniu Obamy. Źródło dyplomatyczne powiedziało "Hurriyet Daily News", że Ankara może tylko uszanować decyzję prezydenta USA, choć powoduje ona zwłokę "w sytuacji, gdy ze względu na ludzkie życie liczy się każdy dzień, a nawet minuta".

Turcja docenia to, że Obama jest zdecydowany na uderzenie na Syrię bez akceptacji Rady Bezpieczeństwa ONZ - pisze "Hurriyet Daily News". Przypuszcza też, że prezydent USA nie odwoływałby się do Kongresu, gdyby wcześniejsze konsultacje z przywódcami partii w sprawie Syrii nie były dla niego korzystne. "Mimo to każde głosowanie w parlamencie w sprawie użycia siły jest ryzykiem" - zwraca uwagę źródło, przypominając, jak w 2003 roku turecki parlament nieoczekiwanie odrzucił wniosek rządu, by udostępnić terytorium Turcji ma potrzeby interwencji USA w Iraku.

Według Ankary zakres i cele amerykańskiego uderzenia na Syrię powinny być szersze niż te, które zapowiedział Obama - zapobieżenie ponownemu użyciu broni chemicznej lub biologicznej w Syrii lub z
jej terytorium.

"Jesteśmy tego samego zdania co USA, że użycie broni chemicznej powinno zostać ukarane. Jednak nie możemy tego ataku chemicznego (z 21 sierpnia, o który USA obwiniają syryjskie siły rządowe - PAP) oddzielić od całego, trwającego 2,5 roku konfliktu" - powiedziało źródło "Hurriyet Daily News".

"Ten atak chemiczny jest kontynuacją brutalnych ataków reżimu, doprowadzonego do desperacji" - oceniło źródło. Z tego powodu - argumentuje ono - "każda reakcja czy operacja amerykańska powinna być przeprowadzona tak, by przybliżyć zakończenie (kryzysu) i polityczne rozwiązanie w Syrii. Bez tego celu reżim (prezydenta Syrii Baszara) el-Asada nigdy nie zostanie przekonany o konieczności rozwiązania politycznego" - mówi źródło.

Jak zauważa "Hurriyet Daily News", Turcja "dawno temu straciła nadzieję", że tzw. proces genewski -rozmowy pod egidą Moskwy i Waszyngtonu - mogą zapewnić rozwiązanie polityczne w syryjskim konflikcie. Zdaniem dziennika, Ankara widzi operację wojskową jako jedyną opcję, która mogłaby zakończyć konflikt w sąsiedniej Syrii.

"Kroki, jakie należy podjąć względem Syrii, wojskowe czy polityczne, nie powinny wprowadzać dalszej niepewności i nie powinny dawać Asadowi możliwości wyciągnięcia korzyści" - dodaje rozmówca dziennika.

Ankara, jak zauważa gazeta, obawia się też, że decyzja Obamy będzie mieć demoralizujący wpływ na opozycję syryjską. "Asad już wykorzystał decyzję Obamy w swojej propagandzie" - mówi źródło. W jego ocenie, "Turcja, USA i inne mocarstwa powinny nadal mocno wspierać" opozycjonistów.

Turcja, która była kiedyś sojusznikiem Asada, jest obecnie jednym z jego najostrzejszych krytyków. Przyjęła setki tysięcy uchodźców z Syrii, jest ważnym kanałem pomocy humanitarnej dla Syrii i - według mediów - również wsparcia dla rebeliantów walczących z reżimem w Damaszku.

 ansa/PAP

[fot. PAP/EPA]

Zainteresował Cię atrykuł? Odwiedź nasz profil na facebooku!

Słowa kluczowe:

USA

,

Chiny

,

Turcja

,

Syria

,

Siergiej Ławrow

,

konflikt w Syrii

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook