Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Komorowski poplecznikiem chińskich komunistów

29.12.2011

Wizyta Bronisława Komorowskiego w Chinach zakończyła się wielkim rozczarowaniem chińskich dysydentów. Jak donosi „Nasz Dziennik”, spotkanie w Chinach to sukces azjatyckich komunistów, którzy ogłosili już światu, że zyskali "sojusznika na podwórku NATO".

Chińscy antykomuniści spodziewali się, że prezydent pochodzący z kraju, który jako pierwszy obalił komunizm, podejmie z władzami chińskimi problem łamania praw człowieka w Chińskiej Republice Ludowej. Nic podobnego nie miało jednak miejsca. Jak podaje „ND” nie doszło także do spotkania z chińskimi dysydentami, o którym pisała polska prasa.

Cao Changqing, chiński pisarz i publicysta opozycyjny twierdzi, że może to oznaczać, iż polski prezydent ugiął się pod presją władz chińskich i zgodził się "na jakieś anonimowe spotkanie nie wiadomo z kim", być może tylko na potrzeby polskich mediów – pisze „ND”

Zdaniem Cao, wizyta Komorowskiego wyraźnie pokazuje różnicę pomiędzy rządami braci Kaczyńskich a rządami liberałów. Kaczyńscy nigdy nie wybrali się do komunistycznych Chin. Co więcej, spotykali się z Dalajlamą, czym udowadniali Pekinowi, że godność ludzka to dla Polaków jedna głównych wartości.

Cao nie neguje konieczności zabiegania o rozwój stosunków gospodarczych Polski z Chinami, twierdzi jednak, że nie wymaga to wizyty polskiego prezydenta. Opozycjonista zastanawia się więc na łamach „ND” nad celem przyjazdu Komorowskiego do Chin oraz nad podpisaniem przez niego deklaracji dotyczącej nawiązania między Polską a Chinami stosunków strategicznego partnerstwa. Jego zdaniem wizytę i deklarację chińscy komuniści chcieli wykorzystać czysto propagandowo. - Oto lider dużego europejskiego państwa przechadza się z małżonką po Wielkim Murze w ośmiostopniowym mrozie, twierdząc, że widok muru spowodował, iż nie czuje zimna. To, jak określił chiński dysydent, show, na który właśnie czekali aparatczycy w Pekinie i co chwila pokazywali go w komunistycznych mediach. - pisze „ND”

Polska była do tej pory dla chińskich dysydentów jednym z najbardziej antykomunistycznych narodów w Europie. Od tej pory chińskie media podkreślają oficjalnie, że polskim przywódcą nie jest już prozachodni Lech Kaczyński, lecz liberałowie otwarci na Wschód: na Rosję i na Chiny, wyjaśnia „ND”.

Podpisanie deklaracji o strategicznym partnerstwie Polski z Chinami to – jak tłumaczy Cao Changqing - według Pekinu dobry znak, że Polska nie będzie np. przeszkodą przy zakupie zachodniej broni przez Chiny, czemu Warszawa do tej pory się konsekwentnie sprzeciwiała. Szokujący jest także zapis w deklaracji, w którym Polska popiera proces integracji w rejonie Azji Wschodniej. Tymczasem to właśnie „integracja” jest dla Chin zakamuflowanym sposobem osiągnięcia hegemonii w tym regionie świata.

PiKa, Nasz Dziennik
[fot. PAP / J. Turczyk]

Słowa kluczowe:

Bronisław Komorowski

,

Chiny

,

komunizm

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook